Jestem tutaj

PODSUMOWANIE 2019




Każdy z nas ma inną historię, inne życie, inne początki, środki, końce. Niekiedy się przenikamy, mijamy, a kiedy indziej jest nam do siebie daleko. Cieszymy się jak głupcy z rzeczy, które dla innych są już przestarzałymi udogodnieniami życia. Stajemy na nogi po tragediach, które dla kolejnych  są dopiero przed nimi. Względem jednych jesteśmy całkiem z tyłu; względem kolejnych daleko przed nimi.


I tak właśnie było w tym 2019 roku ze mną. Cieszyłam się jak głupiec z mojego pobytu w Hiszpanii na szlaku camino ale i poza nim, jako pierwszego samodzielnego pobytu poza Polską; nie potrafiłam opisać emocji po moim pierwszym w życiu locie samolotem a przecież dla tak wielu to już tak oczywiste udogodnienia i niekiedy codzienność, że zaraz  po starcie nakrywają się bluzą i zasypiają. A podróże? No cóż, wystarczy zerknąć na pierwszy, lepszy blog podróżniczy i znajdzie się tam niemal każdy zakątek świata. Więc czym tak naprawdę ta moja Hiszpania była i jest? No właśnie w tym rzecz, że w gruncie rzeczy to nie ma znaczenia, bo przecież każdy z nas ma inną historię a wszystko w każdej ludzkiej historii życia dzieje się wtedy, kiedy zadziać się ma.

ROK 2019

Więc jaki był ten 2019 dla mnie?
Tak naprawdę każdy rok nieparzysty jest dla mnie trudny. Może to kwestia podejścia, nastawienia. Choć trudny nie oznacza zły, pełen tragedii, czegoś bolesnego. Trudny to znaczy – pełen nowych wyzwań, które z jednej strony dają mnóstwo pięknych doświadczeń ale z drugiej strony pełen jest ciężkiej pracy, walki z samą sobą, z własnymi lękami, aby się nie cofnąć, aby nie dać się zawładnąć paraliżującemu lękowi, pełen otwierania nowych drzwi bez kompletnej wiedzy co za tymi drzwiami się znajduje. To jak z pierwszym dniem pracy, szkoły. To nie tragedia, ale mimo wszystko czujemy się obco, nieswojo, chcielibyśmy uciec, wrócić do tego co znane.. Te nieparzyste lata to takie podwaliny, takie pierwsze dni w pracy czy szkole, w której później czujemy się jak w domu, gdzie zawieramy przyjaźnie na lata.

PIERWSZE RAZY

To tak naprawdę był rok „Pierwszych razów” od wspomnianego lotu samolotem, samodzielnego wyjazdu poza Polskę; jeżdżenia samochodem po obcym kraju w dodatku bez nawigacji. Ale też takich błahych spraw jak założenia karty kredytowej, zrobienia wpłaty przez wpłatomat, kiedy to człowiek stoi i błaga Boga, aby ta maszyna nie „zżarła” jego pieniędzy, bo więcej już nie ma.
To był też ważny rok dla mnie jako mamy. Bo pierwszy raz moje dziecko przekroczyło w tym roku progi szkoły. Mój syn poszedł dumnie do pierwszej klasy, co dla rodzica, to ogromna zmiana, zwłaszcza dla rodzica dziecka z niepełnosprawnością.
Pierwszy raz w miejscu w którym mieszkam odważyłam się też wziąć udział w konkursie fotograficznym i w rezultacie moje zdjęcie na równi z innymi zostało wystawione na wystawie w środku miasta podczas 100 rocznicy obchodów nadania praw miejskich. Ja, która najlepiej czuję się w swoim otoczeniu, nagle musiałam wejść na scenę i odebrać nagrodę wyróżnienie z rąk p. burmistrz. Tak, to było wielkie przeżycie, kazać introwertykowi wejść na scenę, przed którą jest tłum ludzi. Byliśmy pierwszy raz na Dolnym Śląsku, pierwszy raz w górach Stołowych, co dla wielu to wycieczka, którą odbyli wiele lat temu albo odbywają regularnie. Dla mnie to też był pierwszy raz.

NOWOROCZNE POSTANOWIENIA


Rzecz w tym, że takich nie robię – nie robię w styczniu, z nowym rokiem lub końcem starego. Nie robię tylko dlatego, że nie lubię robić tego wszystkiego co robią inni. Więc swoje robię z początkiem wiosny, z dniem moich urodzin – wtedy to jakoś ma większy sens, jest więcej nadziei, słońca, ciemność nie straszy o 7.45  jak to jest w styczniu. Więc z jednej strony mam jeszcze czas do podsumowania ale chyba już teraz mogę śmiało powiedzieć, że część z nich mogę przysłowiowo odhaczyć, jako spełnione, zrealizowane. Inne ciągle czekają na swoją kolej jak ten biedny brzuch, który zmniejsza się w żółwim tempie a niekiedy nadyma jakby chciał wszystkim się pokazać, że jest. Tak jakby płaski byłby gorszy, bo niewidoczny, ale do marca jeszcze kawałek czasu, siłownię witam od kilku miesięcy rano, więc jest nadzieja, że przepisywane od lat marzenie: „zrzucę.. kg..” wreszcie się spełni.

CODZIENNOŚĆ



Przeczytałam 44 książki, choć niektórych nie pamiętam, nawet nie mogę sobie przypomnieć o czym były, gdy czytam ich tytuły. Zaczęłam ten rok książką: „Wybrałem życie.” Michała Czerneckiego a kończę ostatnie strony książki: „Odwaga bycia nielubianym” Ichiro Kishimi, Fumitatke Koga. Pierwsza mnie nie zachwyciła, ostatnia jest ciekawa, na kolana nie rzuca, ale coś w głowie zostaje. Na szczęście były takie, które mnie zachwyciły.
Moja 10 wygląda tak: (od najlepszej )
1.     „TOPR. Żeby inni mogli przeżyć” – Beata Sabała-Zielińska.
2.     „Ja nie jestem Miriam” – Majgull Axelsson
3.     „Ginekolodzy” – Jurgen Thorwald
4.     „Między światami” – Marzenia Filipczak
5.     „Mali Bogowie. O znieczulicy polskich lekarzy” „Mali Bogowie 2. Jak umierają Polacy.” – Paweł Reszka
6.     „Polska odwraca oczy” – Justyna Kopińska
7.     „Cisza” – Stefan Czerniecki
8.     „Urobieni. Reportaże o pracy” – Marek Szymaniak
9.     „Himalaistki. Opowieść o kobietach, które pokonują każdą górę” – Mariusz Sepioło.
10.  „Rowerem przez Chiny, Wietnam i Kambodżę” – Robb Maciąg

PODRÓŻE





1.     Hiszpania:
- Camino San Salvador (pieszo): Leon – Oviedo
- Madryt;
- Kastylia i Leon: Leon, Cabanillas, La Robla, Buiza, Poladura de la Tercia
- Asturia: Pajares, Pola de Lena, Mieres, Oviedo
- Kantabria: Santander
- Kraj Basków: Bilbao, Portugalete,
2.     Francja:
- Lourdes
3.     Czechy;
- Nowe Miasto nad Metują
4.     Polska:
- Sowia Góra, Liw
- Święty Krzyż
- Błędne Skały, Szczeliniec Wielkie
- Kudawa Zdrój
- Warszawa: Muzeum Polin; Muzeum Geologiczne; Muzeum Azji i Pacyfiku.

To był bardzo ważny rok dla mnie i jestem mu przeogromnie wdzięczna za to, że był i że był właśnie taki. Poznałam wspaniałych ludzi, poznałam bardziej siebie, moje możliwości. Wreszcie moje możliwości a nie jak to bywało w latach poprzednich moje lęki. I to chyba wyróżnia ten rok na tle minionych. To był Rok, gdzie doświadczyłam mojej sprawczości, zdolności, umiejętności, siły – kiedy doświadczałam jak wiele mogę, nie przez łut szczęścia, pomoc innych ale przez samą siebie. I nie ma w tym grama egoizmu ale wdzięczność Bogu za moje życie, za talenty i dary jakimi mnie obdarzył a z których wreszcie zaczęłam korzystać.



Kłaniam się nisko Temu co odchodzi i uśmiecham się szeroko ku Temu, który nadchodzi.
Pomyślności dla Każdego z Was w tym Nowym 2020 Roku



Komentarze