Jestem tutaj

Dookoła Mazowieckiego Parku Krajobrazowego - żółty pieszy

 Ponad rok czasu zbieraliśmy się w sobie aby przejść ten szlak. Założenia były aby zrobić to jedynie na terenie Warszawy i tak też zrobiliśmy. Cały szlak wynosi 176 kilometrów. Zatacza sobą koło, więc ciężko wytyczyć punkt początkowy i końcowy. Wszystko zatem w naszych rękach, tam gdzie chcemy, tam zaczynamy. My zaczęliśmy na Wawrze. 


Jak sama nazwa mówi szlak biegnie wokół Mazowieckiego Parku Krajobrazowego, przechodzi przez Warszawą, powiaty: otwocki, garwoliński, miński, a także wzdłuż prawobrzeżnej strony Wisły. 

Za każdym razem, gdy nim szliśmy na terenie Warszawy, głos we mnie jakby mówił: "I co? Naprawdę znasz Warszawę?" Do momentu jak zaczęliśmy chodzić szlakami PTTK po Warszawie, miałam wrażenie, że faktycznie znam to miasto i to może trochę bardziej, bo oprócz typowych turystycznych miejsc, byłam w wielu, które turystycznymi nie są - a dopiero te szlaki pokazały mi, że moja znajomość jest nadal znikoma; że jak wejdzie się głębiej w coś co z pozoru jest zwyczajne i takie zapewne jest na całej swojej długości, to nic nowego się nie odkryje. A jednak byłam w błędzie. Kiedy schodzi się z utartych ulic stolicy i wybiera się na te zwykłe, możliwe, że znane tylko mieszkańcom - właśnie tam  napotyka się miejsca niesamowite, często z historią, niekiedy z widokami które poruszają duszę. 

Odcinek, który przeszliśmy miał aż lub zaledwie 24 kilometry. W porównaniu do całości, niewiele. Ale te 24 km pokazały nam taką stronę stolicy o której nie mieliśmy pojęcia, może coś tam o czymś słyszeliśmy ale nigdy nie byliśmy.  

Całość naszego odcinka podzieliśmy na 4 etapy, raz w jedną raz w drugą stronę, tak aby logistycznie dało się połączyć powrót z parkingiem na którym zostawialiśmy samochód. Szlaki PTTK mają ten ogromny plus, że są oznaczane jednocześnie w dwie strony, czyli tym samym szlakiem możesz iść z początku do końca i z końca do początku i to pomaga niekiedy w logistycznym ułożeniu trasy.











REZERWAT im. KRÓLA JANA SOBIESKIEGO - PLAŻA ROMANTYCZNA

Zaczęliśmy na wysokości cmentarza Marysin, równolegle do ul. Korkowej, niesamowitą leśną ścieżką, która doprowadziła nas do ul. Kościuszkowców na wysokości Zgromadzenia Sióstr Felicjanek. Październik i wędrówka lasem - to już samo z siebie doświadczenie piękne, relaksujące. Doczekaliśmy się też momentu, kiedy idąc lasem nie byliśmy atakowani przez chmarę komarów. Dalej szlak biegnie ulicą Karpacką, która od pierwszego kroku wita nas Aleją Drzew. Jesień - Aleja Drzew - czego chcieć więcej. Na poboczu chodnika jeż jakby mając gdzieś naszą obecność wygrzebywał i przegrzebywał stertę liści. Nawet przez chwilę spojrzał na nas ale jakby bardziej z nadzieję, że wreszcie sobie pójdziemy. Karpacka doprowadza do Lasu Matki Mojej. Matko Moja - no nigdy nie słyszałam aby las miał taką nazwę a tym bardziej w obrębie Warszawy, czyli miasto, które to miałam tak dobrze znać. Las to także ścieżka zdrowia, jak wiele takich w warszawskich rezerwatach czy parkach. W pewnym momencie szlak odbija w bok i prowadzi równolegle do ulicy Łysakowskiej, po czym kieruje rondem na ul. Korkową w stronę stacji Warszawa Gocławek. Tam czekamy na niestrzeżonym przejeździe aż przejdzie pociąg po czym przy licznym oznakowaniu idziemy w stronę Marsa, Ostrobramskiej i licznymi przejściami pod słynną Trasą Siekierkowską, których nie umiałabym odtworzyć wychodzimy tunelami wprost na zachodzące słońce którego promienia przebijają się przez Most Siekierkowski. 





























Kolejny etap to nic innego jak w dużej przewadze marsz Wałem Miedzeszyńskim w kierunku Józefowa. Jedyny minus tego odcinka to uliczny hałas. Ten odcinek pokonywaliśmy w weekend gdzie ruch i tak był o wiele mniejszy niż na dniach roboczych, JEDNAK to co znajduje się poniżej wału wynagradza uliczny szum. Dla niektórych to będą tylko drzewa, łąki, trawa lub kwiaty, ale dla innych to będę wspaniałe drzewa, wspaniałe łąki i widoki, które rozpościerają się z wału. My należymy do tych drugich. I tak idąc cały czas  wałem,  drogą pieszo rowerową przed siebie, przegapiliśmy zejście i skręt w prawo w kierunku brzegu Wisły. Trochę niepewnie ale zaryzykowaliśmy i skręciliśmy w najbliższą boczną dróżkę i po kilku minutach byliśmy cali i szczęśliwi na szlaku, który brzegiem Wisły doprowadza do Plaży Romantycznej.
Plaża, co warto dodać odnowiona w tym roku, oczarowała sobą. Mieliśmy piękną pogodę, słońce w pełni, odbijało swoje promienie od tafli wody. Ludzi mało, miejsca sporo, cisza, piękno i romantycznie, tak jak mówi nazwa. Sama ulica Romantyczna o tej porze roku naprawdę była romantyczna. 
Ten odcinek w tę stronę skończyliśmy na zbiegu Wału i Traktu Lubelskiego. 









REZERWAT im. KRÓLA JANA SOBIESKIEGO - SULEJÓWEK

Zaczęliśmy z tego samego miejsca co poprzednio na wysokości cmentarza Marysin tym razem w stronę Sulejówka. Ta sama wspaniała leśna uliczka, tym razem z racji weekendu ludzi o wiele więcej, nawet całe rodziny, rowerzyści. Miejsc i leśnych dróg do spacerów i jazdy na rowerze wiele. A w środku Rezerwatu - Oczko Wodne. Ale nie takie zwykłe. Mała wysepka na środku, miejsce do siedzenia, ba, nawet do opalania się, ławeczki, podesty, stojaki na rowery. Lubię takie miejsca, gdy w środku lasu czy w środku niczego nagle "wyrasta" przed nami coś fantastycznego, coś  schowanego dla zwykłego śmiertelnika, bo dotrzeć tu można jedynie pieszo lub rowerem a nie każdemu się chce. 
Szlak dalej biegnie na terenie Wesołej następnie doprowadza nas do samego Sulejówka. Ścieżka Edukacyjne, kamień Piłsudskiego, wiele leśnych dróg, skrzyżowań, skrętów. Kilka nieznanych ulic w samym Sulejówku; pamiątkowe zdjęcie z dziećmi i samym Piłsudskim, przejście obok Muzeum Piłsudskiego i ostatecznie dotarcie do stacji PKP w Sulejówku aby wrócić do Warszawy. 

































 To był szlak pełen zaskoczeń, zachwytów, takich ochów i achów nad samą przyrodą, nad widokami, nad tym co przez tyle lat było obok nas a my nie mieliśmy o tym pojęcia a wystarczyło przecież zrobić tylko kilka kroków dalej, w głąb. 
Szlak, który bardzo polecam, sama jestem ciekawa jego dalszego przebiegu - ale to zapewne na wiosnę. 
Szlak jest dobrze oznakowany. Jest kilka miejsc, gdzie my oznaczenia nie znaleźliśmy i posiłkowaliśmy się wtedy aplikacją z mapą PTTK - szlaki Mazowsza, sprawdzona polecam, wyprowadziła nas bez szwanku z niejednego lasu i wskazała właściwy kierunek zawsze wtedy kiedy znaki zawodziły, nie tylko na tym ale i na innych szlakach Mazowsza. 
A przed nami jeszcze kilka szlaków na terenie Warszawy do przejścia:
trzy zielone;
dwa niebieskie;
trzy czarne;
dwa czerwone;
jeden żółty;

Więc do następnego szlaku :)



Komentarze

  1. Wspaniały spacer a Twój Syn jest niesamowity, że tak dotrzymuje Ci kroku. Wyrośnie na człowieka ciekawego świata, tego jestem pewna, dajesz mu cudowne fundamenty. Dzięki rodzicom i babci też jestem powsinogą i to jest jedna z najbardziej wartościowych pasji jakie mam. I doskonale te Wasze wycieczki rozumiem. No i trzymam kciuki za przebycie szlaków, których Wam brakuje.
    Przez pandemię prawie pół roku siedziałam w domu bo pracuję dla hotelarstwa. To dało mi możliwość dokładnego poznania miejsca, w którym mieszkam już pięć lat. Wcześniejsze częste spacery, wędrówki i jazda na rowerze dostarczyły mi wielu możliwości poznania tej bliższej i dalszej okolicy i byłam przekonana, że dobrze znam miejsce, w którym żyję. Dopiero wywołany pandemią nadmiar wolnego czasu uzmysłowił mi jak wiele jeszcze mam do zobaczenia i ile jeszcze do odkrycia.
    Cudownych jesiennych dni i uściski dla Syna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ważne co piszesz o pasji do odkrywania, podróżowania. Jako rodzice chcemy przekazać swoim dzieciom to co sami uznajemy za wartościowe i nie jeden raz zastanawiamy się nad słusznością naszych decyzji. Takie słowa jak Twoje dają nadzieję, że warto budzić w dzieciach ciekawość świata i wyciągać je z domów. Dzięki. A czas pandemii tak jak piszesz wydaje mi się u wielu otworzył oczy, trochę z przymusu, na to co wokół a nie tylko na to co odległe. Zaczęliśmy doceniać to co mamy i że to co mamy też jest piękne. Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. No jestem pod wrażeniem chłopca, tyle km na nogach :) brawo. Pięknymi okolicznościami przyrody spacerujecie, takimi jak my. My tez nasze dzieci ciagalsimy od małego gdzie się dało, dziś już nie chcą z nami jeździć ale jak ich samych gdzieś wysyłamy są obyci. Przez ostatnie 1,5 roku zwiedziliśmy sporo miejsc w pobliżu i tych trochę dalej. Dobrze że w Norwegii jest gdzie chodzić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wasz/Twój komentarz to kolejne potwierdzenie, że warto pokazywać dzieciom świat. Dziękuję za te słowa :) Pierwsze swoje kroki na szlaku zrobił gdy miał lat 7, teraz ma już 10 więc i nogi i ciało już są przyzwyczajone. Sama widzę jak takie szlaki go zmieniają; jak mimo lęku idzie i jak często to on dokonuje wyborów czy wracamy czy docieramy do końca. Zawsze wybiera (często pomimo zmęczenia) dojście do obranego celu - mam nadzieję, że takie decyzję przełożą się w jego nastoletnim i dorosłym życiu.
      A Norwegię zwiedzam z Wami i coraz bardziej odczuwam pragnienie aby przestać odkładać ją na wieczne potem.

      Usuń
  3. Świetne zdjęcia! Szlak bardzo ciekawy. Jeśli będziemy brać pod uwagę urlop na Mazowszu wrócę do tego wpisu na pewno :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Służę zatem wpisem :) Mazowsze powiadają, że da się lubić, co ja potwierdzam. Pozdrawiam :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Dziękujemy, za obecność u nas :)