Jestem tutaj

WĘDRÓWKĄ ŻYCIE JEST CZŁOWIEKA


Pomysł wędrowania wpadł do mojej głowy, gdy byłam jeszcze dzieckiem. 
I choć wertuję wszelkie zakamarki pamięci nie umiem odpowiedzieć sobie samej skąd dowiedziałam się o CAMINO - szlaku św. Jakuba, który biegnie przez Hiszpanię. Ale się dowiedziałam i od małego to było we mnie. Cały czas w stanie uśpienia z tyłu głowy, jak Anioł Stróż, który nawet na sekundę nie opuszcza. 


I nagle jak wybudzone z letargu,  powróciły  do mnie myśli o camino, gdy mój syn miał kilka miesięcy. Nie wiadomo skąd, nie wiadomo dlaczego i tak naprawdę po co? No bo to nie czas na wędrówki w odległym kraju, gdy dziecko kilkumiesięczne w dodatku na progu choroby i niepełnosprawności, która otwierała przed nami drzwi do swojego świata. A wszystko na dodatek do mierzenia się w pojedynkę.  I nagle ni stąd ni zowąd, pojawiła się druga myśl: "Jak Filip będzie miał 7-8 lat, pójdziemy na ten szlak razem." Uśmiechnęłam się lekko, świadomie już pomyślałam: "Fajnie by było" i wróciłam do tamtego realnego życia - nie łatwego a wręcz trudnego na tamte chwile.. 
Kolejne lata mijały nam na mocowaniu się z jego najpierw nie rozpoznaną chorobą a potem z całym bagażem diagnoz, badań, testów, szpitali, Instytutów i wszystkiego co Matka Niepełnosprawność miała nam do zaoferowania. 

Ponad rok temu, nie byłam już w stanie uciec od prześladującej mnie myśli o wyruszeniu na szlak. O wspólnej wędrówce przez hiszpańskie drogi. To było za silne a wszystko co w głowie tak silne, musi mieć swoje miejsce w życiu. Gdy skończyły się wymówki, na to aby nie iść, przyszła chwila na decyzję aby iść. Potem przychodziły falami: strach, lęk, niepewność, bezsilność. Wiara w siebie/w nas, to przychodziła i tuliła to uciekała od nas, pozostawiając zwłaszcza mnie na pustkowiu mojego życia. 

Rok przygotowań. Tysiące godzin spędzonych w Internecie na szukaniu informacji, na czytaniu, oglądaniu. Rok ogromnej walki z samą sobą, aby każdy pojawiający się w głowie głos strachu wysłuchać i podać mu dłoń, aby w dalszej drodze był kimś znanym a wręcz pomocnym. 




Mamy już bilety. Wylatujemy za niecały miesiąc.
W dniu wylotu Filip będzie miał dokładnie 7 lat i 9 miesięcy. 
To będzie nasz pierwszy lot samolotem;
Pierwszy wspólny pobyt za granicą;
Pierwszy raz jedynie z 8 kg plecakiem na plecach, jako całym naszym domem;
Pierwsze bycie tak długo poza domem - tylko zdani na siebie i obcych ludzi.
Pierwsza odpowiedzialność za drugiego człowieka poza granicami bezpiecznej przystani domu czy choćby samochodu;
Każdego dnia w innym miejscu: jeść, spać, wędrować.
Szlak w którym wcześniejsza rezerwacja noclegu, będzie w wielu miejscach niemożliwa a więc będziemy zdani na przychylność losu, albo na siłę własnych mięśni, aby iść dalej, gdy w danym albergue zabraknie wolnych łóżek...

Mamy zarezerwowane miejsca w samolocie; pokój w hostelu w Madrycie po wylądowaniu  i miejsca w pociągu kolejnego dnia z Madrytu do miejsca, skąd będziemy rozpoczynać naszą wędrówkę.

Cała reszta jest tajemnicą. 
Dalej będzie nas prowadzić już tylko Droga i nasz Anioł Stróż.

Dla jednych takie camino, to pestka, dla innych podróż za granicę to niekiedy codzienność. Dla nas/dla mnie to wyzwanie, ogromne wręcz, logistycznie a przede wszystkim od strony odpowiedzialność za siebie i za dziecko. Bo każda sekunda od momentu przekroczenia drzwi lotniska, będzie tylko Nowym. Całą naszą strefę komfortu zostawimy w Modlinie a dalej wejdziemy na tę chwilę w otchłań Nieznanego. 

Ale włożony wysiłek w przygotowania a szczególnie w pracę nad sobą samą i tym jakie myśli czają się w mojej głowie, pozwala mi dziś cieszyć się tą wyprawą i czekać na nią z drżeniem serca, pełnym ekscytacji i doświadczenia dotykalności spełniających się dziecięcych marzeń...

Niech więc Droga prowadzi....


Komentarze

  1. Wow, niesamowicie. Aż się wzruszyłam czytając posta, warto walczyć o marzenia. z roku na rok stawać się osobą silniejszą.

    Podziwiam bardzo i życzę pieknej przygody, wyprawy hiszpańskiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Klaro :) Niech tak się stanie jak życzysz ;)

      Usuń
  2. Reniu, wiesz ze z serca ci kibicuje i ciesze sie, ze zdecydowalas sie na realizacje swych marzen. Trzymam kciuki czekam na relcje- beda to dla was wyjatkowe dni- ciesz sie nimi!!
    Usciski!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem Ewo i dziękuję Ci za słowa i wszelkie podpowiedzi :)

      Usuń
  3. Nie jestem człowiekiem religijnym, ale o camino marzyłem. Ty spełniasz marzenia, trzymam kciuki za waszą wędrówkę. Jestem pewien, że się uda :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Dawidzie. Wsparcie się przyda. Sama jestem ciekawa, gdzie doprowadzi nas ta droga. Jak uda nam się szczęśliwie wrócić, podzielę się wrażeniami i informacjami, więc może i Ty zdecydujesz się spełnić swoje marzenie o camino. I to chyba nie religijność definiuje człowieczeństwo, więc uważam, że każda droga nazywana "pielgrzymką" jest dla każdego człowieka bez względu na przekonania...

      Usuń
  4. O rany...o rany... wysyłam tysiące kilogramów dobrej energii. Niech będzie z Wami przez całą Waszą wędrówkę! No i mam nadzieję że opiszesz jak to było:D
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za każdy gram dobrej energii dziękuję z serca a tym bardziej za kilogram. Na pewno okaże się przydatny i obiecuję go dobrze wykorzystać :)

      Usuń
  5. Mariusz z Twojego wątku na caminodesantiago.

    W końcu tu dotarłem;) I przeczytałem.
    No i nie widzę tu wystraszonej, pełnej lęków dziewczyny, jak mogło się powierzchownie wydawać, tylko mocną kobietę, która systematycznie, uparcie ale i odpowiedzialnie dąży do swoich celów i realizuje swoje pragnienia. Możesz być natchnieniem dla wielu "twardzieli".
    A wiesz, że zmienny nadmorski klimat okolic Santiago sprzyja powstawaniu bardzo różnorodnych i ciekawych chmur? Prawdziwe bogactwo!
    Nie mogę się doczekać wpisów i zdjęć tu po Waszym powrocie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Mariusz za te słowa, są cenne dla mnie, więc je przyjmuję i szczerze dziękuję :)
      To niesamowite, że pamiętałeś o tamtym wątku na forum i wróciłeś do niego po powrocie jak również znalazłeś się tutaj, po tamtych śladach... Zdumiewa, cieszy i wzrusza..
      Ciężko nam do ujrzenia człowieka w całości lub takiego jaki jest po kilku słowach w dodatku gdzieś wyrwanych z życia i osadzonych tu lub tam, ale to naturalne. Ale też ciężko nam często do pokazania siebie takimi jakim jesteśmy naprawdę i w całości. Takie nasze ludzkie błędne koło w które sami dajemy się łapać.
      Camino już za kilkanaście dni. Nie mogę się doczekać ale też nie ukrywam obaw. Nie wyzbywałam się lęków, wręcz przeciwnie, szanuję je, bo jak mało co, one uczą nas najwięcej - ale nie zatrzymuję się przed nimi i nie cofam.
      Wierzę, że Droga będzie nas prowadzić tam gdzie Ktoś kiedyś stworzył dla nas te życiowe miejsca które są nam pisane.
      A chmury w Hiszpanii? No cóż, czekam na tamto niebo z utęsknieniem :)
      Pozdrawiam Cię gorąco :)

      Usuń
    2. Mariusz z Twojego wątku na caminodesantiago.

      Dziś już powinien być Wasz trzeci dzień w Drodze. To już prawie zaprawionymi Pielgrzymami jesteście;) Mam nadzieję, że nie macie za dużo trudności a te co macie to pokonujecie bez problemu :)
      Jutro wyruszam na inną pielgrzymkę więc tym łatwiej będzie mi pamiętać w modlitwie o Was i innych pielgrzymujących.
      Czekam na relację po powrocie :)

      Usuń
    3. Hej Mariusz.
      Dziękuję za pamięć. Odpisuję dopiero teraz, gdyż w większości czasu byliśmy bez dostępu do Internetu, co było błogosławieństwem. Wróciliśmy.. Już niebawem podzielę się wrażeniami :)
      Pozdrawiam.

      Usuń
    4. Mariusz.
      Chłonę, co odcinek nie mogę doczekać się następnego. Muszę się pilnować aby nie zaniedbywać obowiązków ;)

      Usuń
    5. Dziękuję, to miłe :) Chłoń.. I jeśli nie byłeś to bez zastanowienia wybierz Salvador jako następne hiszpańskie camino. Ale raczej roweru nie polecam, tylko siłę własnych nóg :)

      Usuń

Publikowanie komentarza

Dziękujemy, za obecność u nas :)