Jestem tutaj

Trzecie urodziny "Niewydeptanych"

 Te trzy lata minęły nie wiadomo kiedy. Z perspektywy czasu widzę jak wiele się zmieniło w naszym podróżowaniu. Jak bardzo my zmieniliśmy sposób naszego podróżowania, postrzegania samego słowa "podróżowanie". Zaczęło się niewinnie, tak jak u większości: samochód, fotelik, mapa, nawigacja i w drogę a skończyło na pieszym wędrowaniu w którym odnaleźliśmy wspólną pasję. 

Nasza pierwsza podróż była wyzwaniem samym w sobie. Nowo zakupiony samochód, prawo jazdy od kilku miesięcy, sama jazda od kilku tygodni, strach o wszystko co może wydarzyć się po drodze, głosy stąd i stamtąd: "Ale sama z dzieckiem, tak daleko - czyś ty zgłupiała do reszty?" Może z perspektywy czasu była to mieszanka zarówno głupoty jak i rozsądku - ale marzenia czasami są tak silne, że nawet strach im ustępuje drogę. Po pierwszych kilkunastu  kilometrach nawigacja (specjalnie zakupiona na ten wyjazd) wyłączyła się. Wszelkie próby jej uruchomienia nie przyniosły efektu, bo jak dać mają, kiedy bezpiecznik w zapalniczce się spalił, ale o tym dowiedzieliśmy się dopiero późnym wieczorem. Pozostała więc zwykła papierowa mapa i zatrzymywanie się co chwilę aby sprawdzić czy aby dobrze skręciliśmy. To był 2014 rok, mój telefon był bardzo prosty, chyba nawet jeszcze wtedy bez Internetu i aparatu. Pozostała więc naprawdę tylko papierowa mapa. Po kolejnych kilometrach, wjechaliśmy w oberwanie chmury. Padało strasznie, wiało jeszcze mocniej. Podobno to niemożliwe, ale u nas jednak możliwe, że wiatr oderwał nam wycieraczkę po stronie kierowcy. Pozostało wymyśleć co dalej.. Filip miał wtedy 3 latka, nasz samochód chyba 15 lat a ja miałam głowę pełną strachu, pytań ale i ekscytacji a jeśli napiszę, że wiary w szczęśliwe zakończenie, to też będzie prawda. I tak też się stało. Szczęśliwie z pomocą spotkanych ludzi po drodze, dotarliśmy do naszego celu - Skopanie. To na Podkarpaciu. Zresztą swojego czasu bywaliśmy tam i wracaliśmy nie jeden  jeszcze raz.


Nie myślałam wtedy o pisaniu o podróżowaniu. Wydawało mi się to takie poniekąd puste. Uwielbiam emocje. Uwielbiam je obserwować, ludzi obserwować. Więc kompletnie nie widziałam siebie piszącej o miejscach, zamkach, podawaniu dat, opisywaniu historii. To nie mój świat. Na szczęście każda podróż, ma swoją duszę, swoje emocje, swoje zapachy, słowa, kadry i to bardziej te, zatrzymane w naszych sercach niż na karcie pamięci aparatu. Nasze podróże - wierzcie lub nie - obfitują od zawsze w tysiące emocji, sytuacji, przygód, którzy inni nazwali by być może trudnościami. Ja wolę nazywać je przygodami. Więc jeszcze się nie zdarzyło, aby choćby ta najkrótsza podróż - była "normalna". Może właśnie stworzono nas dokładnie takimi, abyśmy byli kompatybilnymi z tym co niestandardowe w życiu? 




Od naszej pierwszej podróży do pojawienia się tego bloga i pierwszego wpisu, mieliśmy możliwość a może sami ją sobie stworzyliśmy, aby być w wielu miejscach w Polsce. Od Bieszczad po Bałtyk. I mimo, że perspektywa "Niewydeptanych Ścieżek" nie była jeszcze w mojej głowie, to od zawsze - może instynktownie szukaliśmy miejsc nieturystycznych. Omijaliśmy główne miasta i jechaliśmy w miejsca do których niekiedy i lokalni ludzie, nigdy nie dotarli. Zjeżdżaliśmy z głównych ulic, gdy tylko coś z boku wydało się interesujące. W przeciągu całej naszej 7 letniej jazdy samochodem bodajże tylko raz jechaliśmy autostradą, z dróg ekspresowych skorzystaliśmy kilka razy więcej.


fot. Katarzyna Pokora

Dokładnie w moje urodziny te 3 lata temu, pojechaliśmy z Filipem do Arciechowa - małej wioseczki nieopodal Warszawy, całkowicie nie mając pojęcia dokąd jedziemy. To był zimny marcowy dzień. Kiedy weszliśmy na wały przeciwpowodziowe zobaczyliśmy ogrom piękna. To właśnie tam, właśnie wtedy zrodził się pomysł na tego bloga, na pokazanie miejsc, które choć nie obfotografowane i poza listą "miejsc, które warto zobaczyć" - tak naprawdę są miejscami, które warto zobaczyć. Są piękne, choć każdy z nas inaczej postrzega piękno. Po ponad miesiącu, napisałam pierwszego posta.  I nim się zorientowałam - to już 3 lata. Wielokrotnie miałam chwile zwątpienia i kursor myszki na ikonce "Usuń"; nie raz podważałam słuszność tego miejsca; nie raz łapałam się na tym, że się porównuję do innych blogerów u których został już chyba opisany każdy zakątek świata. Ale zostałam i cieszę się z tego ogromnie. Z tego, że pozostałam wierna swoim pomysłom i tym wszystkim niewydeptanym miejscom. Wierzę, że niedługo wrócimy do bezpiecznego podróżowania i to miejsce zyska nowe nieturystyczne perełki.  Póki co zyskało nową szatę graficzną, dzięki pomocy i szablonom od Karoliny, którą gdybyście szukali pomocy dla siebie, bardzo polecam (https://www.karografia.pl/ ). 



Kochani, dziękujemy za Waszą obecność w tym miejscu, za wszystkie pozostawione komentarze, za ciepłe słowa. Bo pomimo, że to nasze podróże, to kiedy ma się świadomość, że można się z nimi podzielić z innymi - wtedy podróż zyskuje jeszcze więcej. Zamieszczone powyżej zdjęcia to kilka kadrów z czasów zanim Niewydeptane Ścieżki ujrzały światło dzienne :)

Komentarze

  1. Trzylatek to juz moze duzo ;) A tak serio gratulacje - Twoj blog jest przyjemnoscia dla oka i duszy. Pelen wrazliwosci i delikatnosci- to jak podroz w nieznane zakonczona zdobyciem szczytu. Takze badz, pisz i podrozuj ! Usciski rowniez dla mlodszego Wedrowcy. We dwoje zawsze razniej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Lux a raczej dziękujemy :) Miło się czyta takie słowa. A kto wie, może niebawem i do Twojego Niemcowa uda się wpaść na kawę:) My również pozdrawiamy.

      Usuń

Publikowanie komentarza

Dziękujemy, za obecność u nas :)