Jestem tutaj

Zielonka PKP - Suchocin PKS - zielony pieszy

#niewydeptane szlaki

To tylko 3,5 kilometra. Niewiele, szczególnie, że szlak liczy sobie 95,2 kilometry. Niczym rozgrzewka przed prawdziwym marszem. Życie pisze swoje scenariusze - niekiedy lepsze niż sami moglibyśmy sobie napisać czy choćby nadać im obraz w naszej wyobraźni. Choć przyznać trzeba, że nie zawsze są one też łatwe, że my jesteśmy ot tak gotowi aby się na nie od pierwszej sekundy otworzyć. 

Zielonka PKP - Suchocin PKS - szlak zielony pieszy - 95,2 km.
Województwo mazowieckie. Powiaty: wołomiński i legionowski. 
Odcinek: Kobyłka - Ossów - 3,5 km. 



W pierwotnym założeniu, nie miał być to taki krótki odcinek. Ale był. Kilometry przełożyła się na jakość szlaku a nie na jego odległość. Październik 2020. Długo trzymane wspomnienia na dysku laptopa. Dziś wybrzmiewają.

To tak naprawdę opowieść  o ludziach, których spotkaliśmy. Dokładnie dwóch osobach. Dziś nie chodzi o szlak, choć ten sam w sobie zachwycał, szczególnie wędrówka lasem na pograniczu Kobyłki i Ossowa. Piękna polska jesień. Pogoda idealna, słońce, lekki wiatr, kolory liści. Iście bajkowy scenariusz. Nic tylko iść, oderwać myśli od życia, które pozostało w dobiegającym w oddali hałasie ludzkich rozmów, krzyków i ulicznego ruchu. I tak też było. Szliśmy oderwani od gwaru swoich myśli. Może nawet za bardzo się od nich oderwaliśmy. A może właśnie to za bardzo - to ten scenariusz, które napisało nam życie i zatopiwszy nas w chwili, która trwała, samo reżyserowało resztę..




Las nas otaczał z każdej strony. Co jakiś czas postawione znaki mówiły do nas dużymi literami aby UWAŻAĆ - na żmije, dziki, bo to też ich miejsce. Co mogło pójść nie tak? Co mogło wyrwać nas z sielskiej egzystencji marszu, z tej błogości, która zabrała czujność, lęk, szerszą perspektywę, która każe kierowcy skupiać wzrok dalej o wiele dalej niż to co rysuje się  przed maską samochodu.. ? Wszystko przecież było w najlepszym porządku. 






Na skraju lasu, gdy zostawialiśmy już za sobą ostatnie drzewa i stawialiśmy pierwsze kroki na jeszcze szutrowej drodze ale pomiędzy pierwszymi domami,  w przeciągu chwili rozszalała się burza. Październikowa burza. Podobno rzadkie zjawisko. Jednak rzadkie nie oznacza niemożliwe. To było realne. Aż za bardzo realne. I gdyby tylko ta burza mieściła w sobie deszcz i wiatr, możliwe, że poszli byśmy dalej, ale ona przyniosła potężne grzmoty, które rozbrzmiewały co kilka sekund wokół nas. Ulica była pusta, żadnej wiaty, przystanka, czegokolwiek, gdzie można przeczekać. Nikt nie stał w oknie, nie patrzył zaciekawiony na to co dzieje się na zewnątrz. Pustka. W tamtej chwili przerażała.

Jednak pustka choć w pierwszej chwili przeraża, szczególnie ta, która przed chwilą jeszcze była zapełniona tym co znamy, lub tymi, których znamy, ma w sobie jednak pewien aspekt pozytywny. A jeśli nie pozytywny to taki, który zmusza nas a wręcz wypycha nas z naszej strefy komfortu na każdej płaszczyźnie życia. Ta nasza uliczna pustka też taka była. Wypchnęła nas z samowystarczalności na szlaku w kierunku drugiego człowieka. Zmusiła nas do przekroczenia wstydu, obawy, lęku przed drugim, obcym człowiekiem, ale też zmusiła nas do zaufania temu drugiemu obcemu człowiekowi, choć głowa w zawrotnym tempie wyświetlała nam obrazy, które krzyczały aby nie ufać, aby nie ryzykować, aby nie powierzać swojego życia obcym.

W przeciągu chwili, nie tyle znaleźliśmy schronienie co znaleźliśmy się bezpiecznie w swoim mieszkaniu. Dwie kobiety. Córka i Matka. Jedna akurat (tak, nie wierzę w przypadki, ale za to wierzę w pomoc i opiekę Aniołów a wtedy szturmowałam je błagalnym potokiem słów prosząc o ratunek) podjechała samochodem pod dom, przy którym akurat byliśmy idąc i myśląc jak wydostać się cało z tej sytuacji. Wybiegła z samochodu aby otworzyć bramę. A ja podbiegłam do niej aby zapytać czy możemy przeczekać burzę pod dachem jej domu. Zdziwienie, strach a wręcz przerażenie w jej oczach a mimo to, wpuściła nas na swoje podwórko. Zamknęła na sobą drzwi domu i weszła do środka. Jednak po chwili drzwi się ponownie otworzyły i Druga Kobieta nie pozwoliła nam tam stać. Wzięła kluczyki, otworzyła drzwi swojego samochodu i wraz z sypiącym się z nieba gradem, łamiącymi się gałęziami drzew, wiatr był aż tak silny, odwiozła nas pod drzwi naszego mieszkania. To był październik 2020 - byliśmy bodajże już w trakcie albo chwilę przed trzecią falą pandemii, która siała potężne spustoszenie wśród ludzi. A mimo to Ona nie zawahała się nam pomóc. 
Na koniec powiedziała coś, co do dziś wywołuje u mnie wzruszenie: "Przecież jesteśmy ludźmi. Musimy sobie wzajemnie pomagać. Prawda?" 
Zrobiła to bezinteresownie. Tylko za "dziękuję".


Zawsze w takich chwilach zadaję sobie samej pytanie: Jak ja bym się zachowała w takim momencie? Czy bez zastanowienia otworzyłabym drzwi mojego mieszkania, samochodu obcej osobie? Czy w takiej chwili serce wzięłoby górę nad kalkulującym o ewentualnych niebezpiecznym konsekwencjach rozumem? Czy górę wziąłby wstyd przed byciem ocenianą, że jesteś naiwna, wręcz głupia, wrażliwa, bo tak naprawdę nie pomagam a daję się oszukać, naciągnąć; że w dzisiejszych czasach to trzeba myśleć, nie wolno ludziom ufać, nie wolno dać się nabrać, nie wolno choć na chwilę dać się zwieść ludzkiej biedzie.. 
I chodzą mi te i inne podobne pytania po głowie bardzo często i mam tylko nadzieję, że w przypływie chwili, tej, która prosi o pomoc - odważę się pomóc - tak jak powyższe dwie Kobiety i wiele jeszcze innych osób pomogli mi, pomogli nam, kiedy tej pomocy potrzebowaliśmy.. 


"Przecież jesteśmy ludźmi. Musimy sobie wzajemnie pomagać. Prawda?" 
No właśnie: Prawda. Prawda?

Komentarze

  1. Piękna historia. Ja wierzę w ludzi. Wielokrotnie spotkałem się z życzliwością zupełnie obcych osób. I też mam ten dylemat - jak ja bym się w takich sytuacjach zachował? Czy bym pomógł? Na ile bym pomógł? Niestety, tego nie wiesz, póki życie nie postawi cię w takiej sytuacji...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda możemy gdybać, snuć plany odnośnie naszego zachowania a życie weryfikuje i tak i tak. Niekiedy uderza nagle, zaskakuje z taką siłą, że wszystko co było wcześniej przemyślane bierze w łeb i zachowujemy się w taki sposób w jaki sami siebie nigdy wcześniej byśmy nie podejrzewali.. Ale chyba o to właśnie w życiu chodzi.. Pozdrawiam.

      Usuń

Prześlij komentarz

Dziękujemy, za obecność u nas :)