Jestem tutaj

ŚWIĘTOKRZYSKA DROGA ŚWIĘTEGO JAKUBA cz.I

Po kilku miesiącach przymusowej kwarantanny, potem przy panujących obostrzeniach, gdzie wolno a gdzie nie wolno wejść; w przymusowych maseczkach, rękawiczkach itd, gdy wreszcie  przyszła chwila, kiedy można było na zewnątrz poruszać się jak w czasach sprzed pandemii, dotarło do mnie jak bardzo brakuje mi chodzenia, marszu, takiego wręcz bezmyślnego maszerowania przed siebie, aby tylko czuć siłę mięśni nóg i widzieć własne kroki. Sama byłam tym mocno zdziwiona, że ciało może tak mocno dawać sygnały, czego potrzebuje a głowa dołożyć swoje trzy grosze. W całej mieszance psychosomatycznej nie pozostało nic innego jak zapakować wodę do plecaka, zjeść obiad i ruszyć choćby na te kilka kilometrów - ale właśnie ruszyć, zacząć iść na własnych nogach..


ŚWIĘTOKRZYSKA DROGA ŚW. JAKUBA

Liczy 294 km. Rozpoczyna się w Katedrze Polowej Wojska Polskiego w Warszawie przy ul. Długiej a kończy się w Kotuszowie, gdzie łączy się z Małopolską Drogą św. Jakuba a dalej Via Regia, która możemy dojść do kolejnych Dróg św Jakuba w poszczególnych państwach Europy, aż do samego Santiago de Compostela w Hiszpanii, czyli miejsca, gdzie wszystkie caminowe drogi mają swój cel. 

Z założenia chcemy przejść nią tylko kilka etapów, ale może jak nie teraz to w innych latach uda się przejść całość, bo szlak wiedzie przez naprawdę urokliwe miejsca Mazowsza i ziemi Świętokrzyskiej, przebiegając chociażby przez Święty Krzyż w Górach Świętokrzyskich, wcześniej przemierzając Puszczę Kozienicką i Świętokrzyską. 
Póki co jesteśmy dopiero na samym początku. 



Prawda jest też taka, że nie poświęcamy tej wędrówce całego dnia a jedynie kilka godzin, niekiedy zaczynając dopiero późnym popołudniem ok godz. 19.00 aby uniknąć upałów czy burz, które dotykają nas ostatnio dość często. 

Mamy za sobą dopiero dwa dni marszu w odstępach kilkudniowych. Na obecną chwilę dotarliśmy do Siekierek. 

ETAP 1
Katedra Polowa Wojska Polskiego - kościół św. Trójcy na Solcu

Jest 01 lipiec 2020. Upalny dzień, ale piękny. Wtedy podejmujemy decyzję, że może zacząć tę drogę właśnie dzisiaj. O godzinie 18.30 zjawiamy się pod Katedrą Polową. Wchodzimy do środka, nawet nie pomyślałam, że mogłaby być już o tej porze zamknięta. Ale jest otwarta. Chłód wewnętrznych murów koi spieczone od słońca ciało. Pamiętam jak kilka lat temu, weszłam do tej katedry pierwszy raz i byłam zauroczona jej wnętrzem. W taki sposób jak ja wtedy, zareagował Filip tego dnia. "Mamo patrz.. o i tam, spójrz..." Warto tam zajrzeć, nawet jeśli nie dla modlitwy to dla zobaczenia co kryje jej wnętrze. 





 Katedra Polowa Wojska Polskiego

Przewodnik mówi, że po wyjściu z Katedry skręcamy w prawo w ul Długą i dochodzimy nią do ul. Freta. Zanim jednak w nią skręcimy, nie możemy nie podejść do Pomnika Powstania Warszawskiego. Tak się złożyło, że wczytuję się właśnie w historię tego Powstania: dzień po dniu. Wspomnienie po wspomnieniu tych którzy przeżyli, tych co służyli i tych  którzy mimo, że z boku to doświadczyli niemniej  okrucieństwa co ci, którzy walczyli na pierwszym froncie. Ze wstydem muszę się przyznać w tym miejscu, że do tej pory oprócz informacji o godzinie "W", o znaku Powstańców i kilku powstańczych piosenkach - nie miałam bladego pojęcia czym naprawę było Powstanie Warszawskie  Więc kiedy książki otworzyły mi oczy na tamte wydarzenia, bycie w tym miejscu, nabrało innego wymiaru. Nawet robienie zdjęć wydawało się nietaktem. Patrząc na te postacie miało się wrażenia, jakby  miały one za chwilę ożyć i pobiec dalej...  A przecież już tyle razy tam byłam i nigdy nie wywołało we mnie to miejsce tyle emocji co tym razem. 
O dziwo nie było tam ludzi. Byliśmy przed dłuższą chwilę sami. Tylko my dwoje, oni i wspomnienia..




 A dalej już Freta, Barbakan, Stare Miasto i Plac Zamkowy. Do tych miejsc mogę wracać każdego dnia i nigdy mi się nie znudzą. Stare Miasto od pierwszej chwili kiedy stanęłam na warszawskiej ziemi, stało się moim wewnętrznym domem. Tu zawsze jest inaczej. To miejsca ma w sobie historię a dzięki tłumnie przybywającym turystom nowoczesność, wielokulturowość. To tu mieszają się wszystkie języki świata i dla każdego znajdzie się choćby skrawek Starego Miasta. 


 kościół św. Jacka na Freta                                                                                 ul. Długa w kierunku Freta

Barbakan



Stare Miasto



 Plac Zamkowy


Trafiliśmy na koncert, nie do końca wiem kogo, bo ciężko było zrozumieć słowa, choć śpiewali po polsku. Bańki, które możecie ujrzeć na zdjęciu robiły furorę wśród dzieciaków. Bieganiu, śmiechom, radości nie było końca. A wszystko na tle pomału zachodzącego słońca i przy akompaniamencie muzyki dobiegającej z głośników. 
Tak naprawdę to cała magia Starego Miasta i Placu Zamkowego ciągnie się dalej przez całe Krakowskie, bo nigdy nie wiadomo, co nas spotka dalej; kto będzie akurat grał na ulicy, śpiewał, dawał koncert, czy pokaz tańca. To miejsce pełne nie tylko kawiarni, barów, restauracji, pubów ale też magii, takiej, której się doświadcza a nie o której się rozpisuje. 




 Krakowskie Przedmieście - po prawej Hotel Bristol




I w tym miejscu przed Pomnikiem Mikołaja Kopernika na Krakowskim Przedmieściu, poczułam że zaczynam taką prawdziwą wędrówkę w nowe, nieznane albo mało znane a wręcz zapomniane. W tym miejscu przewodnik każe skręcić w lewo w ul. Kopernika w dół a później w Tamki. I prawda jest taka, że prawie nigdy w tamte rejony się nie zapuszczałam i nie dlatego, że tam straszy czy czyha na człowieka niebezpieczeństwo ale.. Hmm.. No właśnie, po raz kolejny nie wiem dlaczego. Solec, Powiśle to dla mnie nieodkryte tereny Warszawy. Zapewne się zdarzyło, że tamtędy przejeżdżałam raz czy dziesiąty, że może nawet gdzieś byłam - ale w ogólnym rozrachunku wchodziłam w niewiadome. Ale dzięki temu, marsz stawał się jeszcze większą przyjemnością. 

ul. Tamka

Muzeum Fryderyka Chopina 


 ul. Solec

                                      Kościół św. Trójcy na Solcu



Nie wiem ile zrobiliśmy tego dnia kilometrów. Nie włączyłam ani licznika kroków ani Endomondo. Chyba za bardzo byłam spragniona marszu samego z siebie, że nie miały dla mnie znaczenia żadne długości odcinków, liczba kroków.. Chciałam tylko iść i szłam. I zapewne byśmy szli dalej, gdyby nie fakt, że komary zaczęły atakować nas z wszystkich stron. Słońce już chowało się za chmury, było po 21.00 - pora była wracać. Pora obiadu dawno minęła, na drogę oprócz bananów nic nie zabraliśmy. Świadomość pysznej kolacji czekającej w domu - przeważyła. Metro zabrało nas w stronę domu. 


ETAP II
Kościół św. Trójcy na Solcu - Sanktuarium na Siekierkach

Zaczęliśmy w miejscu w którym skończyliśmy poprzednim razem, no może jeden przystanek wcześniej. Podjechaliśmy tramwajem 25 na Most Poniatowskiego a stamtąd już pieszo pod kościół. Dalej droga prowadzi cały czas prosto. I to był minus tej trasy, bo było niesamowicie głośno. Samochód za samochodem, dwa pasy a może i trzy w obie strony. Na szczęście była to sobota. Jak na Warszawę i tak mniejszy ruch niż na tygodniu. Ale za to o wiele, wiele goręcej niż poprzednim razem. Jakoś dziwnie wybraliśmy się w największy upał w sam środek dnia - jakoś tak wyszło, że w ostatniej chwili przed wyjściem, zadecydowaliśmy, że jednak najpierw zjemy obiad a dopiero potem pójdziemy. A obiad jak to obiad robi się w południe. Zaczęliśmy iść bodajże po 13.00. 
Tak jak poprzednio zaraz na początku zatrzymujemy się przy pomniku: wymownym, majestatycznym... To kolejne miejsce o którym po prostu zapomniałam, że jest w Warszawie. 


 Pomnik Chwały Saperom





Upał doskwierał nam z każdym kolejnym krokiem. Nawet wszystkie warte zobaczenia miejsca, które mijaliśmy po drodze nie cieszyły tak, jak zapewne ucieszyłyby w bardziej sprzyjających warunkach. Ul. Solec przeszła w ul. Czerniakowską i prowadziła nas aż do skrzyżowania z ul. Gagarina, gdzie przewodnik każe skręcić w ul. Nehru. 
I tu kilka zdań wyjaśniających oznakowanie. Tak naprawdę go nie ma idąc przez Warszawę. Dlatego niezbędny jest przewodnik, który i dobrze opisuje drogę ale też zawiera masę przydatnych informacji o miejscach i zabytkach, które mijamy po drodze. Drugie sprostowanie oznaczeń jest takie, że oczywiście droga przez Warszawę była oznaczona, ale naklejki (muszli i strzałek) są zrywane albo naklejane są na nie inne w dużej mierze klubów sportowych. Ciężko też według informacji jakie miałam możliwość zaczerpnąć od osób, które wytyczały tę trasę, utrzymać i oznaczyć drogę w Warszawie z wielu biurokratycznych przyczyn. Jednak jest i dobra wiadomość, gdyż w okolicach sierpnia ma wyruszyć grupa, która ponownie odświeży oznakowanie na całej tej trasie. Więc pozostaje mieć nadzieję, że tak się stanie. Trzecim sprostowaniem jest to, że  prawie od samego początku możemy iść za oznaczeniami "Jeruzalem Way" czerwono białych naklejek, przyklejonych głównie na słupach, gdyż w większości pokrywają się one ze Świętokrzyską Drogą Św. Jakuba. I tak naprawdę towarzyszyły nam cały czas (i można było iść według nich) jednak na skrzyżowaniu Czerniakowskiej z Gagarina trochę się rozminęły z tym co pisze przewodnik. Nie do końca wiem, czy znaki się rozminęły czy może ja źle zinterpretowałam wskazówki napisane w przewodniki i może skręciłam faktycznie za wcześniej. Tak czy inaczej od tego skrzyżowania szliśmy do samych Siekierek bez żadnego oznakowania, jedynie opierając się na to co napisane w przewodniku - czy właściwie? Nie wiem - ale do Sanktuarium dotarliśmy a boczne uliczki na Siekierkach przyniosły ciszę, drzewa, cień, śpiew ptaków i mile dla oka widoki. 

Stadion Legii




Kanał Piaseczyński



 Siekierki


Kaplica Objawień Matki Bożej na Siekierkach






 Pierwsze oznaczenia camino jakie zobaczyliśmy (ale nie znaczy to, że pierwsze jakie są na tej trasie, mogliśmy coś przegapić)

Sanktuarium Matki Bożej Nauczycielki na Siekierkach




 I w tym miejscu zakończyliśmy nasz drugi etap Świętokrzyskiej Drogi św. Jakuba. Kolejne dopiero przed nami. Następne jakie wstępnie zakładamy etapy to: 
Siekierki - Pałac w Wilanowie
Pałac w Wilanowie - Natolin
Natolin - Powsin
Powsin - Konstancin Jeziorna
a dalej czas pokaże. 



Komentarze

  1. Słyszałam o drodze św Jakuba, jednak nigdy nie miałam w planie jej przemierzenia. Nie wiedziałam natomiast, że te szlaki wiodą również przez nasz kraj! Jestem ciekawa kolejnych wrażeń z przebytej drogi:)
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Agnieszko. W Polsce jest dość mocno wytyczony szlak "camino". Ja wiem o 24 głównych szlakach prawie w każdym rejonie Polski ale jest jeszcze kilka tzw łączników, więc nic tylko iść :) Camino jest różnie odbierane: jako forma turystyki (zwłaszcza te szlaki za granicą), dla innych to forma pokutnej pielgrzymki dla jeszcze innych to czas na pobycie w ciszy i oddali od pędzącego życia z samym sobą w drodze... grunt to znaleźć to coś co nas uszczęśliwia :)
      PS. Nie wiem czy wiesz, ale kawa w Hiszpanii na camino jest jak rytuał dla większości. "Cafe con leche" - to coś za czym długo się potem tęskni. Więc jeśli nie przez wzgląd na marsz i drogę, zapewne odnalazłabyś się na tym szlaku dzięki bliskości (hiszpańskiej) kawy :) Pozdrawiam :)

      Usuń

Publikowanie komentarza

Dziękujemy, za obecność u nas :)