Jestem tutaj

MUZEUM WSI MAZOWIECKIEJ W SIERPCU & MUZEUM WSI RADOMSKIEJ

 No cóż nie będę nakładać wielorakich masek na poczet mediów społecznościowych i z uśmiechem na twarzy mówić, że uwielbiam takie miejsca. No nie pałam do nich miłością ALE w każdym z tych dwóch miejsc poczułam się dobrze. A to już coś znaczy, szczególnie, że jak wspomniałam wyżej miłośnikiem nie jestem. Oba choć podobne, to różne; choć z tym samym przesłaniem to pozostawiły różne wspomnienia i wrażenia. A jakie? Zapraszam...


MUZEUM WSI MAZOWIECKIEJ W SIERPCU

Bodajże była to sobota. Lipcowa sobota, tego roku. Za oknem chmury, lekki deszcz, stąd odeszły piesze szlaki a przyszło zastanowienie się co zrobić z tym dniem. Utarło się przesłanie w czasach kowidowych: "Jedźmy/idźmy gdzieś, póki nas nie zamykają i póki możemy." Z jednej strony mówione z żartem z drugiej strony docierało do nas, że może zostać odebrana nam perspektywa tego naszego permanentnego "Potem". Mapy, Internet, Google i nagle wewnętrzne pytanie: 

Miejsce, gdzie od dawna chcesz pojechać?
  -No Sierpc. 
No to jedźmy.

 Telefon do Kamili, Kamila zawsze chętna a z Kamilą nasze przygody zawsze mnożą się razy x - więc od pierwszej chwili było pewne, że to będzie udany dzień i od razu odpowiem, że taki właśnie był. 

- tu zaraz skręć w lewo;
- no ale tam jest na Kraków a my na Gdańsk mamy;
- ale miałam na myśli tamto lewo..

Bezkolizyjnie dotarliśmy do Sierpca. Parking duży, samochodów niewiele. Kasy biletowe tuż nieopodal. Razem z biletem mapa, która tłumaczy jak się poruszać po skansenie, jednak kto by czytał mapy, nawet jeśli zamiast słów są obrazki i numerki. Zapłaciliśmy za bilety to możemy sobie chodzić tak jak chcemy, nikt nie będzie nam mówił gdzie najpierw. I tym sposobem po kilku krokach znaleźliśmy się przy wyjściu na parking, drugim z kolei. I wtedy pokornie pochyliliśmy się nad rysunkami i jeszcze pokorniej jak baranki, zaczęliśmy iść zgodnie z numerkami na domach i mapie. 




To co jest warte powiedzenia, to właśnie mapa, oznaczenia i legenda. Naprawdę nie można się zgubić (pomijając nasz przykład, ale nas trzeba rozpatrywać oddzielnie). Wszystko fantastycznie oznaczone, opisane, numery na domach widoczne z drogi. 
Kolejny ogromny plus to wszystko otwarte dla zwiedzających (na tamten moment). Można było wejść na każde podwórko, do każdej chaty - oczywiście wszystkie przez wzgląd na pandemię w środku przeszklone, ale w pełni widoczne. 
Całość od momentu przekroczenia progu i wejścia na wiejską drogę, sprawiało wrażenie bycia na wsi a nie w Skansenie. Wszystko toczyło się swoim wiejskim rytmem. Kozy się pasły na łące, ba - nawet chodziły nie uwiązane po drodze; zioła zebrane z łąk suszyły się w sieni; ogórki już kisiły się w słojach na stołach w kuchni; na podwórkach zwierzęta żyły swoim życiem. Kury co prawda w kurniki ale razem z innym podwórkowym ptactwem dawały o sobie znać; krowa pasła się na łące i muczała domagając się aby ją przepolować. 

Dlaczego Sierpc był w mojej głowie od dawna?  Przez  niebieskie domki. Marzyłam aby zobaczyć je na własne oczy. Kiedy zobaczyłam je gdzieś u kogoś na zdjęciach, byłam zadziwiona, że takie coś istnieje a potem okazało się, że wcale nie tak daleko mi do tego miejsca. I od tamtej chwili ten Sierpc miałam z tyłu głowy. Nawet był czas, że zrobiłam do niego podejście, ale coś nie wyszło: bilet wydał mi się za drogi; jakiś dzień świąteczny akurat zgrał się z moim podejściem a zarazem perspektywa obecności innych tłumnie przybyłych ludzi, zniechęcała mnie na tyle, aby zrezygnować i odłożyć to chcenie bycia tam na to "potem".
I nie ukrywam, że zaraz po wejściu, pierwsze co, to chciałam do tych niebieskich domków, jakbym bała się, że nagle znikną, uciekną Bóg wie dokąd i po co. I nie ukrywam, że na żywo zrobiły na mnie jeszcze większe wrażenie niż na zdjęciach. 
Pogoda zrobiła nam dobrze, bo deszcz, który był na początku po chwili ustał, wyszło słońce, błękitne niebo przebijało się przez chmury. Sielskość otaczała nas z każdej strony. Dodatkowo nasze zwiedzanie skrzyżowało się ze zwiedzaniem miłośników skansenów, którzy przyjechali aż (jak dla mnie aż) z Buska Zdroju. A oprócz miłośników skansenów byli również miłośnikami: "Stulecia Winnych", który to film kręcony był właśnie w tym miejscu. Mieliśmy darmowych przewodników, którzy opowiadali nam co i jakie sceny były kręcone w którym konkretnym miejscu. Fantastyczne małżeństwo. A jeśli jesteśmy przy Produkcjach Filmowych, to w tym miejscu powstało naprawdę wiele zdjęć do kultowych filmów, seriali i programów telewizyjnych. Tak jak np.: "Pan Tadeusz"; "Ogniem i mieczem"; "Złoto carów"; "Przeprowadzki" i masa innych produkcji.  
Byliśmy tam +/- trzy godziny i to było mało, aby na spokojnie nabyć się w tym miejscu. Co prawda zobaczyliśmy chyba wszystko co było do zobaczenia, ale zabrakło czasu na pobycie, posiedzenie na ławeczkach przed chatami itd.. 
Warto zarezerwować sobie więcej czasu niż te trzy godziny, szczególnie jeśli dołożycie do tego robienie zdjęć, choćby tylko na potrzeby rodzinnego albumu.. Zajrzyjcie na stronę, każdy miesiąc oferuje inne atrakcje, inne wiejskie obrzędy, koncerty itd.. Dopasujcie do siebie










MUZEUM WSI RADOMSKIEJ

To miejsce z kolei było wielkim marzeniem mojej mamy. Wychowana  na ziemi radomskiej, chciała pojechać do tego skansenu, aby zobaczyć szczególnie tylko jeden budynek -  Dom Ludowy, w którym spędzała swoją młodość na wiejskich potańcówkach. I to ten dom, zobaczenie go, chęć powrotu do wspomnień jakie dawało to miejsce - napędzała ją aby chcieć tam pojechać. Ale chęć nie wystarczy, kiedy jest się domatorem. A mojej mamie w domu zawsze najlepiej.  Któregoś sierpniowego dnia, nie tyle mama co i tata dali się namówić.

Niebo zachmurzone, drobny deszczyk - ale bilety kupione w kasie, można było wejść na teren skansenu. I tak naprawdę już od pierwszej chwili pojawił się problem, gdzie iść i jak iść. Niby mapa była ale to się nie zgrywało jakoś. Numery na mapie z numerami domów. Podobno jak się człowiek w to wczyta, przeczyta cały wstęp, co i jak, to ma to sens. Może i tak, ale w gruncie rzeczy, będąc na miejscu, trochę szkoda tracić czasu na wczytywania się w prologi i wyjaśnienia co oznacza co. Chociażby numer domu na mapie mówił, że to taki i taki dom i że jest dla zwiedzających  a w rzeczywistości okazało się, że po wejściu do środka, jakaś pani samym spojrzeniem mówiła, że nas nie powinno być w środku.

A co Państwo tu w ogóle robią?
No mapa, numerek domu, tu na ścianie ten sam numer, więc..
Nie, nie, tu się nie wchodzi. 
Proszę wyjść.

Wychodząc minęliśmy się z kolejnymi zwiedzającymi, którzy wpatrując się w mapę i numer na ścianie tego budynku zakładali już maseczki, pewni, że to miejsce jest tym samym co na mapie i wchodzili już do środka. I było jeszcze kilka takich momentów, kiedy mapa mówiła jedno a pracownicy drugie. 
Trochę to wprowadziło taki niesmak od pierwszej chwili i to nie tylko nasza taka opinia. 










Wiele budynków było zamkniętych na kłódkę, to taki drugi taki niesmak z tego miejsca. Największe jednak rozczarowanie - mojej mamy rozczarowanie, to moment, kiedy weszła do środka domu - tego domu. Widać to było w jej oczach, kiedy jej wyobrażenia i oczekiwania roztrzaskały się na drobny mak. W środku zrobiono coś w rodzaju muzeum strojów ludowych. A ona chodząc między porozstawianymi  szklanymi witrynami opowiadała: 

O tam stał ten i ten; A tam grali; A tam ten i tamten wnosił to i to; A tutaj tańczyliśmy; Tam było takie podwyższenie; A tutaj było drugie wejście - patrz już go nie ma...

- Proszę nie dotykać - głos pracownicy wyrwał ją z zamyślenia, kiedy dotknąwszy starego żelazka z duszą, chciała opowiedzieć, że kiedyś o patrz dziecko, to one tu miały takie coś.. 

Wyszłyśmy. Oczekiwania vs rzeczywistość rozmyły się i trochę zabolały w tamtej chwili.. 
Za to mój ojciec, który zawsze chodzi i zwiedza po swojemu i zwiedza szczególnie to, czego inni - nawet ja - nie zwiedzają, choćby z jakich śrub jest zrobione tamto koło albo jaki gwint mają te drzwi - wrócił nagle nie wiadomo skąd i którędy uradowany, bo znalazł jakiś budynek z jego rodzinnej miejscowości, który on jeszcze pamięta, bo jak był mały to... 

Każdy ma swoje historie. Jedni oczekują inni bywają zaskakiwani. Jedni doznają rozczarowania, ci drudzy z kolei są przepełnieni radosnym odkryciem.  
I właśnie dlatego to miejsce, ten konkretny skansen, choć nie urzekł mnie sobą i raczej wracać tam nie chcę, to ma szczególne miejsce w mojej pamięci i sercu przez pryzmat historii moich rodziców; ich emocji, oczekiwań, rozczarowań, radości.. To był ważny i szczególny i bardzo rzadki wspólny wyjazd. 

 Każdy z nas jest inny. Każdy z nas chodzi własnymi ścieżkami; każdy szuka i oczekuje czegoś innego. Ale bycie razem w takim czy innym miejscu, zawsze zapycha głowę wspomnieniami, które po latach tracę emocje ale zostawiają obrazy ich twarzy, uśmiechów, słów, min.. Bezcenne i warte każdej ceny biletu..








Każdy z nas, z nas ludzi, jest różny; każdy z nas przekracza próg danego miejsca z własnymi subiektywnymi oczekiwaniami, historiami, emocjami; dla każdego z nas dane miejsce będzie inne i będzie niosło zupełnie odmienne wspomnienia. Dlatego uważam, że pisanie nie jedź tam, bo szkoda pieniędzy, czasu - jest niesprawiedliwe dla tych, którzy jednak by chcieli. Stąd ja nie odradzam, nie krzyczę: że do Sierpca tak a do Radomia to już nie.
 Jedź i tu i tu. 
Doświadcz tego i tamtego;
Pozwól poczuć to i tamto w swoim sercu;
Jeśli ktoś pisze, że nie warto - to znaczy tylko tyle, że jemu się nie podobało, bo mógł tam wejść z inną historią, oczekiwaniami itd... 
Twoja historia najprawdopodobniej jest inna. 
Jeśli chodzi ci to i tamto miejsce po głowie - to jedź/idź. 
A potem opowiedz jak było. Jak Tobie tam było. A na koniec powiedz, że ten kto pyta, musi sam przekonać się jak będzie jemu.


Komentarze

  1. I ja w tym roku wybrałam się na wycieczkę do skansenu. Menzon jak zawsze jedzie tam, gdzie ja chcę. On za skansenem nie tęsknił...ale spełnia moje zachcianki. Wybraliśmy się do muzeum regionalnego Hessi. Byłam zachwycona.
    Warto coś zobaczyć, zwiedzić, poznać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Kochana, masz szczęście mieć takiego Menzona :) Kto wie, może i tam kiedyś pojedziemy, gdyby co rekomendację już mamy od Ciebie :).

      Usuń
  2. Hah, naprawdę nie ma przypadków :) Nie lubię skansenów, ale akurat sierpeckie Muzeum Wsi Mazowieckiej darzę ogromnym sentymentem. Byłam tam już kilka razy. Nie przepadam za specyficznym zapachem drewnianych chałup, ale są pięknie zakonserwowane. Zawsze rozczulają mnie kwitnące w obejściu malwy, albo ptaki domowe, chodzące w zagrodzie. A do tego można tam spróbować obłędnie pysznego chleba ze smalcem i ogórkiem kiszonym. Aż mi ślinka leci na samą myśl :) Chciałabym kiedyś pojechać tam w czasie imprezy takiej jak Miodobranie czy Wykopki. To musi mieć swój urok :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Naprawdę nie ma przypadków :) A mi się marzy pojechać tam zimą i mieć nadzieję na jakiś kulig, choć kuligów nie lubię to w tym konkretnym miejscu bym się dała ponieść, choć nawet nie wiem czy organizują tam takie coś.. Ale tak, to miejsce ma wiele do zaoferowania.

    OdpowiedzUsuń
  4. Aż sie rozmażyłam na widok pięknych okolic, cudne leni powietrze ahhh....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczególnie gdy taka szarość za oknem, to można powspominać letnie powietrze i kolory :)

      Usuń
  5. Idzie się rozmarzyć... Piękne wspomnienie lata, szczególnie teraz, kiedy za oknem szaro buro i ponuro. W przyszłym roku muszę się wybrać do Sierpca, bo choć mam na prawdę niedaleko to jakoś nigdy nie było okazji zajrzeć. :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miejmy nadzieję, że będzie już "normalnie" i wszystko dostępne dla zwiedzających. Ale i tak sam pobyt w letni dzień, choćby na zewnątrz pozwala się wyciszyć, odpocząć i powdychać świeżego powietrza. Pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Tyle razy przejeżdżałam przez Sierpc, a tego muzeum jeszcze nie odwiedziłam. .. A takie miejsca lubimy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja myślałam, że zostałam tylko ja jedyna, która w tym miejscu nie byłam, przed tym jak byłam :) Jeśli lubicie takie miejsca, to wydaje mi się, że spodoba Wam się tam.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  7. Ja z kolei skanseny uwielbiam! Te wszystkie stare drewniane chaty, kolorowe okiennice, studnie, malwy pod oknami - o tak! Uwielbiam po stokroć! To taka niesamowita możliwość podróży w czasie.
    W moim przypadku fakt, że zgubienie się jest niemożliwe też trzeba inaczej interpretować ha ha ha.
    Moc pozdrowień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Malwy są tym czymś - dla mnie - takim łącznikiem między tym co łączy teraz z przeszłością, taką moją z dzieciństwa. Nawet nie te chaty ale te malwy. Ale prawie w każdym opisie, relacji czy komentarzu to właśnie te malwy zawsze wysuwają się na pierwszy plan, tak niepostrzeżenie ale jednak. Mają moc, jak widać, dla wielu :)

      Usuń
  8. Witaj :) skusił mnie wpis o slamsoenoe w Sieci który w t roku bardzo chciałam zobaczyć. I bylosmy prawie krok od niego no ale niestety nie udało się. Ja lubię takie miejsca I chętnie do ich zaglądam kal mma tylko okazję. Tu w Norwegii gdzie mieszkam jest ich trochę rozżuconych po górach ale różnią się od naszych w Polsce i sam nie wiem które są ładniejsze :) dzięki takim miejscom przenoszenia się w czasie i wyobrażam sobie jak ludzie żyli kiedyś w takich miejscach :)
    Pozdrawiam serdecznie i będę zaglądać :) pozdoze, ciekawe miejsca to coś co uwielbiam I fajnie jest moc razem się inspirować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skanseny stały się chyba czymś tak oczywistym, że ich nie doceniamy i nie odwiedzamy tak często jak inne miejsca. Wielu z nas też mniej lub bardziej ale pamięta jeszcze tamte czasy i życie bez obecnych udogodnień, stąd może też woli wracać do wspomnień niż zaglądać do takich miejsc. Ja tak mam i stąd też rzadko bywam w takich miejscach. Ale z drugiej strony nawet sam ten wpis pokazuje, że jednak może nie tak do końca ich nie odwiedzamy, bo jednak duża część ludzi, je lubi :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Dziękujemy, za obecność u nas :)