Jestem tutaj

FRANCJA - LOURDES

Francja - miejsce, które od zawsze było mi odległe pod każdym względem: języka, kultury, miejsca samego w sobie, nagle stało się mi bliskie. W momencie, kiedy wysiedliśmy z pociągu podmiejskiego, którym przejechaliśmy zaledwie dwie stacje, dzielące Hiszpanię z Francją - poczułam się tu - dobrze, spokojnie. Różnica która rzuciła się w oczy od pierwszej chwili, to policja która strzegła dworca. Przez chwilę przebiegł lekki dreszczyk obawy, ale życzliwość ludzi w pobliskim barze, kawa, śniadanie i ich gościnność i uśmiech, rozwiały szybko lęk, zamieniając go w ekscytację z bycia w kolejnym europejskim państwie. Z Hendaye, która jako pierwsza graniczy z Hiszpanią, pojechaliśmy pociągiem do Bayonne a tam przesiedliśmy się w następny, który zawiózł nas prosto do Lourdes, miejsca naszego pobytu przez kolejne dwa dni. 









LOURDES

Samo Lourdes, stało się dla nas, szczególnie dla mnie oazą spokoju, wytchnienia, ostoją takiego ciepła zarówno wewnętrznego ale też zewnętrznego.Może to jest też tak, że gdy mamy coś w głowie, choćby rzeczywistość była zupełnie inna, my i tak patrzymy na nią przez pryzmat naszych myśli, oczekiwań, poglądów. Bo kiedy jedziesz do Lourdes, ciężko myśleć inaczej niż o miejscu, gdzie dzieją się cuda; gdzie jest Coś lub Ktoś, kto nad tobą czuwa, kto daje Ci to potrzebne wytchnienie a nawet dla wielu nowe życie, nowe zdrowie, nowe nadzieje. Po części i w mojej głowie, była osadzona taka rzeczywistość Lourdes. Nie ukrywam, że obawiałam się komercji tego miejsca, tego, że  każdy skrawek tego miejsca będzie okupiony marketingiem, sprzedażą, zarobkiem. I co prawda ulica w kierunku Sanktuarium była po brzegi i po każdy milimetr obstawiona stoiskami z dewocjonaliami, tak sam teren Sanktuarium był przestrzenią, gdzie panował spokój, cisza jakby wkraczało się do innego świata, zostawiając za mostem całą komercję. 











Wieczór przyniósł procesję światła. Wydarzenie, które zmienia ludziom życie, szczególnie tym, których każdy krok to nadzieja na cud, na zmianę swoją lub innych. Nie szliśmy razem z procesją, zresztą tak jak większość ludzi. Staliśmy na schodach, mieliśmy fantastyczny widok na wszystko co działo się przed nami a zarazem mogliśmy w pełni uczestniczyć w tym nabożeństwie.
To co najbardziej w takich chwilach porusza, to widok ludzi na wózkach, tych powszechnie znanych jako inwalidzkie ale też tych, które są wielkości łóżek. To momenty, kiedy do człowieka dociera jak wiele ma, choćby miał tylko zdrowe ręce, nogi, ciało, umysł. W tamtym miejscu człowiek zauważa i zatrzymuje się na tym przez chwile, co tak naprawdę jest najważniejsze w życiu. 




Lourdes to jedyne miejsce podczas całego naszego wyjazdu, gdzie nie musieliśmy następnego dnia z samego rana jechać do kolejnego miejsca a mogliśmy spokojnie pozwiedzać to miejsce i nacieszyć się jego atmosferą, gdyż dopiero o 17.15 następnego dnia, mieliśmy autobus do oddalonego o ok 13 km lotniska w Tarbes. 







DEL PIC DU JER

Szczyt górujący nad Lourdes z panoramą na Pireneje, na który dostać się można albo pieszo wyznaczonym szlakiem albo skorzystać z ponad stuletniej kolejki. Sam wjazd, jest niesamowitym przeżyciem, gdyż kolejka wjeżdża prawie pionowo pod ogromną górę - a sam widok ze szczytu - zapiera dech w piersiach. Połączenie adrenaliny wjeżdżania w górę z widokiem, który ukazuje się na samej górze to momenty, które pamiętać będziemy latami.  
Cena biletu zawiera  wjazd i zjazd, jednak mieliśmy szczęście trafić na cudowną pogodę, która przeważyła decyzję o drodze powrotnej na własnych nogach i mogę ją szczerze polecić, bo robi wrażenie a samo zejście nie przysparza większych problemów. 










NOCLEG - VILLA CECILIA 

Z czystym sumieniem mogę Wam też polecić pensjonat w którym się zatrzymaliśmy. Chyba najbardziej urzekające w tamtym miejscu byli gospodarze. Ich uśmiech, życzliwość i taka otwartość, stworzyła iście rodzinną atmosferę, że nie czuło się jakby było się w obcym hostelu ale w domu u znajomych. Pokoje znajdują się na drugim piętrze domku jednorodzinnego. Duże podwórze z miejscem do siedzenia, oddzielne wejście, klucze do dyspozycji. Dom znajduje się w  bocznej uliczce ale wszędzie blisko a tym samym spokojnie.  W cenę wliczone jest śniadanie od rogalików z dżemem, po bułki, francuski ser, szynkę, kawę, herbatę, soki. Wszystkiego dużo i wszystko smaczne. Dodatkowo mogliśmy zostawić plecaki aż do godziny 17.00, mimo, że wymeldowaliśmy się ok. 11.00, co nie stanowiło żadnego problemu dla właścicieli a my nie musieliśmy ich targać ze sobą. 
Villa Cecilia, 37 Rue de Bagneres






Francja pożegnała nas upalnym dniem, uśmiechami ludzi ich życzliwością, otwartością, chęcią do pomocy. Niekiedy warto jest nadłożyć kilometrów, dni a nawet pieniędzy aby doświadczyć czegoś, co będzie w nas przez lata a może i do końca życia. Było pięknie. Ludzie we Francji, nie tylko w Lourdes bo i na całej trasie jazdy pociągiem, byli naprawdę pomocni, choćby pani konduktor w pierwszym pociągu sama z siebie zapytała czy zatrzymujemy się w Bayonne czy jedziemy dalej a potem sama z siebie wytłumaczyła gdzie mamy się przesiąść z którego peron odjeżdża nas kolejny pociąg, jak tam się dostać. To było nie tyle miłe ale tak bardzo pomocne.
Szkoda było wyjeżdżać, ale sama wdzięczność, że mogliśmy tam być wzięła górę i pozwoliła szczęśliwie dotrzeć na lotnisko i bezpiecznie wylądować już na polskiej krakowskiej ziemi.





 To był bardzo ważny dla mnie wyjazd, bo przełamał bardzo wiele w mojej głowie, otworzył mi na oścież drzwi do kolejnych zakątków świata, dając tym samym przeświadczenie, że jeśli czegoś się pragnie, nic nie jest aż tak wielkim obciążeniem aby spełnić, uczynić to, czego się pragnie. Ani samotna podróż z dzieckiem, ani jego niepełnosprawność, osobiste lęki czy uprzedzenia a tym bardziej nałożone stereotypy. 
Tak wiele lęków krążyło wokół tego wyjazdu przed jego realizacją, ale powiedzenie, że strach ma wielkie oczy, przełożyło się w rzeczywistość. 

Wam Aniołowie dziękuję najbardziej... 

Komentarze

  1. Byłem tylko w jednym światowym sanktuarium poza Polską. W Fatimie. I muszę przyznać, że pewnie do żadnego winnego w najbliższym czasie się nie wybiorę. Nie dlatego, że jestem niereligijny, tylko z wszechobecnej komercji. Takiej zdecydowanie antybiblijnej komercji...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą i rozumiem. Ale niekiedy pozostaje nam udać, że czegoś nie widzimy, nie słyszymy, że czegoś po prostu nie ma - mimo, że jest. To chyba kwestia naszych priorytetów w takich miejscach i tego, czego oczekujemy.. Ja tak staram się robić - nauczyłam się tego w polskich miejscach kultu religijnego.. A do Lourdes z przyjemnością wrócę - chyba zostawiłam tam kawałek siebie. Do Lourdes jako Lourdes a nie jedynie sanktuarium..

      Usuń

Prześlij komentarz

Dziękujemy, za obecność u nas :)