Jestem tutaj

Podlaskie w jeden dzień

Chyba jestem winna tej podróży napisać, że wiele mnie nauczyła, dość mocno pokazała to czego się nie spodziewałam zobaczyć. Jechałam spragniona nowych widoków, ciszy, odmienności a ujrzałam samą siebie. Życie bywa przewrotne, każda chwila bywa przewrotna. Codzienność uczy nas najwięcej, wszystko co nam potrzebne do szczęścia w końcu mamy w sobie, zewnętrzna sceneria tego co znane lub dopiero poznawane to jedynie dodatek, tło niekiedy małe a niekiedy rozłożone jak płótno na muralu.. 

 Każda podróż ma w sobie cel i cele. Coś co chcemy zobaczyć i coś co możemy zobaczyć po drodze. Naszym celem była KOTERKA. Przepiękna niebieska cerkiew usytuowana przy samej granicy z Białorusią. Wjeżdżając na parking, można dotknąć szlabanów granicznych a za nimi już tylko Białoruś. W środku tak naprawdę niczego. Las, kilka domów, jedna droga i nic więcej. Żadnych sklepów, żadnej komercji, nawet można by rzec żadnych ludzi, choć kilkoro widzieliśmy: dwóje przyjezdnych - tak jak i my, dwóch pracowników koszących trawę wokół cerkwi, dwie kobiety z dzieckiem, które przyszły po wodę.. A poza tym nikogo więcej... Tylko cisza, metaforyczny i fizyczny koniec. 

KOTERKA














To był nasz główny, choć dojechaliśmy tam prawie na sam koniec. Nie dało się wcześniej nie zatrzymać, nie popatrzeć, nie przejść się, nie zachwycić, tym co mijaliśmy po drodze.. Albo po prostu być, ot tak. I chyba zainwestowaliśmy więcej czasu w bycie ot tak, niż w robienie zdjęć. 

Najdłużej zatrzymaliśmy się w Mielniku. Sam dojazd do niego, skręciwszy z drogi krajowej nr 640 zachwycał scenerią, śpiewem ptaków,  Bugiem, który płynął w wielu miejscach przy samej drodze.
Sam Mielnik oferuje niesamowite widoki, piękno, gościnność, historię, wiedzę i odmienność dla płaskiego Mazowsza, skąd przyjechaliśmy. 

MIELNIK





Cerkiew pw. Narodzenia NMP





Góra Zamkowa - punkt widokowy - rzeka Bug









Kopalnia kredy - taras widokowy





Kiedy nasz główny cel  - Koterkę mieliśmy już za sobą a czas nas sobą nie poganiał, mogliśmy pozwolić sobie na dwie rzeczy. Pierwsza to powłóczenie się (szkoda, że nie pieszo a samochodem, ale lepsze to niż w ogóle mielibyśmy tam nie pojechać) po wioskach i wioseczkach przygranicznego Podlasia. Ech, niezapomniane doświadczenie - naprawdę. Jeśli kiedyś tam będziecie nie bójcie się zjechać z głównych dróg na te małe wioseczki, które czasami trudno dostrzec na mapie, bo tam ukrywa się piękno podlaskiego krajobrazu. Dwa, tymi właśnie pobocznymi dróżkami po raz kolejny odwiedziliśmy Grabarkę. To miejsce ma w sobie coś, czego do końca trudno opisać słowami. Dla mnie ma to coś. Uwielbiam tam wracać, nie tyle aby zobaczyć, bo już widziałam ale aby tam być i psychicznie odpoczywać.. Tym razem dopisało nam szczęście i ilość osób, które tam były lub się zatrzymywały kiedy my już byliśmy też mogliśmy policzyć na palcach. Lubię ludzi, naprawdę ale uwielbiam ciszę.. 

ŚWIĘTA GÓRA GRABARKA 
- SERCE PRAWOSŁAWIA












I było jeszcze jedno miejsce, które tak naprawdę zobaczyliśmy jako pierwsze. Mała miejscowość Repki. Usytuowana przy drodze krajowej nr 62 między Sokołowem Podlaskim a Drohiczynem. Ciężko przegapić, zwłaszcza, że z drogi rzuca się w oczy woda z pomostem. To był dopiero początek naszej drogi, Koterka była wciąż przed nami, więc nie do końca mając pewność czy nam się uda tam wejść (bo pandemia, bo obostrzenia, bo to obok samej granicy) zatrzymaliśmy się w Repkach dosłownie na chwilę. ale bez dwóch zdań warto zatrzymać się tam na dłużej i zobaczyć co to miejsce ma do zaoferowania. 

REPKI








Te wszystkie przeżycia, emocje, krajobrazy, widoki udało nam się spakować w jeden dzień. Z Warszawy do Koterki jest ok 170 km. Zapewne gdyby nie spowite burzowymi chmurami czarne niebo, zostalibyśmy tam jeszcze kilka godzin dłużej, ale z racji, że duża część drogi wiodła nas pośrodku lasu, rozsądek podpowiadał że na dziś koniec. Burzy uniknęliśmy - na szczęście ale mieliśmy po drodze dwa razy ulewę, że pomimo, że wycieraczki były włączone na maxa, nie było nic widać. A o  18.00 jechaliśmy prawie w ciemnościach otaczających nas czarnych chmur. A mimo to po dotarciu do domu ujrzeliśmy z balkonu przepiękny zachód słońca. 

Każda podróż jest tajemnicą. Nigdy nie wiadomo co przyniesie. Można przewidywać, wróżyć z chmur, śledzić mapy, iść tak jak prowadzą drogowskazy ale życie ma swoje scenariusze. I chyba ze strachu przed tym co życie ma dla nas, wolimy trzymać się utartych szlaków, dróg i głośno okrzykniętych miejsc z tysiącami innych ludzi - na wypadek gdyby.. Ale te nieturystyczne też mają wiele do zaoferowania.. 




Komentarze

  1. Tam mnie jeszcze nie było. Z tym większą przyjemnością czytałam Twój wpis!
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Agnieszko, może zainspirujemy Cię tym postem do wyjazdu? :) :) Pozdrawiam gorąco. Oj tak, dziś filiżanka kawy to cudowny pomysł.

      Usuń
  2. Znam te rejony oprócz miejscowości Repki - byłem na rowerach i na kajaku płynąłem Bugiem. Szkoda, że nie zatrzymaliście się w Drohiczynie, tam jest najładniejszy widok na Bug...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Drohiczynie byliśmy rok czy dwa lata wcześniej, więc nie było sensu powielać miejsc w których już byliśmy, zwłaszcza, że w przeciwieństwie do Ciebie, Podlaskie dla mnie jest ciągle Niewydeptane :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Dziękujemy, za obecność u nas :)