Jestem tutaj

ŚWIĘTOKRZYSKA DROGA ŚW. JAKUBA cz. II

  SIEKIERKI - POWSIN

(OGRÓD BOTANICZNY W POWSINIE)


ETAP 1: SIEKIERKI - WILANÓW

Jak zwykle ruszyliśmy późnym (wrześniowym) popołudniem. Pogoda do marszu była idealna, niebo i chmury co i rusz to był inny spektakl piękna. Trasa z Siekierek dała iście sielskie krajobrazy, zresztą same Siekierki kiedyś były w końcu wsią, więc widoki nie powinny dziwić. Trasa Siekierkowska biegnąca górą była dość mocno słyszalna, szczyt powrotów z pracy tego nie umniejszył. Ale otaczająca trawa, drzewa odwracały naszą uwagę od hałasu. Trasą pieszo-rowerową prosto, potem pod mostem (któreś z kolei) przejście i następnie cały czas wzdłuż wspomnianej Trasy Siekierkowskiej - ale zarazem bez obaw o swoje bezpieczeństwo ze strony ulicy. Bocznym chodnikiem do Czerniakowskiej a następnie cały czas wzdłuż niej prosto  aż do samego Wilanowa. Czerniakowska po kolei przechodzi w Powsińską a ta z kolei w Wiertniczą. Po drodze minęliśmy Lokomotywę na Sadybie - radość dziecka na jej widok - bezcenna :). Muzeum Polskiej Techniki Wojskowej - nie wiedzieliśmy, że tam jest. Skwer Ormiański i Park Szczubełka; Meczet - Centrum Kultury Islamu; Ambasada Islamska, kilka jeszcze innych kościołów np Kościół Światła Świata. Oprócz Lokomotywy do żadnych z wymienionych miejsc nie zachodziliśmy, zostawiliśmy na inny raz. Ścigaliśmy się z zachodem słońca, kto pierwszy dojdzie do celu. Ostatecznie w Wilanowie zremisowaliśmy. 


















ETAP 4: WILANÓW - UL. BELGRADZKA (poza trasą)

Na początek słowa wyjaśnienia. Ul. Nowoursynowska, przez którą dłuższy kawałek biegnie szlak, jest po części wyłączona z ruchu, nawet tego pieszego. Trwa duża budowa, dlatego dużą część trzeba obejść. Ale to na końcu. 
Ruszamy z Wilanowa. Zaczęliśmy wyjątkowo od zwiedzania a nie od marszu. Niestety z racji godziny bilety do Pałacu nie były już dostępne za to do Ogrodów jak najbardziej. W Ogrodach Pałacu Wilanowskiego byliśmy zimą na iluminacji (naprawdę warto), ale wersja letnia zachwyciła nas równie mocno. 






Wilanów prowadzi nas swoimi urokliwymi chodnikami, wzdłuż rzeki. Wzdłuż ulicy Klimczaka, następnie Hlonda docieramy do Świątyni Opatrzności Bożej. I tak jak zewnętrzna fasada jest widoczna z daleka i wielokrotnie ją widzieliśmy bywając na Wilanowie, tak do jej wnętrza weszliśmy pierwszy raz. 

 
Wilanów 




Świątynia Opatrzności Bożej na Wilanowie



Po wyjściu ze Świątynie skręcamy w lewo. I od tego miejsca zaczęły się dla mnie rejony w których nigdy wcześniej nie byłam. A tym większe było moje zaskoczenie, że prestiżowy Wilanów bardzo szybko przeszedł w łąki, przydrożne drzewa, scenerię po której maszerowało się z wielką radością. Czy był to jeszcze Wilanów czy już nie a jeśli już nie, to która z kolejnych nieznanych mi dzielnic - tego nie wiem. 






Po kolejnych minutach marszu dotarliśmy do wspomnianego ogrodzenia przy placu budowy, gdzie nie sposób było pójść prosto, trzeba było obejść, przejść na drugą stronę, wracając się trochę, potem pójść równoległe ul Rosoła.. Trochę szkoda mi tego odcinka bo odcinek nowoursynowski, który został nam nijako odebrały przez budowę, miał ogromny potencjał do marszu w otoczeniu lasu, w ciszy, oddalony od głównych ulic a to w tak dużym mieście jak Warszawa wiele znaczy. Poszliśmy jeszcze "chwilę" wspomnianą Rosoła ale, że i tym razem słońce już zachodziło, więc i my postanowiliśmy wrócić do domu. 





ETAP 5: BELGRADZKA - POWSIN

Kolejny odcinek zaczęliśmy w tym samym miejscu w którym skończyliśmy. Znaleźliśmy ulicę, która pozwoliła nam dojść z kolei na Nowoursynowską i tym samym wróciliśmy na szlak. Droga była fajna, przez dłuższy czas, prowadziła bocznymi uliczkami w dodatku takimi po których ruch samochodowy się nie odbywa lub tylko dozwolony dla mieszkańców. Ciągle mnie zdumiewało, że to cały czas Warszawa, że takie miejsca są w tak ogromnej aglomeracji; że jak widać nie wszędzie NA SZCZĘŚCIE dotarła jeszcze nowoczesność i modernizacja tego miasta. 





Mijaliśmy Las Natoliński, Pałac Potockich w Natolinie, niestety pracownik tego  miejsca bardzo serdecznie i miło, jednak poinformował nas, że wejście i zwiedzanie jest niemożliwe, czy tylko w ten dzień, w tych godzinach czy już w ogóle - nie dopytałam. Kolejna część tego odcinka wiodła Aleją Kasztanową. Nie były one tak ogromne jak sobie wyobrażałam czytając o tym miejscu ale dały spokój, cień, zapach drzew. Na jej końcu znalazło się nawet miejsce na kamień upamiętniający rycerza Ciołka który odbył pielgrzymkę do Santiago w 1404. Miły akcent na trasie. Miłe wspomnienia na samą myśl o hiszpańskim camino. Niby inicjatywa taka sama - ale różnica między tym polskim a hiszpańskim - ogromna. 




Opuszczamy zaludnione Kabaty i wychodzimy z zakrętu wprost na pola.  Droga prowadzi wśród domków jednorodzinnych, docieramy nią prosto do Lasu Kabackiego którym z kolei dochodzimy do Parku Kultury Powsin, gdzie kończymy naszą Świętokrzyską Drogę św. Jakuba. 












W Parku w Powsinie zgubiliśmy szlak kompletnie. Co chwilę było tyle polnych skrzyżowań przy braku oznaczeń. I to podyktowało decyzję o zakończeniu naszego camino. 

Zastanawiam się co napisać na koniec, aby było to wiarygodne z tym co naprawdę myślę. Bo z jednej strony cała trasa zarówno ta z części I (tutaj ) jak i ta z tej drugiej, jest i urozmaicona i obfituje w fantastyczne widoki. Mimo, że to Warszawa, to idziemy zarówno głównymi ulicami, ale i lasami, bocznymi drogami, które nie są drogami asfaltowymi. Mijamy największe atrakcje turystyczne tego miasta. Z drugiej jednak strony brak jakiegokolwiek oznakowania na bardzo długich odcinkach było bardzo frustrujące. Ciężko było cieszyć się drogą, bo niekiedy trzeba było siedzieć z nosem w mapie w telefonie bo przewodnik podawał jedynie, że np "skręcamy w prawo w Relaksową, po czym lekkim skosem w lewo" Skos oczywiście był ale po iluś skrzyżowaniach..  Takie to były różne historie z tą drogą bez oznaczeń. Nie raz poszliśmy za daleko i musieliśmy wracać, gdy po otwarciu google maps, skręt czy nazwa ulicy o której pisze przewodnik przeszliśmy jakiś czas temu, albo skręciliśmy za wcześnie. Może to wynikać ze źle rozumianej instrukcji drogi. Tak czy inaczej mam mieszane uczucia, ale kiedy się siedzi już bezpiecznie w domu i pisze o tym, na szczęście człowiek pamięta głównie te miłe chwile z tych wtedy trudnych po czasie zaczyna się śmiać albo uśmiechać na ich wspomnienie... 

Na razie kończymy zatem Świętokrzyską Drogę św. Jakuba. 


DODATEK - OGRÓD BOTANICZNY W POWSINIE. 

W momencie, kiedy zgubiliśmy kompletnie szlak camino - postanowiliśmy dostać się do Ogrodu Botanicznego.  Poszliśmy za oznakowaniem i nagle w środku lasu, brama a za nią Ogród. Nigdy tam nie byłam, choć wybierałam się od x lat. Kupiliśmy bilety i to była najlepsza decyzja.. 

 Zachwyciło nas to miejsce.  Te zapachy, te widoki, te kolory, cisza.  Byliśmy chyba ponad 3 godziny a i tak nie zdążyliśmy wszystkiego zobaczyć. My byliśmy początkiem września, więc skoro o tej porze jest tam pięknie, to co dopiero dzieje się tam wiosną? 







































Komentarze

  1. To musiał być naprawdę ciekawie spędzony czas, mimo tych wszystkich nieporozumień związanych ze złym oznakowaniem. Przyjemnie czytało się tę relację:)
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, był to dobry czas. Niedogodności, to tylko niedogodności a z upływem czasu zapomina się o nich, zostają tylko wspomnienia, te dobre :)
      Pozdrawiam.

      Usuń
  2. W Wilanowie planujemy być już od kilku lat :) Może kiedyś się nam uda.. Bardzo ładne ujęcia w ogrodzie botanicznym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli nie tylko nam do Wilanowa jest daleko? Niby Warszawa a jakby na końcu świata :)

      Usuń

Publikowanie komentarza

Dziękujemy, za obecność u nas :)