Jestem tutaj

CAMINO SAN SALVADOR cz. VI POLA DE LENA - OVIEDO


POLA DE LENA - MIERES DEL CAMINO
29.06.2019

Nawet gdy teraz to piszę siedząc już przy moim polskim biurku i wiedząc, że koniec już był, to wracając myślami do tamtych ostatnich dni, robi się na sercu smutno, że to naprawdę za chwilę się skończy. Bo to przecież trwało tak krótko a tyle było do przeżycia. Zostało nam to wreszcie po tylu latach marzeń dane i nagle okazuje się, że już się kończy, że trzeba oddać, przekazać tę drogę komuś innemu. Oddać coś co przecież w tym momencie należy właśnie do mnie... 


Odcinek z Pola do Mieres okazał się wytchnieniem po poprzednich dniach wejść, zejść a niekiedy wspinaczki na szczyty. Aż ciężko było uwierzyć, że droga, która nas prowadziła była prosta. Ale tak właśnie było. Dzięki temu moja naciągnięta kostka mogła odpocząć. 













MIERES DEL CAMINO


Samo miasto Mieres naprawdę warte zwiedzenia, jednak kiedy albergue jest tak naprawdę na samym końcu miasta, jeśli nie poza nim, to świadomość powrotu kilku kilometrów jakoś nie napawała optymizm i chyba lepszą opcją było spędzenie tego czasu razem w pobliskim barze na wspólnym posiłku a potem przed albergue na tych niezapomnianych rozmowach. 




ALBERGUE - MIERES

To albergue zbudza chyba najwięcej kontrowersji na całej trasie Camino San Salvador i do końca nie wiem dlaczego. Jest faktem, że samo miejsce w którym się znajduje, na uboczu miasta i w dzielnicy, która nie zachęca samą sobą do zostania - ale jako albergue samo przez się, jest jak najbardziej prawidłowym. Jako jedyne ma pralkę na całej trasie, kuchnia wyposażona w naczynia, płytę grzewczą, jest oddzielne pomieszczenie z duży stołem i wieloma krzesłami, dwie łazienki, po kilka kabin prysznicowych i po dwie umywalki, sala do spania, taka sama jak inne, czysta, łóżka wygodne. Wiele komentarzy odnosi się do człowieka, który zajmuje się tym albergue, że wręcz surowy, nieprzyjemny, że wszystkiego się czepia, że każe na siebie czekać.. Jest faktem, że wszystko musiało mu się zgadzać, że od progu mówił co wolno a czego nie wolno, ale w końcu to jego praca. My tam jesteśmy tylko raz, może nawet raz w życiu a on każdego dnia wykonuje to samo z ludźmi, którzy za 7 Euro oczekują standardu pięciogwiazdkowego hotelu. Jednak kiedy zobaczy się w tym człowieku, człowieka, kiedy poda się mu rękę, zapyta co u niego słychać, czy zdążył zrobić zakupy w polbiskim sklepie między jednymi przybywającymi pielgrzymami a drugimi, naprawdę nie można zarzucić temu człowiekowi nic złego. Ale ile ludzi, tyle opinii i oczekiwań. 







MIERES DEL CAMINO - OVIEDO
30.06.2019



O płaskim terenie szybko musieliśmy zapomnieć, kiedy od pierwszej chwili, droga prowadziła nas niestrudzenie pod górę po asfaltowej drodze. Deszcz kropił, mgła otoczyła nas ze wszystkich stron, ludzie gdzieś pochowani w domach, bo i po co w taką pogodę w niedzielny ranek szwendać się po ulicach czy chociażby po podwórkach swoich domów. A my uparcie wspinaliśmy się coraz wyżej i wyżej aby móc po ok dwóch godzinach zejść i znaleźć ciepłe schronienie w jednej z hiszpańskiej kawiarni, ogrzewając się pyszną kawą i ciesząc się jakby nie było tymi ostatnimi chwilami wspólnego wędrowania














I gdy tak każdy krok, każdy kilometr przybliża cię do tego przecież wyczekiwanego Oviedo, do końca, bo ten koniec jest dla ciebie zwycięstwem, szczególnie nad tymi wszystkimi słowami, które gdzieś przez tyle czasu rozbrzmiewały tu i tam, że to niemożliwe, że niepotrzebne, że nie dla ciebie, że to i tamto, to zaczynasz czuć, jak twoje życie zmienia się na twoich oczach.  Ten koniec to tak naprawdę początek twojego nowego życia, nowego w perspektywie własnych możliwości, twoich i twojego dziecka. To początek życia w przeświadczeniu, że niemożliwe nie istnieje w realnym życiu, bo nawet jeśli do tej pory w to wierzyłaś, to obracałaś się z tym przekonaniem jedynie w obrębie tej polskiej bezpiecznej strefy komfortu, gdzie rodzina, przyjaciele, gdzie zawsze ktoś pomoże, bo rozumie co mówisz, bo ty rozumiesz co on mówi - ale tam, daleko, z angielskim który pozwalał rozumieć i mówić ale nie pozwalał do końca siebie wyrazić, z hiszpańskim, którego znajomość okazała się tak naprawdę nieznajomością w całokształcie słyszanych rozmów i pytań. Ale właśnie tam, sama  z dzieckiem, w dodatku dotkniętym niepełnosprawnością to niemożliwe podało ci rękę i przeprowadziło na drugą stronę życia - tego, które zawsze gdzieś w tobie istniało, zablokowane przez fizyczne granice te ludzkie jak i te przestrzenne. 







Na wszystko w każdym ludzkim życiu jest czas. Jedni doświadczają czegoś prędzej, wcześniej inni później a jeszcze inni dopiero na końcu swojego życia. Dla wielu moje doświadczenia będą dziecinnie proste, dla innych to co dane mi było przeżyć, dopiero jest przed nimi a jeszcze dla innych, trudności, które pokonałam przez te szczególnie ostatnie lata, nie będą mieściły się w ich przestrzeni życia, bo za trudne, bo niewygodne, bo nie dla nich.  Takie właśnie jest życie i właśnie camino uczy aby iść własnym tempem, bo ludzi zawsze i tak i tak spotkasz w albergue, tych lub innych. Ale jeśli zaczniesz biec za innymi aby tylko nie iść samemu, to zawsze będzie to tempo życia danej osoby, nie twoje. Bo jeśli zrezygnujesz z własnych marzeń w realnym życiu, tylko dlatego, że może już za późno, że nie wypada, że co inni powiedzą, że nie daj Boże wyśmieją, to całe życie będziemy zmuszeni, żyć życiem innych. 


Każda decyzja czy to ta, czy pójść na camino a jeśli tak to na jaki szlak, czy ta z kim być, co robić, jaką iść drogą - leży tylko i wyłącznie w naszej głowie. 
Czy to łatwe? To zależy od nas samych. Zależy w co i komu uwierzymy. 
Ja zaufałam sobie i Aniołom. 
I dziś mogę powiedzieć, że było warto. 
Każda chwila była warta aby ją przeżyć i aby być dokładnie tam, gdzie byłam z tymi, z którymi dzieliłam tamten czas... 
Każda.... 










Czym było Camino dla mnie?
Tym wszystkim co zostało powiedziane ale przede wszystkim tym, co niewypowiedziane i co jest tylko w moim sercu;
Było najlepszą decyzją, jaką przełamując wszelki lęki podjęłam, idąc za mądrością, że odwaga nie polega na braku strachu, ale na robieniu tego czego się pragnie  pomimo lęku;
Było pięknym czasem;
Było spotkaniem z ludźmi, którzy na długo pozostaną w moim sercu, i daj Boże, że ja w ich także :)
Było otwarciem drzwi do mnie prawdziwej i wyciągnięciem mnie do tego życia o jakim zawsze marzyłam...




Dziękuję każdemu z Was, którzy w mniejszy czy większy sposób przyczyniliście się, że mogłam razem z Filipem wyruszyć na ten szlak i doświadczyć tego wszystkiego czego doświadczyłam. 
I dziękuję każdemu z Was, którzy szliście obok nas na tym przepięknym Salvadorze. 

Renata.

Komentarze

  1. O rany... podziwiam i tak trochę zazdroszczę... może i ja kiedyś się wybiorę?
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ważne gdzie, ważne aby mieć możliwość zapomnieć się przy filiżance kawy :) Pozdrawiam.

      Usuń

Publikowanie komentarza

Dziękujemy, za obecność u nas :)