Jestem tutaj

LISTOPADOWA WRAŻLIWOŚĆ

 Ten miesiąc minął jak jeden dzień. Może to ta szarość? Może taka świadomość bycia przejściowym miesiącem, między złotą polską jesienią w październiku a świętami w grudniu? Kilka dni po Wszystkich Świętych okazało się, że już piętnasty a chwilę potem dwudziesty któryś a dziś jego ostatnie momenty życia. Bo ten konkretny listopad 2021 nigdy już się nie powtórzy, będą kolejne - daj Boże - ale ten oddaje nam swoją ostatnią przysługę, przestrzeń, możliwości...

Jeśli miałabym dać mu jakąś nazwę, tytuł, zamknąć go w jakichś słowach, które będą miały treść to bez wątpienia  LISTOPAD będzie nosił nazwę WYBÓR.  Wszystko się jakoś ze sobą zbiegło: książka, sytuacje które obok mnie miały miejsce i niechcący albo chcący przywołały wspomnienia, jak się okazało głęboko ukryty i nakryte złotą otoczką nietykalności i nieskazitelności.
 "Wybór" to książka autorstwa dr Edith E. Eger która w wieku szesnastu lat została wywieziona do Auschwitz a gdy obóz został wyzwolony, została znaleziona na stosie martwych ciał. Niesamowita książka, porusza każdy skrawek duszy. Niekiedy odwraca się twarz i chce się zamknąć oczy, gdy czyta się jej wspomnienia z obozu śmierci. I trudno ją pochłonąć w jeden wieczór, bo tak ogromna ilość odczłowieczenia jaka została tam opisana, nie chce w całości zmieścić się w głowie. Potrzeba dawkowania, odchodzenia i wracania do kolejnych stronic. Książka o tyle inna od tych, które czytałam wcześniej, że ma swój ciąg dalszy. Jako uznana na świecie psycholożka przeprowadza nas - czytelników dalej poza otchłań śmierci, zagłady i okrucieństwa. Ostatnia część książki to historie jej pacjentów, które poruszają nie mniej niż jej osobista historia i w których zapewne wielu czytelników odnalazło swoje historie, możliwe, że te głęboko ukryte. Czy tak było ze mną? Podobnie. Czy znalazłam tam ukryte moje historie? Nie. Ale znalazłam tam Odwagę. Tak naprawdę wyciągnęłam z tej książki odwagę jej całego życia, które każdego dnia było owładnięte lękiem, nawet wtedy, kiedy pomagała już innym ludziom, co chwile nawiedzały ją flashback, ataki paniki - ale umiała wznosić się ponad to i dokonywać Wyborów: czy trwać w lęku czy pomimo że go odczuwa iść dalej, otwierać się na to co teraz a przede wszystkim będąc otoczona wewnętrznym lękiem uśmiechać się i odczuwać radość czy zagrzebać się w otchłani traumatycznych wspomnień.  




Doświadczyłam w tym miesiącu czegoś, co do tej pory nie mieściło się w mojej głowie. Zderzyłam się z przeszłością, którą całe moje dotychczasowe życie do teraz uważałam za idealną, cudowną, bezpieczną i wymarzoną. Całe życie z dumą mówiłam, że miałam szczęście doświadczyć takiego dzieciństwa w tej i w tej kwestii. I nagle wydarzenia, które toczyły się centralnie pod moimi drzwiami, choć personalnie nie miały ze mną nic wspólnego, obudziły jakiś lęk i po wielu dniach szukania przyczyny, znalazłam się w miejscu w którym jak się okazało doświadczyłam masę dziecięcego przerażenia, strachu, pustki. A ja całe życie czułam się tam bezpiecznie, jak u siebie. 
Kilka dni temu usiadałam w ogromnym niedowierzaniu nad ludzkim mózgiem, nad jego potęgą, nad mechanizmami o których my ludzie, którzy ten mózg posiadamy i wydaje nam się, że nim kierujemy - nie mamy pojęcia, że to on kieruje i rządzi nami. Jak mocno musiałam potrzebować jakiegoś emocjonalnego schronienia przed rzeczywistością która musiała wtedy istnieć, aby mózg pomimo doświadczanego tam lęku uczynił z tego bezpieczną przystań, ubrał ją w najpiękniejsze szaty i całe życie podsycał we mnie przekonanie, że to było najlepsze co mogło mnie w życiu spotkać. Jak bardzo pierwotne mechanizmu mózgu kierują się zasadą: Walcz albo uciekaj!. Możemy mieć najpiękniejsze domy, najnowsze technologie ale jeśli nie mamy samoświadomości naszych nawykowych działań, szczególnie pod wpływem stresu, pozostajemy jedynie we władaniu pierwotnych instynktów naszego mózgu. 




Każdy z nas ma wybór. Każdego dnia dokonujemy ich niemal tysiące, tylko tak rzadko zdajemy sobie sprawę z ich ważności. Niekiedy mamy wrażenie, że nie mamy nad niczym kontroli, że nie mamy nic do powiedzenia; że są od nas lepsi; że nasza decyzja nie ma dla nikogo a już szczególnie dla nas żadnego znaczenia. Możemy tak samo żyć w pełni jak i wegetować, bo co nam z życia, kiedy inni nas nie dostrzegają, nie chwalą, nie pomagają, nie podnoszą na duchu, nie mówią, nie doradzają jak mamy żyć. Nasze wybory są ważniejsze niż nam się może zdawać, nawet tak błahe jak to co zjemy na śniadanie. Nosimy w sobie przekonania, że wybory to te na szeroką skalę: zakup domu, ślub, wybór kierunku studiów czy decyzja o posiadaniu czy nie posiadaniu dziecka. A ta cała codzienna reszta wyborów to nieistotne chwile. A potem niekiedy wpadamy w wir życia, wbiegamy w pędzący tłum ludzi i pędzimy z nimi, choćby tylko w myślach, zamartwianiu się o to o tamto - bo w pędzie i tłumie ciężko usłyszeć ciche głosy dobiegające gdzieś ze środka nas, choć często nie wiemy skąd i po jaką cholerę właśnie teraz coś się w nas odzywa, kiedy z pozoru wszystko u nas w porządku.. 
Ja też myślałam, że wszystko było u mnie w porządku, ale nie było. Musiałam tak myśleć, bo możliwe, że nie udźwignęłabym rzeczywistości w jakiej trwałam. Jest powiedzenie: "Mój mózg/moja głowa tego nie ogarnia.". Dosłownie. Mózg nie dopuszcza pewnych spraw do siebie takimi jakie są, bo nie dałby rady mieć nad tym kontroli. Ale ciało i dusza pamięta. I zawsze mamy wybór: Zignorować albo się pochylić i wysłuchać siebie, swojego ciała, swojej duszy... 
Tak, wrażliwe dusze tak mają, że prędzej czy później się pochylą nad pozostawionym w przeszłości kawałkiem siebie, nawet jeśli już niepotrzebny teraz, za mały, niepasujący do obecnych rozmiarów duszy. Ale bez niego przez ten mały otwór będzie wdzierał się chłód a wrażliwe dusze nie lubią chłodu.. 

Z jednej strony trudny emocjonalnie był ten listopad, bo nie tyle otworzył jakąś ranę co wywrócił przekonania o idyllicznym życiu do góry nogami.  Z drugiej jednak po upływie dni, uzdrowił i ogrzał tamtą przestrzeń. Po trzecie to powód do ogromnej radości, bo doświadczamy rzeczy, które jesteśmy w stanie udźwignąć. A skoro zostało mi to dane, to znaczy, że byłam gotowa; że droga którą pokonałam dotarła aż tak daleko do głębin mojego człowieczeństwa o których nie miałam nawet pojęcia, że istnieją.. 
Dziesięć lat temu dokonałam trudnego dla mnie wtedy wyboru: pójść na terapię aby zmierzyć się z przeszłością o której wiedziałam i która mi doskwierała czy udawać przed sobą, że tak w ogóle to nie jest przecież tak źle. Zewnętrznie przecież wszystko było OK. A że wewnętrznie coś doskwiera, nie miało znaczenia, bo nikt i tak nie wiedział, nie widział, nie słyszał.. Dokonałam wyboru. Poszłam na terapię, potem długo sama pracowałam nad własnymi lękami i do momentu do kiedy nie zderzamy się z czymś i nie łapiemy się na tym, że nie reagujemy już tak jak kiedyś - niekiedy mamy wrażenie, że nic się nie zmienia, że drepczemy w miejscu. A to nie prawda. Najmniejsza zmiana jest częścią tej ogromnej. 
Na przełomie listopada i grudnia patrzę sobie z dumą w lustrzane odbicie, z wewnętrznym spokojem takim o jakim całe życie podświadomie marzyłam. Ze świadomością, że ludzie będą ranić, rzeczy nie będą szły po mojej myśli, że w oczach innych mogę być taka czy inna - ale że to tylko zewnętrzne a to co teraz stanowi o mnie to to co wewnętrzne.  Dziś szukam siły w moim wnętrzu, tam biegnę aby się ogrzać, ubrać w wartość, miłość, gdy ludzie niepostrzeżenie mi to zabiorą. Jesteśmy ludźmi, ranimy siebie wzajemnie. Nikt z nas nie jest ani lepszy ani gorszy. Kochamy i ranimy tak samo. Dajemy i oczekuje podobnie. Bezinteresowność bywa ale choć występuje często jeszcze częściej jest podszyta oczekiwaniami, których głośno nie wypada powiedzieć, bo można usłyszeć odmowę. Więc dajemy i czekamy aż ktoś się domyśli i odwzajemni się nam tym samym. A więc ludzie ranią, okradają nas wewnętrznie, odchodzą, nawet źle o nas mówią. My robimy tak samo. To ważne aby to wiedzieć, szczególnie to, że my robimy tak samo, jak ci do których mamy żal o to i o tamto. Ale tu też mamy wybór.. Każdy swój, każdy inny. 
Każdy ma wybór ale nie każdy o tym wie; nie każdy chce wiedzieć; nie każdy chce tego wyboru używać. Bo wybór to odpowiedzialność za siebie, szczególnie za siebie... 




PS. Ubraliśmy już choinkę :)

Komentarze

  1. O książce nie słyszałam, ale chętnie bym ją przeczytała :D To prawda, że każdy człowiek ma wybór,
    ale tak jak napisałaś na końcu nie każdy chce z tego wyboru skorzystać. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ile nie przeraża Cię tematyka Auschwitz to książkę naprawdę polecam. Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Wiem po sobie, że wysoka wrażliwość może być zarówno naszą zaletą jak i przekleństwem chociaż staram się wierzyć, że bardziej tym pierwszym.
    W czarnej i głębokiej pandemicznej rzeczywistości spędziłam prawie pół roku siedząc w domu. O ile początkowo uważałam ten niespodziewany i najdłuższy w życiu urlop jako dar od losu to przyszedł moment załamania i absolutnego braku wiary w to, że jeszcze kiedyś będzie normalnie. Psychicznie byłam wyczerpana bardzo, pesymizm dawał o sobie znać z niebywałą regularnością. Pojawiły się bóle pleców, ręki, nogi, nigdy takiego czegoś nie miałam. Zaczęłam nad sobą pracować, wyszukiwałam coraz to nowe sposoby na odpędzenie czarmnych myśli, medytowałam, siedziałam w ciszy, zaszywałam się w lesie. Kiedy choruje dusza i mózg, czyli nasze myśli, choruje całe ciało i ja się o tym w tamtym okresie przekonałam. Kiedy wróciłam do pracy wróciło dobre samopoczucie a wszystkie bóle zniknęły jak ręką odjął.
    Fajnie piszesz o tych wyborach. Bardzo często zapominamy, że każdy kolejny dzień jest milionem kolejnych szans. Mnie też listopad minął niezauważenie ale cieszę się, że za chwilę Święta.
    Moc pozdrowień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, że podzieliłaś się swoją historią. Takie komentarze są ważne i na pewno pomocne dla wielu, bo my tak bardzo boimy się przyznać tym bardziej publicznie do słabości naszych ciał i dusz. A o wysokiej wrażliwości można pisać godzinami :)
      Ściskam :)

      Usuń
  3. Dobra terapia potrafi zdziałać cuda! :)
    Podpowiedz mi proszę, jak nazywa się ten kwiat z pierwszego zdjęcia...

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny wpis. Nie wiem jak ująć to inaczej niż "pełen treści": pięknych słów, mądrych zdań i całego morza emocji. Terapia potrafi zdziałać cuda, widzę jak wielu osobom pomogła, które pozornie nie miały problemów. Polecam ci też dwie książki, do których lubię wracać: "Urzekająca" i "Czuła przewodniczka". Myślę, że mogłyby ci się spodobać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za propozycje Obie przeczytałam :) "Urzekającą" czytałam jeszcze na studiach, bo większość moich znajomych czytało, tak samo jak jej bliźniaczą wersję dla mężczyzn. A "Czułą Przewodniczkę" wysłuchałam rok temu w wersji audiobooku. Ale tak jak i Ty, ja również obie polecam, bo warto.

      Usuń
    2. Fajnie, że takie dobre pozycje zataczają tak szerokie kręgi <3

      Usuń
  5. Mądre, piękne słowa i przesłanie dla każdego, kto JUŻ potrafi je odczytać :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękujemy, za obecność u nas :)