Jestem tutaj

ZALEW DOMANIOWSKI



cd rozpoczętej historii TUTAJ
...  Dojechaliśmy na miejsce, tak naprawdę raczej z przekory, bo przegrywać nawet z samą sobą nie jest do końca w mojej naturze, zwłaszcza jeśli ktoś po drodze dodaje swoje trzy grosze, sugerując, że "nie znajdzie pani tam miejsca do zaparkowania." Czy chcę czy nie, władzę przejmuje głowa ze swoim twardym jak skała: "Ale ja nie będę miała gdzie zaparkować..?" 
Jak się przekonaliśmy miejsc było na życzenie, gdzie tylko chciałam, mogłam zaciągnąć ręczny hamulec i rozkoszować się pięknem i szumem wody. 

Sęk w tym, że zmęczenie całym dniem, wielogodzinna jazda, pobłądzenie, późna pora i świadomość, że, zaledwie 30 km dalej, czeka mama ze świeżo upieczonym sernikiem, sprawiały, że mieliśmy tak naprawdę dość wycieczek i zwiedzania na ten dzień. 

Na szczęście to był nasz kolejny pobyt tam, więc ze spokojem mogę wrócić  wspomnieniami do dnia, kiedy pojechaliśmy tam pierwszy raz i kiedy to miejsce naprawdę nas zachwyciło, wręcz oczarowało...



Jezioro Domaniowskie okazało się bajkową krainą, która otoczona łąkami i  lasem z ciszą wiejskich pól i domostw, skrywa w sobie jedno z piękniejszych miejsc na mapie Mazowsza. Jak wyczytuję na internetowych stronach,  należy do trzech znaczących zbiorników wodnych na Mazowszu, obok Zegrzyńskiego i Włocławskiego. Jest także jednym z najczystszych zbiorników wodnych, gdzie czystość wody mieści się w drugiej kategorii. (za: https://mazowsze.szlaki.pttk.pl/841-pttk-mazowsze-jezioro-domaniowskie)



Nasza przygoda z tym miejscem zaczęła się od "chcenia". Wielokrotnie słyszałam o tym miejscu, zwłaszcza w czasach nastoletnich,  gdy rówieśnicy z zapałem przemierzali pobliskie radomskie okolice a ja otoczona matczynym strachem, mogłam tylko słuchać o tym, jak to fajnie było. Ale przyszła chwila, kiedy trochę dla zabicia nudy, trochę dla podgonienia społecznościowych portali w prześciganiu się, że było się gdzieś - postanowiłam i ja wybrać się właśnie gdzieś. Padło na Domaniów. 

Trasa naprawdę prosta, choć za każdym razem w mniejszym lub większym stopniu gubiłam drogę i nadrabiałam kilometrami. Krajowa 12.  Radom - Piotrków Trybunalski. A potem dwie niesamowite trasy, które jeśli, ktoś z Was będzie jechał bardzo polecam. 
1. Z krajowej 12, jadąc od Radomia w prawo (pamiętajcie aby upewnić się na mapie, czy moje prawo, jest tym właściwym prawo) na miejscowość Mniszek - jest znak kierujący.
 2. Kilka kilometrów dalej w Wieniawie za kościołem również w prawo na Brudnów (jeśli dobrze pamiętam też jest znak). 
Dlaczego polecam Wam obie trasy - bo obie naprawdę zachwycają. Ta przez Mniszek prowadzi przez las. Polecam wyłączyć radio, zwolnić i otworzyć okno a potem samemu otworzyć się na doznania przyrody.
Ta na Brudnów jest trochę dłuższa ale za to, otacza się łąkami, makami, zbożami a ponad to, pozwala powrócić nam do czasów dzieciństwa, bawiąc się z nami w chowanego, gdzie Jezioro pojawia się aby za chwilę zniknąć za domami lub drzewami. Jeśli zabawa okaże się dla Was wciągająca polecam jednak poszukać chętnego do kierowania, gdyż drogi tam są dość wąskie i kręte, biegnące w dodatku przez wioski, gdzie kury, ptactwo podwórkowe a niekiedy dzieci traktują ulicę jak przedłużenie swojego podwórka. 




Sam Zalew może nie rzuca na kolana swoją wielkością czy tętniącym plażowym życiem, bo na tygodniu nawet trudno o jakiś otwarty bar, których i tak jest dwa - przynajmniej tyle udało mi się dostrzec. Weekendy w sezonie zapewne rządzą się swoimi prawami, jednak nie miałam tej przyjemności bywać tam w tym czasie. Te zwykłe dni może nie niosą ze sobą "umcyków" i rozlewanego piwa, ale za to, pozwalają po prostu odpocząć, wejść do wody, choćby tylko idąc brzegiem, tak jak ja, a dzieci mają niekiedy plażowy piach tylko dla siebie. 



Zalew ten ma jeszcze jedną perełkę, której tak naprawdę trochę z lenistwa nie udało nam się osobiście odkryć. To Pałac Domaniowskich, który w obecnej chwili został przekształcony między innymi na Hotel. To miejsce z historią. Tą piękną ale i smutną, gdzie wojna odcisnęła swoje piętno. To tu bywał między innymi Jan Kochanowski. Polecam Wam stronę tego hotelu, gdzie znajdziecie szczegółowo opisaną historię tego miejsca -  Pałac Domaniowski.




Z pierwszymi razami jest tak, że albo zniechęcą albo oczarują. Nas oczarowało to miejsce i dzięki Bogu, bo gdy przyjechaliśmy tam w tym roku, wszystko wydało się jakoś takie szare, piasek niby suchy ale nie taki piaskowy jak na plaży być powinien. No wszystko jakoś na nie. Na szczęście to był nasz bodajże czwarty raz, więc jak na razie jest 3:1 na TAK. 



To kolejne miejsce, które możemy polecić Wam a tym samym dołączyć do naszej nieprzewodnikowej mapy Polski. 
Wszystkie zdjęcia z tego miejsca są z 2015 roku.

Komentarze

  1. I zalew i pałac robią wrażenie, a to pole maków, wręcz sielsko-anielskie. Nie dziwię się, że pędziliście na maminy sernik, domowe ciasta pieczone z sercem są najlepsze:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak Jotko. Zwłaszcza po dniu pełnym wrażeń i zmęczenia sprawdza się przysłowie, że NIE MA JAK U MAMY :)
      Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Ta łąka pełna maków jest przepiękna! :D
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
  3. O matko, dawno nie widziałam tylu maków. Z dzieciństwa je pamiętam z pól i łąk. Teraz mi ich brakuje. Te czerwonen łebki sa przepiekne. Podziwiam wasze samozaparcie do wyszukiwania takich perełek:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, mi maki też głównie kojarzą się z dzieciństwem i beztroską, która panowała na łąkach. A co do opisanego miejsca. Tym razem to nie było wyszukane przez nas miejsce a coś oczywistego i dla okolicznych miejscowości, miast i miasteczek dobrze znana atrakcja. To coś jak dla Warszawiaków Zegrze. Jednak uważam, że nie "tutejsi" też nie pożałują i zmarnują swojego czasu udając się w tamto miejsce.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Tyle maków to ja widziałam dawno temu, jeszcze w dzieciństwie. Przepiękna okolica i te złote plaże - raj dla dorosłych i dla dzieci. W końcu otwarcie na przyrodę zawsze dobrze zrobi każdemu. Warto polecać ciekawe zakątki.
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maki co prawda można spotkać i w miastach zwłaszcza w okolicach mniej uczęszczanych torów ALE mieszanka maków, chabrów i zboża - to perełka, która daje się podziwiać głównie na wiejskich polach i łąkach i uważam, że ciężko taką kwiatową mieszankę zastąpić :)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Ale cudowne miejsce. Ja 19 lat mieszkałam w Szydłowcu koło Radomiu i nigdy nie byłam w tym miejscu choć nazwa wydaje mi się znajoma.

    Maki bardzo kojarzą mi się z Polską, u mojej cioci na polach koło domu było ich bardzo dużo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Klara tym razem mi gdzieś zawieruszył się Twój komentarz i zobaczyłam go dopiero dzisiaj. Coś ostatnio jak widać nie było nam po drodze do siebie :) Masz rację, maki są takie nasze, takie bliskie sercu...
      Pozdrawiam.

      Usuń

Publikowanie komentarza

Dziękujemy, za obecność u nas :)