Jestem tutaj

SANTANDER

Santander to pierwsze miasto, do którego przyjechaliśmy aby odpocząć po camino ale zarazem zwiedzić już czysto turystycznie, bez plecaka, bez pośpiechu.


Nie wszystko jednak ułożyło się tak jak planowałam, że się ułoży, czyniąc ku temu przygotowania. Rzeczywistość nas trochę przerosła. Zmęczenie wzięło górę, bariera językowa też dała o sobie znać.  Czas też do końca nie był po naszej stronie, bo do Santandera przyjechaliśmy po 14.00, chwila odpoczynku, formalności związane z noclegiem i dopiero ok 16.00 wyszliśmy z mapą aby zwiedzić miasto na piechotę. Pokój mieliśmy w ścisłym centrum, więc dosłownie po chwili znaleźliśmy się na deptaku.










Najbardziej ze wszystkiego chcieliśmy zobaczyć słynny Palacio Real de la Magdalena i tam właśnie krok za krokiem zatrzymując się to tu to tam, zdążaliśmy. 




PALACIO REAL DE LA MAGDALENA

Jedna z wizytówek miasta Santander: pałac, przepiękny park, mini zoo i nadmorska sceneria, wszystko to tworzy wręcz idylliczną przestrzeń w środku tak wielkiego miasta. 









Sam Pałac wygląda imponująco. Oglądaliśmy go jednak tylko z zewnątrz. Pogoda z każdą chwilą nam się pogarszała. Deszcz zaczynał pomału kropić a do miejsca zakwaterowania mieliśmy prawie 5 km do przejścia, więc nacieszyliśmy oczy, tylko tym co zewnętrzne. 











Opuściwszy pałac, deszcz padał już coraz mocniej. Prawdą jest, że pogoda na północy Hiszpanii zmienia się bardzo szybko a deszcz jest tam stałym bywalcem. 





NOCLEG - PENSION A-MADRID
CALLE MADRID 21



 Zatrzymaliśmy się w Pension A-Madrid przy calle Madrid 21. Dosłownie 5 minut spacerkiem od dworca kolejowego i autobusowego. Niedaleko centrum, plaż i oceanu. Pensjonat mogę z czystym sumieniem polecić. Pokoje czyste, miłe, wifi, klucze do dyspozycji, możliwość powrotu o każdej porze nocy, gospodarze uprzejmi, otwarci i pomocni. Raczej nie mówili po angielsku ale  to nie przeszkodziło w wyjaśnieniu tego co chcieliśmy wiedzieć a oni przekazać. 



























Komentarze

  1. Czytam i czytam Reniu pelna podziwu i dumy! iem, ze to byla TA podroz! TEN czas!! Gratuluje i jestem pewna, ze to dopiero poczatek- poczatek Twojej noej drogi. Po takiej trasie, przezyciach i walce jestes juz chyba gotowa na wszystko?? To pewnie pierwsza ale nie ostatnia wasza wedrowka?! Podziwiam i zazdroszecze ot tak po ludzku tej zacietosci, odwagi i samozaparcia. Mam nadzieje, planuje, marze, ze i mykiedys zdecydujemy sie na ten krok.
    Pzdrawiam serdecznie i wielkie brawa dla Filipa!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym miejscu odpiszę DZIĘKUJĘ... :) Przekażę Filipowi Twoje brawa, na pewno będzie dumny. Tak, dla tego dziecko, okazało się, że niemożliwe nie istnieje już w wieku 7 lat. Do przeczytania Lux.
      PS. I jestem przekonana, że niedługo będę czytała Twoją relację z camino :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Dziękujemy, za obecność u nas :)