Jestem tutaj

CAMINO BITWY WARSZAWSKIEJ 1920

Kilka miesięcy po naszym  powrocie w lipcu 2019 z hiszpańskiego camino jechaliśmy samochodem przez podwarszawską Zielonkę, kiedy nagle Filip krzyknął - Mama, nasza strzałka! Puściłam oczko, głowa sama zaczęła się kiwać jakby mówiła co za głupoty i jechałam dalej a Filip dalej uparcie przekonywał mnie, że naprawdę była tam "nasza" żółta strzałka. Niewiara była uzasadniona tym, że jeździmy tą drogą od przeszło czterech lat i nigdy wcześniej jej tam nie było/nie widzieliśmy. Za kolejnym razem nie dał za wygraną i już z dala zaczął mówić: Pomału - pomału -  patrz -oooo - TU. I faktycznie - to była ona - caminowska żółta strzałka. I tak naprawdę to był początek naszego camino Bitwy Warszawskiej 1920 roku, choć wtedy nawet nie wiedzieliśmy, że to jego nazwa.



W tamtej chwili, kiedy sama zobaczyłam tą strzałkę,  przypomniałam sobie, że podobną żółtą, choć w formie naklejki na słupie a nie ręcznie malowaną,  widziałam jakiś czas temu w Kobyłce z dala od głównej ulicy i  tamta  kazała  iść prosto a tym samym oddalać się od Zielonki a tu nagle pojawia się kolejna, jakby świeżo namalowana i to na samym początku Zielonki. Nic nie miało sensu. Zaczęłam szukać w Internecie co to za camino.  Jedyne co udało mi się ustalić, to nazwę, początek i przypuszczalny koniec. Nic ponad to. Nie znalazłam przewodnika, jedynie kilka opowieści i informacji, że grupa ludzi kilka lat temu przeszła tą drogę. Zaczął się styczeń, zima nie nadchodziła a mi nie dawało spokoju, jak ta trasa biegnie. Zapytać Filipa Idziemy szukać strzałek? - to jak zapytać inne dziecko, czy chce cukierki :) I tak się zaczęło. 


Okazało się, że mieszkamy niecałe 2 km od camino, więc szliśmy szukać szlaku jak tylko mieliśmy czas i gdy pogoda dawała takie możliwości. Szliśmy wybiórczo, tak jak pozwalały możliwości komunikacyjne, aby mieć jak wrócić, bo niekiedy wychodziliśmy dopiero po obiedzie a odcinki coraz dalej oddalały się od naszego domu. Dzień mimo, że się wydłużał to ciągle był za krótki aby wrócić za widna. I to ciągle był styczeń, potem luty ale mimo to, musieliśmy cały czas liczyć się z pogodą i rzucanie się na 20 km zwłaszcza z dzieckiem, odłożyć na letnie lub wiosenne dni. Przeszliśmy 80% tego camino. Skończyliśmy w minioną niedzielę,  szliśmy w porywistym wietrze i deszczu, w pięknych promieniach słońca, z dobiegającymi wystrzałami z oddali, odcinkami, które wyglądały jak wysypisko śmieci, lasami które uspokajały i wstępowaliśmy na cmentarze, które mówiły więcej niż wypowiadane słowa... 
To było niezapomniane doświadczenie na wspomnienie którego i uśmiecham się ale też wracam do niektórych odcinków z lekkim jeszcze przerażeniem. Czy było warto? Bez dwóch zdań. Czy polecam? Bez dwóch zdań, może z wyjątkiem jednego odcinka albo jeśli już to nie zimową porą i nie samemu z dzieckiem :)



CAMINO BITWY WARSZAWSKIEJ 1920 ROKU

W niektórych miejscach można się spotkać  nie z nazwą "Camino" a z nazwą "Szlak", co w rezultacie ma ten sam cel, przeprowadzić człowieka przez historię, która już za nami ale która ma cały czas wydźwięk w teraźniejszości. Jak sama nazwa wskazuje, to camino,  przebiega w okolicach Warszawy, w 90% przez powiat wołomiński a w samej Warszawie na Kawęczyńskiej* ma swój koniec. No właśnie, dałam gwiazdkę, bo tak do końca to nie wiem czy tam jest koniec, który ktoś przyjął, czy dalej biegnie np na Stare Miasto, gdzie łączy się z jedną z dwóch dróg św. Jakuba: Warszawską lub Mazowiecką. Na Kawęczyńskiej przy Bazylice Najświętszego Serca Jezusowego, zniknęły nam caminowskie oznakowania, albo może byliśmy już tak zmęczeni tym odcinkiem, że ich nie zauważaliśmy. Ale to tu przyjęłam koniec, jeśli ktoś zna ciąg dalszy to dajcie znać. 

RADZYMIN

Odnośnie Radzymina a tym samym początku, było kilka sprzecznych informacji. Kilka stron w Internecie podawało, że szlak bierze swój początek przy kościele Przemienienia Pańskiego a inne, że przy cmentarzu. Stawiliśmy się więc najpierw przy kościele, znaleźliśmy tabliczkę "SZLAK BITWY WARSZAWSKIEJ", tablicę informacyjną o tym szlaku ale nigdzie nie znaleźliśmy w okolicach kościoła znaków camino, żółtych strzałek ani muszli  caminowskich czy tych z bitwą warszawską. Oczywiście może to być kwestią przeoczenia, choć obeszliśmy ten kościół z wszystkich możliwych stron, jak i wszystkie dochodzące ulice i uliczki.  Odszukaliśmy więc na mapie  cmentarz i tam się udaliśmy. I faktycznie dopiero tam zobaczyliśmy oznakowanie drogi św. Jakuba. Radość Filipa bezcenna :) 











Z kościoła Przemienienia Pańskiego (wejście od ulicy Kilińskiego, stojąc tyłem do głównego wejścia, przechodzimy na światłach prosto) i idziemy prosto  Alejami Jana Pawła II, która doprowadzają nas do cmentarza (cmentarz po lewej stronie). 

Kiedy wybiera się na szlak z dzieckiem, nawet tak zafascynowanym tymi strzałkami jak Filip, trudno jest chłonąć wiedzę, którą napotyka się na tablicach. A tych informacji na tej drodze camino jest naprawdę dużo. Jak już napisałam to w którymś poprzednim poście, dziecko zachwyca się całym sobą, szczerze, prawdziwie, pięknie ale SZYBKO. Dorosłość za to, chciałaby wniknąć głębiej, przeczytać, niekiedy zadumać się, zatrzymać w sensie fizycznym ale też emocjonalnym. Ciężko czasami połączyć w drodze ten rodzaj dorosłości i dziecięctwa. Trzeba szukać kompromisów, którymi zazwyczaj są zdjęcia robione takim tablicom aby nie zatrzymywać się zbyt długo. Wszystkiego jednak też sfotografować się nie da - stąd choćbym chciała, nie podzielę się szlakiem od strony historycznej, ale może to niedopowiedzenie, będzie dla kogoś zachętą i sam wyruszy na ten konkretny szlak. 

Wychodząc z cmentarza skręcamy w lewo, przechodzimy przez pasy i skręcamy w lewo na wiadukt. Prosto wiaduktem nad krajową ósemką i potem cały czas prosto aż do miejscowości Ciemne. Tam przed skrzyżowaniem, skręcamy w prawo. I to jest ten odcinek od skrętu w prawo, którego nie przeszliśmy (jeszcze). Patrząc na google maps, droga wiedzie lasem albo łąkami. Wychodzimy w miejscowości Nowy Janków (po naszej lewej stronie znak, że Nowy Janków się kończy) a my idziemy dalej prosto gruntowo-żwirową drogą. 

I tak jak nie mogę ocenić tego odcinka przez las, tak od wyjścia w Nowym Jankowie, mogę stwierdzić, że jest to jeden z najlepszych (jak dla mnie ) odcinków na tym camino. Opieram moją ocenę, głównie na lecie i wiośnie, kiedy jest tam naprawdę przepięknie, taka polska wieś, z dala od ruchliwych ulic, samochody się pojawiają ale rzadko, za to z wszystkich stron słychać śpiew ptaków, czuć zapach trwa i zbóż. To jedno z moich miejsc do których lubię jeździć, gdy potrzebuję odciąć się choć na chwilę od świata, hałasu, pośpiechu. 





Idziemy  prosto i dochodzimy do mostu, obok którego po naszej lewej stronie stoi krzyż z podwójnymi ramionami. Przy krzyżu skręcamy w prawo i nadal wśród łąk, drzew i wśród kilku domostw idziemy prosto. Na skrzyżowaniu ul. Gościniec z Łąkową idziemy prosto i dochodzimy do kolejnego skrzyżowania z kapliczką na drzewie. Idziemy prosto, kapliczkę mamy na naszej lewej. 

I to kolejne miejsce, kolejny odcinek, który nawet zimą (bez śniegu) był niesamowicie przyjemny. Aż nie chciało się z niego wychodzić. Ta cisza, to chyba właśnie ona jest w naszym odczuciu zawsze na pierwszym miejscu a zaraz za nią sam zapach lasu, śpiew ptaków i to doświadczenie samotności a zarazem jedności z naturą. 



Droga przez las, wiedzie cały czas prosto. Koniec lasu graniczy z cmentarzem w Kobyłce. Tym samym wchodzimy na teren miasta Kobyłka. Idziemy cały czas prosto ulicą Radzymińską, która następnie przechodzi w ulicę Kościelną. Idąc prosto (na skrzyżowaniu z pierwszeństwem przejazdu idziemy ulicą z pierwszeństwem, ona lekko zakręca w prawo, ale to  nadal cały czas prosto. ) Dochodzimy do Bazyliki  św. Trójcy w Kobyłce.

KOBYŁKA

Jedno z kilku podwarszawskich miast w powiecie wołomińskim. I to co wyróżnia to miasto to właśnie Bazylika. Oprócz jej wewnętrznego piękna i zewnętrznej Kaplicy Ogrójca, czyli usytuowanej od ulicy Zagańczyka, kaplicy w której znajdują się nie tylko przepiękne freski ale także rzeźby Jezusa Ukrzyżowanego, Matki Bożej Bolesnej, Jana Ewangelisty i dwóch Łotrów, Bazylika co roku staje się miejscem Międzynarodowego Festiwalu Perła Baroku

"Międzynarodowy Festiwal Perła Baroku – Koncerty Mistrzów odbywa się od 2008r. w pięknej barokowej bazylice Świętej Trójcy – zabytku klasy„0” zwanym „Perłą Baroku na Mazowszu” . 
W oddalonej 16 km od centrum Warszawy Kobyłce przełamuje stereotypy w tworzeniu i popularyzacji wysokiej kultury. Efekt? -do dziś jego koncerty zobaczyło ponad 45 tys ludzi. Występowali tu zdobywcy m.in. Grammy, Midem, Gramophone i zwycięzcy najbardziej prestiżowych konkursów muzycznych świata." http://www.trojca.org.pl/





Wychodząc z Bazyliki bocznym wejściem, skręcamy w prawo i idziemy wzdłuż ogrodzenia (ogrodzenia mamy po naszej prawej). Dochodzimy do podwójnego ronda, skręcamy w lewo na pasach i przechodzimy przez pierwsze pasy, idziemy kilka metrów chodnikiem prosto, mijając po lewej pomnik Jana Pawła II i po chwili skręcamy w prawo na kolejnych  pasach, przechodzimy na drugą stronę i idziemy prosto ulicą Żymirskiego. Cały czas prosto, mijamy komisariat policji po prawej i dochodzimy do kolejnego cmentarza w Kobyłce. Skręcamy w lewo i po chwili w prawo w Aleję Jana Pawła II, cały czas wzdłuż parkanu cmentarza. Prosto aż do przejazdu kolejowego. 



Jak przystało na Kobyłkę, to miasto też ma swoją kobyłkę. Dumnie stoi  przed Miejskim Ośrodkiem Kultury Teatralnej. Przejazd kolejowy, który znajduje się nieopodal i przez który trzeba przejść to trasa Warszawa-Białystok a także trasa dla pociągów podmiejskich, które zatrzymują się w Warszawie Wileńskiej, więc przy okazji dogodne połączenie z Warszawą, gdyby ktoś chciał zacząć lub skończyć drogę w tym miejscu, dzieląc ją np na etapy. 




Po przejściu przez przejazd idziemy prosto ul Ręczajską, i skręcamy w prawo w ulicę Osiedlową. Tam idziemy między blokami, na końcu ulicy, wchodzimy na chodnik i idziemy dalej prosto, chodnik lekko zakręca w prawo, po lewej mamy blok mieszkalny i na jego końcu skręcamy w lewo i dochodzimy wzdłuż niego do głównej drogi ul. Nadarzyńska. (Poza szlakiem ok. 1,5 skręcając w lewo na ul. Nadarzyńskiej w stronę Wołomina, jest McDonald's).



Na światłach, na przejściu przechodzimy prosto po czym idziemy prosto ul. Bohaterów Ossowa. Dla bezpieczeństwa można przejść na chodnik po lewej stronie. Oznakowanie też głównie znajduje się po lewej. I tak idąc cały czas prosto dochodzimy do ronda przy szkole. 


I to właśnie w tym miejscu w lipcu zobaczyłam niebieską naklejkę z żółtą strzałką, która wskazywała drogę na wprost. Zabrakło wtedy czasu aby pójść choćby kilka kroków dalej. Ale mówią, że jeśli coś jest nam pisane to, to się stanie i dodają prędzej czy później. Czy można i na to patrzeć w kategoriach przeznaczenia? Bez względu na odpowiedź, wróciliśmy w to miejsce kilka miesięcy później w jedno styczniowe niedzielne popołudnie. 



Dochodzimy do ronda, przechodzimy w prawo na pasach, potem skręcamy w lewo i idziemy prosto chodnikiem, który prowadzi na ukos, obok pięknego drzewa na którym znajdziecie znak z muszlą bitwy warszawskiej. Przechodzimy przez pasy, idziemy dalej prosto chodnikiem po środku trawy i skręcamy w prawo w ulicę Bohaterów Ossowa. Idąc od tego miejsca cały czas prosto, dochodzimy do Ossowa. 

 I to kolejny odcinek (od końca Kobyłki przez niezamieszkały teren wzdłuż łąk (ok 1,2 km), który jest wart polecenia, choć z każdym dniem przybywa tam samochodów, gdyż niedawno połączyli ten odcinek z jedną z wołomińskich ulic a tym samym ludzie wybierają ten objazd od zatłoczonej Nadarzyńskiej. Tak czy inaczej zwłaszcza wiosną, to przepiękna droga, mimo, że idziemy asfaltowym chodnikiem. Mnogość kwiatów na łąkach, śpiewu ptaków i ta niezamieszkała przestrzeń, czynią to miejsce przyjemną wędrówkę.  






OSSÓW

O Ossowie można pisać wiele, zwłaszcza od strony historycznej. Ale pozwolicie, że nie skupię się na tym  teraz. Ale jedno jest godne wspomnienia i polecenia w tym miejscu. Co roku 15 sierpnia właśnie w Ossowie organizowane jest wydarzenie Rekonstrukcji Bitwy Warszawskiej 1920 roku. Jest to widowisko plenerowe, które rozgrywa się na dużej otwartej przestrzeni a w którym bierze udział ponad 200 rekonstruktorów. Widowisko dla całych rodzin robi naprawdę ogromne wrażenie (byliśmy bodajże w 2018), zwłaszcza wystrzały z broni, pożar... http://www.bitwawarszawska.pl/




Dochodzimy do skrzyżowania i skręcamy w lewo. Idziemy chodnikiem i za budynkiem szkoły i  Bitwy Warszawskiej skręcamy w prawo przechodząc na pasach i idziemy prosto na rozległe łąki, które roztaczają się przed nami. To właśnie na tych łąkach rozgrywa się Rekonstrukcja Bitwy Warszawskiej. Mijamy most i idziemy dalej prosto. Po chwili znak informuje nas, że Ossów wita Pielgrzymów a pod nim przyklejona muszla św. Jakuba. Mijamy znak idziemy prosto i docieramy między drzewami do cmentarza Poległych w Bitwie Warszawskiej. Na jego końcu możemy znaleźć też, Dolinę 96 Dębów Smoleńskich. 















Cmentarz graniczy z terenem Wojska Polskiego na który jak można wyczytać z umieszczonych co jakiś czas tabliczek WSTĘP jest WZBRONIONY. Mimo wszystko szlak camino biegnie właśnie tamtędy. Na kolejnych tabliczkach widnieją kolejne ostrzeżenia, że wejście na teren grozi śmiercią lub kalectwem. I tak szczerze, długo wahałam się, czy przejść ten etap z pozoru zakazany, bo mało, że zakazany, to jeszcze przez las, a nawet napotkani ludzie, za pierwszym razem gdy doszliśmy do skrzyżowania, zapytani, gdzie prowadzi ta droga, nie mieli pojęcia. Taki zakazany i tajemniczy zarazem etap.. Wróciliśmy kontynuować ten z pozoru niedostępny odcinek po ok trzech tygodniach. Jestem bardzo logiczną osobą a raczej mój mózg taki jest i on podpowiedział mi, że skoro, ludzie, którzy mają na uwadze dobro pielgrzymujących drogami camino, wyznaczyli tamtędy szlak, to znaczy, że wiedzieli co robią. Więc spakowaliśmy się kolejnej niedzieli, wsiedliśmy w podmiejski autobus, który dowiózł nas do Ossowa, na dodatek pan kierowca zatrzymał się nam dokładnie  przy wejściu na drogę prowadzącą na cmentarz a nie na odległym przystanku. I ruszyliśmy. 
I fakt, faktem co jakiś czas słychać było wystrzały, gdyż po  lewej stronie jest to teren wojskowej strzelnicy, stąd ostrzeżenia o możliwej śmierci, jednak droga przez  las, którą upodobało sobie także camino, jest raczej dostępną drogą, bez zakazu przebywania na niej. Zakaz dotyczy jedynie wejścia na teren na lewo od drogi (idąc z Ossowa do Zielonki), zresztą tablice ostrzegawcze rozstawione co kilkadziesiąt metrów nie dają nam możliwości aby wejść tam przez przypadek, bo np się zgubiliśmy :) 







Wychodzimy z cmentarza i skręcamy w lewo, mijamy szlaban i idziemy prosto. Dochodzimy do rozwidlenia dróg i skręcamy w prawo i od tego momentu idziemy cały czas prosto przez kolejne skrzyżowania, aż dojdziemy do szlabanu na końcu tej drogi. Mijamy szlaban, po obu stronach są Ogródki Działkowe w Zielonce. Idziemy prosto. Tak my poszliśmy, bo nie widzieliśmy żadnych oznaczeń. Ta droga doprowadzi nas do ruchliwej ulicy, gdzie skręcamy w lewo i idziemy przy tej ruchliwej i głośnej ulicy cały czas prosto, tak naprawdę przez całą Zielonkę. 

ZIELONKA

I to jest odcinek bardzo męczący ze względu na hałas i natężenie ruchu. To jedna z głównych ulic łącząca Zielonkę z Wołominem i z Warszawą, więc trudno tam o ciszę. W dodatku przy tej głównej ulicy nie ma za bardzo co podziwiać. Nawet wiosną :) Jeśli mogłabym coś doradzić od siebie, to jeśli nie przeszkadza Wam zboczenie ze szlaku to polecam pójść choćby równorzędną ulicą do tej głównej (główna to ul. Wyszyńskiego). Boczna jak Szkolna czy Żwirki i Wigury, będzie o wiele cichsza i przyjemniejsza dla oka :) . 

Docieramy do wiaduktu, którym idziemy po prawej stronie kładką dla pieszych i rowerów. Wchodzimy i schodzimy, potem cały czas prosto wzdłuż ulicy (jest boczna ścieżka) i tak dochodzimy do dużego ronda ze światłami, na którym idziemy prosto i wchodzimy do Ząbek. 




ZĄBKI

Najbliższe Warszawie miasto od strony wschodniej (północno-wschodniej). Dalsze etapy będą już biegły albo ulicami Ząbek albo przez opuszczone tereny podobne do wysypiska śmieci. I ten widok tych fałd śmieci pozostanie - niestety - w mojej głowie na długo. Jeśli mam być szczera, to trudno doszukać mi się w tym ostatnim etapie czegoś pozytywnego o czym mogłabym powiedzieć: WOW. A nawet zamiast pełnego podziwu "wow", momentami było "wow" przepełnione lękiem i obawą. 

Idziemy nadal wzdłuż tej samej ruchliwej ulicy, która biegła w Zielonce, tylko, że tutaj brakuje nawet chodnika. Trzeba więc bardzo uważać. Chwilami można znaleźć jakąś wąską ścieżkę między drzewami a chwilami trzeba iść na skraju pobocza i ulicy. Nic przyjemnego przy takiej ilości samochodów nawet w niedzielę, nie mówiąc o zwykłym dniu ale też dość niebezpieczne. Skręcamy w lewo w ulicę Sosnową. Tu już spokojniej. Idziemy nią do ronda. Na rondzie przechodzimy na pasach w prawo po czym przez kolejne pasy na drugą stronę. Stojąc tyłem do przejścia po naszej prawej  stronie mamy prywatny dom z ogrodzeniem a obok ogrodzenia jest niewielki chodnik. I tym niewielkim chodnikiem idziemy wzdłuż ogrodzenia. Dochodzimy nim do ulicy Gajowej, wychodzimy  prosto na bloki i skręcamy w prawo. Idziemy prosto do ulicy Zielenieckiej , gdzie skręcamy w lewo. Ulicą Zieleniecką dochodzimy do ul. Szwoleżerów i skręcamy w prawo. Idziemy cały czas prosto aż do ulicy Ułańskiej w którą skręcamy w lewo. Ułańską cały czas prosto i na jej końcu skręcamy w prawo. I w tym miejscu wychodzimy na dość dużą niezabudowaną jeszcze przestrzeń. Idąc prosto po prawej stronie mijamy cmentarz i dalej prosto. Dochodzimy do głównej ulicy  Piłsudskiego i skręcamy w lewo. Po prawej mijamy Publiczne Przedszkole i skręcamy w prawo w ulicę Skrajną. Ul. Skrajną idziemy cały czas prosto, mijamy skrzyżowanie na rogu którego jest restauracja "Na Skrajnej, na tym skrzyżowaniu prosto aż do momentu jak skończy się droga i zacznie się chodnik ze ścieżką dla pieszych i rowerów. 






I tak jak do tego miejsca, może jakoś głośno nie było, tak od tego miejsca będzie jeszcze ciszej ale to właśnie będzie odcinek, gdzie ilość wyrzuconych śmieci na zupełnym odludziu, nie napawał nas  optymizmem a wręcz napawał lekkim strachem, jeśli idzie się samej z dzieckiem po godzinie 15.00 w zachmurzony lutowy dzień. To było zaskoczenie, bo  byłam przekonana, że droga będzie prowadziła ścieżką dawnej kolei przy Zalewie Bardowskiego. Więc gdy przed wyjazdem sprawdziłam mapy i mniej więcej spróbowałam wytyczyć szlak wiódł on właśnie tamtędy. Niestety. rzeczywistość okazała się inna. 














Na końcu drogi rowerowo-pieszej, oznakowanie camino nagle każe skręcić w prawo w ścieżkę z jednej strony porośniętą krzakami i trawami (które może i na wiosnę jakoś zakryją swoim pięknem te śmieci) a z drugiej strony wzdłuż ogromnych rur. Nie znam terminologii tych urządzeń, nie wiem do czego służą w tym konkretnym miejscu ale nie wzbudzały poczucia bezpieczeństwa. Z dala od wszystkiego i wszystkich, cały czas przy rurach, raz mając je z prawej potem z lewej, doszliśmy ostatecznie do ulicy Swojskiej (ostrożnie napiszę, że bodajże już w Warszawie). Zdjęcia wyżej zamieszczone starały uchwycić tamtą rzeczywistość bez śmieci aby nie musieć tego ponownie oglądać. 


WARSZAWA

I mimo, że byliśmy już w Warszawie, że Warszawę znam i lubię, to te rejony starałam się zawsze omijać, tak jak mogłam. Trochę to stereotypowe podejście do tego miejsca i do tej części Warszawy - okolic Warszawy Wschodniej, no ale w każdym stereotypie jest część prawdy i kłamstwa. I gdzieś to myślenie stereotypowe cały czas miałam z tyłu głowy kiedy szliśmy ulicami już chwilę po zachodzie słońca. Cały czas miałam też w pamięci ten ostatni odcinek, zwłaszcza, że przez tak krótki czas, bo nie szliśmy dłużej niż 15 minut minęło nas kilka osób z otwartymi puszkami czy butelkami piwa. I oprócz nich nikogo więcej.. Dawno nie czułam takiego strachu jak wtedy, ale to był głownie strach o dziecko a dopiero na drugim miejscu o mnie. Chyba miałam już dość, ale chyba też nie chciałam już wracać do tego etapu i do tej części camino. Byliśmy już tak blisko i chciałam to skończyć. Dlatego też, mimo możliwości powrotu do domu komunikacją miejską, które w tamtych rejonach już kursowała, postanowiliśmy pójść dalej do końca.  




Ul. Swojską idziemy cały czas prosto. Ona przechodzi później w ul. Ziemowita. Na rondzie idziemy prosto, po lewej stronie mijamy kościół  Zmartwychwstania Pańskiego. Przechodzimy przez przejazd kolejowy i dochodzimy do skrzyżowania, gdzie skręcamy w lewo w ul. Rybieńską po czym w prawo tunelem pod torami. Wychodzimy spod tunelu i skręcamy w prawo w ul Kawęczyńska, która doprowadza nas do samej Bazyliki, którą widać już od wyjścia z tunelu. 




I mimo, że byliśmy tam w niedzielę ok 17.00 drzwi kościołów były pozamykane na siedem spustów. To było takie smutne doświadczenie, bo tak na koniec, zwłaszcza po takich doświadczeniach ostatnich kilometrów miło by było wejść, choćby do nawy kościoła. No ale... 
Końcówka zatem była jaka była, ale zarówno w Hiszpanii tak i w Polsce, wszystko tworzy camino, więc pozostaje to zaakceptować, zresztą raczej wpływu na zmianę szlaku nie mamy a w końcu nie każdy może mieć takie negatywne odczucia jak my. Na szczęście pierwsza połowa i jej piękno krajobrazu i historia bierze górę nad tymi ostatnimi kilometrami. zresztą czas też szybko zaciera te negatywne doświadczenia.

Tak wyglądało nasze camino Bitwy Warszawskiej. Mam też nadzieję, że każde napisane przeze mnie "lewo i prawo" jest tym właściwym, bo od dziecka mam problem z rozpoznawaniem stron :)

Buen Camino po polsku :)


EDIT: 2021

Rok po naszym pierwszym Camino Bitwy Warszawskiej, w styczniu 2021 wyruszyliśmy na ostatni odcinek tego camino o którym rok temu nie mieliśmy pojęcia. Błędne były nasze przypuszczenia, że kończy się ono przy Bazylice na Kawęczyńskiej. Swój koniec ma przy Katedrze  Polowej na ul. Długiej. 



Etap od Kawęczyńskiej (a dokładnie od skrzyżowania ulic Korsaka i Ząbkowskiej) do Katedry Polowej posiada dwa warianty. Wariant B: cały czas prosto ulicą Ząbkowską do ul. Okrzei i wariant A: który prowadzi przez Dworzec Wschodni, ul Lubelską, Zamoyskiego, Targową aż do ul Okrzei gdzie łączy się z wariantem B. Dalej trasa biegnie między innymi ul. Jagiellońską, przez Park Praski, mostem Śląsko-Dąbrowskim aż na Plac Zamkowy, skąd udajemy się Starym Miastem na ul. Długą, gdzie przy Katedrze Polowej Camino Bitwy Warszawskiej ma swój koniec. A zarazem gdzie rozpoczyna się kolejne Camino - Świętokrzyska Droga św. Jakuba. 

Na dokończenie tego camino wybraliśmy wariant A. Był interesującym doświadczeniem. Śnieg padał cały czas, ale na szczęście jak na taką pogodę temperatura była znośna. Tak jak od Kawęczyńskiej do rozwidlenia się szlaków oznakowanie było, tak wariant A okazał się cały bez oznakowania. Pomógł jedynie przewodnik. Wielokrotnie było już wspominane, że ciężko jest oznaczyć Warszawę, bo nie jest to mile widziane w tym mieście. Oznakowanie jest niszczone, zrywane, zamazywane, zaklejane. 
Mimo pandemii udało się zatrzymać na chwilę w gruzińskiej piekarni, zjeść ciepłą przekąską, napić się darmowej gorącej kawy - taka odrobina normalności. Przechodząc obok warszawskiej Cerkwi Metropolitalnej, weszliśmy do środka. Otwarta była jej dolna część i możliwość zwiedzania. Jeśli będziecie przejazdem lub w okolicy zajrzyjcie. Zarówno górna jak i dolna część robią wrażenie. 












Rok od postawienia pierwszych kroków na tym konkretnym szlaku udało nam się dokończyć je w całości. 
Zmontowaliśmy bardzo amatorski filmik z ostatniego odcinka, jeśli macie ochotę obejrzeć zapraszamamy :) 

Buen Camino!


Komentarze

  1. Piekna relacja Reniu. Jak widac juz za rogiem mozna miec swoje camino. Nie wiem czy prawo, czy lewo ale opis szczegolowy wiec pewnie po Twych wskazowkach da sie dojsc.
    Pozdrawiam serdecznie wedrownikow- pielgrzymow. Swoja droga, zdjecia piekne, nawet zima bez sniegu moze miec swoj urok!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Lux. Może kiedyś, komuś się naprawdę przyda w wędrówce. Miejsca naprawdę warte odwiedzenia, bez względu czy pieszo drogą camino czy nie. Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Nigdy w tych rejonach nie byłem, ale podziwiam upór i fascynację :-) Potwierdza się moje przekonanie, że niemal każdy ma coś ciekawego w najbliższej okolicy do odkrycia i warto najbliższą okolicę eksplorować :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoje przekonanie jest jak najbardziej słuszne. Każde miejsce ma w sobie jakiś urok, nawet jeśli nie wszystkie te miejsca są filmowymi plażami, rajskimi sceneriami itd. A Mazowsze samo z siebie ma naprawdę tak wiele do zaoferowania dla każdego i w każdej postaci. A jeśli nie byłeś w tych okolicach to naprawdę polecam Rekonstrukcję Bitwy Warszawskiej w Ossowie 15 sierpnia każdego roku. Wydaje mi się, że znalazłbyś tam coś dla siebie, no może poza tłumem ludzi :)

      Usuń

Publikowanie komentarza

Dziękujemy, za obecność u nas :)