Jestem tutaj

Królewskie Źródła

 Gdzie bym nie przeczytała każdy zachwala, poleca, zachwyca się. Z jednej strony faktycznie są ku temu powody. Ścieżka dydaktyczna Nadleśnictwa Kozienice, usytuowana w pobliżu rezerwatu "Źródło Królewskie", do której prowadzi 3 kilometrowa leśna droga, która odbija od głównej 737 łączącej Kozienice z Radomiem, jest dobrze przemyślana. Ma parking, wiaty, ławki, miejsce na ognisko a nawet ogniska, drewno którym można palić, toalety. Sama ścieżka w większości szlaku jest obudowana, z poręczami, nad/obok rzeczki, co daje możliwość bezpiecznej obserwacji jednej z największej atrakcji jaką są bobry, choć nie tylko. I wszystko jest tak naprawdę w jak najlepszym porządku - tylko rzecz w tym, że mnie jakoś to miejsce nie porwało, nie chcę napisać, że nie zachwyciło, bo w jakimś stopniu na pewno tak, ale nie na tyle aby chcieć tam wracać kiedy to tylko możliwe.. Urodziłam się i wychowałam w samym środku Puszczy Kozienickiej.

Pamiętam czasy, kiedy to wszystko powstało. Było o tym głośno, opowiadano, zachwalano, organizowana wycieczki, nawet tu z okolicy, samochody zapakowane po brzegi jedzeniem i ludźmi jechały "na Kozienice" . Podkreślano za każdym razem, że to KRÓLEWSKIE a dla mnie nastolatki, którą wtedy byłam, te królewskie w mojej głowie były czymś tak niesamowitym, wyobrażałam sobie jako coś, co jest nieziemsko piękne, bo przecież królewskie. Potem wyjechałam na studia, potem pracowałam z dala od rodzinnego domu i tak naprawdę pierwszy raz pojechałam w to miejsce kilka lat temu, razem już z moim małym podróżnikiem, miał chyba wtedy 3 latka. Nie było jeszcze wtedy drogowskazu, gdzie konkretnie trzeba skręcić, tak jak teraz, więc od zakrętu za Augustowem trzeba było zwolnić, aby nie przegapić, jednej z wielu pobocznych leśnych dróg. Sama droga dojazdowa do parkingu przed bramą, pozostawiała wiele do życzenia. Pełna dziur, piachu, wąska, że było ciężko minąć się z samochodem z naprzeciwka.. Po drugie jadąc pierwszy raz niekończąca się leśną drogą w środku puszczy, kilkunastoletnim samochodem, z trzylatkiem z tyłu, w środku lasu bez zasięgu w telefonie, człowiek zastanawiał się czy te Królewskie Źródła są tego wszystkiego warte.. Na miejscu przyszło zawalczyć o miejsce parkingowe, a gdy to się udało a się udało o dziwo, moim oczom ukazał się tłum ludzi, istne pole biwakowe, jedni grali w piłkę, inni rozstawieni byli przy ognisku, kolejki do toalet, drewniane stoły pozastawiane jedzeniem po brzegi... A miało być przecież po "królewsku", miało być tak wyjątkowo, widoki miały rzucać na kolana - ostatecznie to wizja tego miejsca stworzona przez moją wyobraźnię rozbiła się o ziemię w drobny mak.. Pierwsze przejście wytyczonymi ścieżkami w tłumie ludzi, też nie było czymś zachwycającym, ale nie mogę napisać że było równie czymś nieprzyjemnym.. Pomyślałam wtedy, że muszę tu przyjechać gdy nie będzie tych tłumów, na pewno wtedy to miejsce mnie oczaruje.. I przyjechałam po kilku dniach, ludzi faktycznie nie było (w takich ilościach) ale za wiele to nie zmieniło w mojej głowie..
Wróciliśmy w to miejsce we wrześniu tego roku, po chyba 6 latach. Postawiono drogowskaz przy drodze głównej, utwardzono drogę, poszerzono, co wpływa na większy komfort jazdy. Na miejscu przed nami dotarła już (niestety) komercja. Budka z lodami i wagon restauracyjny (nie wiem, co sprzedają - kawę na pewno, bo zapytałam, ale co poza tym, jakoś za bardzo mnie to nie interesowało). Drewniana ścieżka nadal istnieje ale to właśnie ona zniechęca mnie najbardziej do tego miejsca, bo cała oblepiona pajęczynami i pająkami (możliwe, że dlatego, aby nie naruszać leśnego życia). A na dodatek, komary gryzły niemiłosiernie..
Tak sobie myślę, że nie wszystkie miejsca musimy tak samo lubić i się nimi tak samo zachwycać. Warto tam być, zobaczyć, wiedzieć, że takie konkretnie miejsce jest schowane w środku Puszczy Kozienickiej, która ma wiele do zaoferowania. I tak jak dla nas w tym wypadku - to wszystko.











Komentarze