Jestem tutaj

CAMINO SAN SALVADOR cz.V PAJARES - POLA DE LENA


PAJARES - POLA DE LENA
28.06.2019

To był najdłuższy odcinek na całym naszym camino bo liczył 23.9 km, Oczywiście nasz najdłuższy, ale nie dało się go za bardzo podzielić na krótszy, bo cała podróż po dotarciu do Oviedo była już zarezerwowana co do dnia i godziny, więc chcąc czy nie musieliśmy tego dnia zrobić dokładnie tyle kilometrów. I tak naprawdę nie odczulibyśmy tego aż tak mocno gdyby nie nasze upadki. 
Kilka minut po wyjściu na szlak, we mgle, przy padającym deszczu i okropnym zejściu w dół cały czas przy wystających kamieniach, które w deszczu robiły się mokre, wszystko czekało tylko aż ktoś pierwszy krzywo postawi nogę. I tym pierwszym był Filip, który upadł prosto na twarz, nie obijając jej ale też dzięki temu oszczędzając nogi. Na szczęście upadek obił mu tylko rączki i kolano, ale mógł bez większego bólu kontynuować dalsze schodzenie. I gdy radość z faktu, że upadek nie sprawił końca naszego camino, poczułam jak skręca mi się prawa noga w kolanie a ja dotykam ziemi i czuję jak dodatkowo skręca mi się stopa. To był moment, kiedy cały mój świat się zatrzymał. Myśl, że nie będę mogła wstać i iść dalej była naprawdę okropna. Pomyślałam: "Gdyby to się stało wczoraj, albo na początku drogi, ale teraz, gdy to co najtrudniejsze mamy za sobą, gdy przeszliśmy to co było z pozoru dla nas nie do przejścia i gdy koniec jest na wyciągnięcie ręki? Boże, nie!" Chwila nieszczęścia jednak nie trwała aż tak długo. Z pomocą nieocenionej hiszpańskiej pary idącej za nami udało mi się wstać i okazało się, że noga choć boli, to pozwala dalej schodzić w dół.











Dalsza droga wcale nie pomagała mojej nodze dojść do siebie, bo prowadziła nas przez tak wąską ścieżkę w górę i w dół w środku lasu i po łąkach, przy bez ustanku towarzyszących kamieniach. Ale to był też czas, który chyba zbliżył nas do siebie nawzajem, bo prawdą jest, że gesty znaczą więcej niż słowa i może po to był ten upadek aby bariera języka zniknęła dając tym samym przestrzeń na wspólne wędrowanie i cieszenie się wzajemnym towarzystwem? 
Z dwóch wariantów, które były po ok 10 km dalej do wyboru albo drogą szybkiego ruchu albo lasem przez zejścia i wejścia, wybraliśmy ze względu na moją nogę, opcję ulicy i mijających nas z zawrotną szybkością samochodów. Na szczęście nie było to tak monotonne i trudne jak pisali w przewodnikach. Nawet spotkała nas sytuacja, kiedy mężczyzna zablokował skrzyżowanie, bo czekał na nas samochodem, aby zapytać się czy nie potrzebujemy pomocy w podwiezieniu do pobliskiej miejscowości, bo idzie dziecko a tu deszcze kropi. Podziękowaliśmy, pan pojechał a nam szło się przez to jakoś lżej, milej, bardziej przyjaźnie.








POLA DE LENA

Pola de Lena okazała się pięknym miastem, choć aż za długim na tyle kilometrów z bolącą nogą, biorąc pod uwagę, że albergue było prawie na samym końcu. Klimat tego miasta i kolejna otwartość ludzi aby pomóc, wziąć za rękę i zaprowadzić na miejsce, tam gdzie chcieliśmy dojść, była nieoceniona i niezapomniana. 








ALBERGUE - POLA DE LENA

Samo albergue również warte polecenia. Brak kuchni w niczym nie przeszkadzał. Przestronnie, czysto, w łazience w koszykach wszelkie przybory toaletowe do użytku, cisza. 






















Komentarze