Jestem tutaj

GÓRY STOŁOWE i Nove Mesto nad Metuji



Życie to pasmo wyborów, decyzji, które albo podejmujemy albo od nich uciekamy. To podszepty intuicji, może nawet szepty Aniołów albo naszej duszy w której od lat chowamy marzenia, pragnienia serca i to wszystko co odkładamy na to nieszczęsne "potem", "kiedyś". 

To było zaledwie pół godziny, kiedy pijąc przedpołudniową kawę, zerknęłam w niezapisany niczym kalendarz nadchodzących dni, wybrałam miejsce, zarezerwowałam noclegi, przeliczyłam kilometry i oznajmiłam dziecku, że jutro jedziemy w góry. A potem pomyślałam, że chyba tak właśnie spełnia się marzenia - podejmując decyzję, że robi się to o czym od dawna, albo od zawsze się marzyło.

Nigdy tak naprawdę nie zapuściłam się w tamte rejony Polski.  Dolny Śląsk był dla mnie nieodkrytym obszarem, który niejeden znajomy polecał, zachęcał, z którego wracał zauroczony. Te zapierające dech w piersiach skały w Górach Stołowych zobaczyłam kiedyś na zdjęciu i obiecałam sobie, że kiedyś tam pojadę. I dzięki Bogu i skłonności do dotrzymywaniu samej sobie obietnic "kiedyś" nabrało realnego wymiaru. 




BŁĘDNE SKAŁY

Byliśmy tam kilka minut po 09.00. Tak naprawdę jechaliśmy do Szczelińca Wlk. ale widząc pusty parking dolny, w ostatniej sekundzie skręciliśmy i postanowiliśmy najpierw zobaczyć Błędne Skały a dopiero potem ruszyć dalej, co w ostatecznym rozrachunku dwóch dni, okazało się  bardzo dobrą decyzją.



Pogoda była tak cudowna, że grzechem było podjeżdżać samochodem na górę na górny parking, kiedy można było wybrać pieszą wędrówkę niebieskim szlakiem przez las, co i rusz zachwycając się tym, co ukazywało się naszym oczom od tej palety kolorowych liści, po wystające skały, zapach lasu, korzenie drzew itd..  Szlak poza ostatnim odcinkiem na który trzeba było się trochę powspinać po wystających wysokich kamieniach i korzeniach drzew, był niezapomnianym spacerem, zwłaszcza, że przez całe 01.30h minęła nas tylko jedna para a na całej reszcie byliśmy jedynymi turystami. 






Gdy dotarliśmy na górę, naszym oczom ukazało się nie tyle wejście na teren labiryntu Błędnych Skał, co tłum ludzi i samochodów. Choć i tak mieściliśmy się jeszcze w granicach normy z racji wczesnych godzin, jednak przyczyniło się to do niczego innego jak do braku możliwości zatrzymywania się i zachwycania się tak jakbyśmy tego chcieli, bo przejścia były niekiedy tak wąskie, że przy normalnym przechodzeniu ustawiała się z tyłu kolejka ludzi. Zrobienie zdjęcia też okazało się nie lada wyzwaniem, zwłaszcza takiego aby uwiecznić same skały a nie przypadkowych turystów. 








Czy labirynt Błędnych Skał zrobiły na nas wrażenie? I tak i nie. TAK - bo bez dwóch zdań to coś tak niesamowitego, że trudno nawet opisać to słowami, pozostaje to zobaczyć. Niewiarygodnie wąskie przejścia, niekiedy też niskie dodawały temu miejscu  adrenaliny (zwłaszcza tam, gdzie człowiek oczami wyobraźni przeliczał ilość centymetrów w swoim pasie przekładając to na szerokość szczeliny, która przed nim). Jednak, gdy teraz sięgam pamięcią to myśląc o Błędnych Skałach pamiętam tak naprawdę pośpiech i tą kolejkę, która ustawiała się za nami albo przed nami do przejścia przez szczeliny czy wytyczony szlak. Te przestoje, kiedy czekało się aż ktoś zrobi zdjęcie. Gdzieś ta atmosfera tego miejsca, śpiew ptaków czy choćby szum drzew zostały zagłuszone przez rozmowy a niekiedy i krzyki ludzi. Czy wróciłabym do tego miejsca? Hmm, gdyby tylko tam skończył się nasz wyjazd zapewne bez wątpienia tak, jednak i na szczęście drugi dzień przyniósł chwile, które na długo pozostaną w naszej pamięci. 

SZCZELINIEC WIELKI

O nim właśnie mowa. To tu z tych dwóch miejsc, zostawiłam kawałek swojego serca.
 Poniedziałek, godzina 07.00 rano, siedząc przed pensjonatem w którym nocowaliśmy, gotowi i spakowani do drogi powrotnej do domu, pijąc kawę i śledząc papierową mapę wytyczając jednocześnie trasę powrotną, zapytałam od niechcenia Filipa, czy jedziemy jeszcze dzisiaj w góry przed powrotem do domu a on aż podskoczywszy z radości, wykrzyczał, że tak, że on chce... I chyba tylko dzięki niemu i tej jego dziecięcej radości, byłam gotowa zmienić plany, mimo, że czekało mnie ponad 500 km jazdy samochodem. 
Jechaliśmy do Szczelińca od Kudawy Zdrój tzw. Drogą Stu Zakrętów. "O Matko, co to była za droga" - powtarzając po moim synu. Zakręt to niekiedy mało powiedziane. Serpentyna, zakręt i tak cały czas. A wszystko pośrodku lasu. Droga, którą długo się pamięta i aż szkoda, że w takich miejscach trzeba było dzierżyć kierownicę bez możliwości podziwiania tego co po bokach.


14 Październik sprawił, że nikt nie pobrał od nas żadnej opłaty za parking, może dlatego, że byliśmy tam przed 08.00 rano a budka portiera mimo, że otwarta to bez obecności człowieka a może dlatego, że to już po sezonie? Opłata stała to 10 zł, jednak wolałam nie szukać odpowiedzi a czym prędzej spakować się i wejść na szlak. Droga do wejścia wiedzie przez (na szczęście o tej porze) nie rozłożone jeszcze stragany z pamiątkami, oscypkami, zabawkami... 
A potem już tylko schody. Historyczne zarysy podają, że było ich początkowo 665 a ile jest obecnie, nie wiem, zrezygnowałam z liczenia przy 15 :) 











Gdzieś przy tych wszystkich skałach, przy ciszy i pięknie lasu, te schody nagle stały się nieodczuwalne. Piękno i zachwyt wzięło górę. Wszystko to, to ogromna zasługa braku ludzi. Na całej trasie do schroniska mijaliśmy się tylko z jedną parą z małym dzieckiem. I nikogo więcej, no może jeszcze pan, który właśnie malował barierkę. 
Jednak to co wzbudziło nas zachwyt okazało się tylko namiastką tego co czekało nas dalej. 
A dalej  było tylko piękniej.


Taki czekał nas widok na górze. Po przejściu schodów i labiryntów wychodzi się prosto na Schronisko, które raczy nas oprócz przepysznej kawy takimi właśnie widokami.









I kiedy wydawałoby się, że w tym miejscu piękniej być nie może, szlak prowadził dalej. Jednak tak jak do schroniska można wejść za darmo, tak od tego momentu dalsze zwiedzanie albo raczej przemierzanie wytyczonego szlaku jest płatne.  Wrócić można co prawda tą samą drogą, którą się weszło, ale nie pójść dalej, byłoby odebraniem sobie niesamowitych doznań i wrażeń, bo nie doświadczyć piekła i nieba jednocześnie - to jak niczego nie doświadczyć. 
Po krótkiej chwili rozkoszowania się niesamowitymi i majestatycznymi kształtami skał, czeka nas zejście do piekła niekiedy po bardzo kamiennych schodach (które bywają mokre, tak jak to było u nas i bardzo łatwo o poślizgnięcie się ), po czym zejście odbywa się przy pomocy łańcuchów. Skały tak wysokie, że na dole niekiedy panuje ciemność. Ale jeśli pokona się ciemności i strach, na górze czekają człowieka niebiańskie widoki.






Droga do Piekieł a tak naprawdę do tzw Piekiełka, głębokiej na 25 m szczeliny w labiryncie skalnym:









To miejsce naprawdę robi wrażenie, zresztą nie tylko na nas bo to właśnie tutaj były kręcony sceny do filmu: "Opowieści z Narnii". 
A potem wychodzimy ku górze, która nie pozostawia nas bez kolejnych zachwytów.






Żal było wyjeżdżać z tego miejsca. Połączenie doznań, spektakularnych widoków, ciszy, braku tłumów - to wszystko złożyło się na magię tego miejsca. Ale samochód sam się nie poprowadzi. 
Wracaliśmy ze Szczelińca przez Radków, drogą lokalną nr 387, która jeszcze na koniec żegnała nas zapierającymi dech w piersiach widokami po obu stronach drogi. 

Nové Mesto nad Metují

Tak naprawdę zabrakło mi czasu aby w jakikolwiek sposób zaplanować ten wyjazd, więc każda decyzja była w większości spontaniczną decyzją lub taką, która powstawała w danej chwili. Kiedy pytałam mieszkańców Kudawy, co polecają zwiedzić w Czechach w bliskiej odległości od granicy, każdy mówił: Adrspach czyli Skalne Miasto. Ale wróciwszy z Błędnych Skał, gdzie stanęliśmy w oko w oko z napływającym coraz większym tłumem zwiedzających, obawiałam się, że tam będzie podobnie. 
A że mapa, taka zwykła, tradycyjna, papierowa - to mój jeden z najlepszych przyjaciół i coś z czym się nie rozstaję, gdy siadam za kierownicę mojego samochodu i która jeszcze nigdy nas nie zawiodła zarówno pod względem wytyczonej trasy jak i odkrywanych dzięki niej miejsc - tak też i teraz postanowiłam jej zaufać. Dosłownie palcem po mapie, zdecydowałam się na Nove Mesto nad Metuji. Początkowo mieliśmy jedynie przez nie przejechać ale gdy wjechaliśmy do niego i zobaczyliśmy jednocześnie brak tłumów na mieście i wieżę zamka a na dodatek darmowe wolne miejsce parkingowe, nie zastanawialiśmy się dłużej, tyko wyłączyliśmy silnik i postanowiliśmy dotknąć tego miasta naszymi stopami. 













I chyba cały ten wyjazd można by spuentować, powtarzając wypowiedziane kiedyś słowa: 
"Marzenia często są po nic. Po to tylko aby je spełnić." 

I mimo, że kierując się w stronę ich spełnienia jest  niekiedy więcej niepewności, strachu, pytań  niż ekscytacji, pewności czy gloryfikacji - to warto je spełniać. A spełnione marzenia zawsze odwdzięczają się sobą w sposób niekiedy przewyższający nasze oczekiwania. 

I tak też się stało w przeciągu tych trzech dni na Dolnym Śląsku i w Czechach. 
I mimo, że momentami łatwo nie było, to BYŁO WARTO! :) 
Renata. 

Komentarze

  1. Dobrze, że wróciła możliwość komentowania :-) W Błędnych Skałach byłem tylko raz i ten tłum mnie zniechęcił na zawsze. Szczeliniec warto zwiedzać rano lub przed zachodem słońca, a najlepiej zawsze przed lub po sezonie. W Adrspachu jest taka wielka przestrzeń, że nawet tłumy ludzi nie są bardzo uciążliwe, szczególnie jesienią. Nove Mesto nad Metuji, to moja ulubiona miejscówka. Weszliście na wieżę zamku? Od strony ogrodów jest też fajny pomost zaprojektowany przez oryginalnego architekta: Dušan Jurkovič. W najbliższej okolicy jest też kilka fajnych miejsc, jak to w Czechach :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomost widzieliśmy, ale na wieżę nie weszliśmy. To był tak spontaniczny wyjazd a przede wszystkim pomysł, że jechałam jedynie z mapą bez żadnego przygotowania pod względem atrakcji turystycznych. Ale dobrze wiedzieć o tej przestrzeni w Adrspachu. Jeszcze tyle do zwiedzenia przed nami, choćby na Dolnym Śląsku, że kolejny raz daj Boże uda się zaplanować, choć i tak jestem zadowolona z tego co zobaczyliśmy bez przygotowania :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Dziękujemy, za obecność u nas :)