Jestem tutaj

OGRÓD ŚWIATEŁ - PIOTRUŚ PAN & FLORA POINT

Z każdym rokiem mam wrażenie, jakby granica rozpoczęcia sezonu świątecznego  przesuwała się coraz bliżej ku jesieni. Są ku temu przeciwnicy ale i zwolennicy. Ja chyba stoję gdzieś pośrodku i gdy uznaję, że już chcę, wtedy wygrzebuję z zakurzonego pudła sztuczną choinkę, stawiam ją na szafce, ma zaledwie 90 cm, więc jest kompatybilna prawie z każdą wolną przestrzenią mieszkania. Zakładam lampki, które zdejmuję z jakiegoś okna, na którym wiszą i świecą się cały rok aby nadać klimat wieczorom. Mam stały komplet ozdób, jeden łańcuch, kilka bombek. W tym roku dokupiłam gwiazdę na czubek. I to całe moje świąteczne przygotowania i szał zakupowy. Jestem minimalistką. Nie lubię rzeczy, szczególnie w nadmiarze. Tych grudniowych też nie. W domu nie lubię. Ale uwielbiam je poza domem. Może to się gryźć, nie pasować do siebie - tak naprawdę nie ma to żadnego znaczenia. Można lubić zachwycać się rzeczami i można nie lubić ich posiadać. Już w listopadzie wyglądam pierwszych ozdobionych choinek, światełek w czyichś oknach, ozdabianych ulic świątecznymi dekoracjami. Wyszukuję w Internecie co nowego i gdzie w danym roku. I jak małe dziecko czekam chwili, kiedy będę mogła zobaczyć to wszystko na własne oczy, zachwycać się tym, uśmiechać od ucha do ucha, mimo, że wiele z ulicznych ozdób, już znam i to znam je dobrze. To jest pewna magia, która zostaje na długo w pamięci. I nie musi nic spektakularnego się wydarzyć. Wystarczy to co nas otacza. 

Za nami już Łazienki Królewskie w Warszawie którejś zimy, Ogród świateł w Wilanowie tutaj  więc w tym roku przyszła pora na coś nowego. Zaczęliśmy wydawać by się mogło od zwykłego sklepu ogrodniczego, o którym do tej pory nie mieliśmy pojęcia - choć notabene, wielokrotnie go mijaliśmy. 



Flora Point 

Centrum Ogrodnicze, które zimą a nawet już końcówką jesieni, przemienia się w Świąteczne Miasteczko. Mieści się na warszawskim  Wawrze a dokładnie na Aninie na ulicy Mrówczej 212. Od samego wejścia sklep oczarowuje  ilością bieli, dekoracji, choinek, dziadków do orzechów, małych i większych ozdób wyjętych prosto z amerykańskich filmów, gdzie motywem są właśnie święta. Kilka sal, mniejszych większych, każda ozdobiona tematycznie. Jest domek Świętego Mikołaja, gdzie można napisać list do niego i wrzucić do skrzynki na listy, obok samej postaci sędziwego staruszka z białą brodą i w czerwonym płaszczu. Jest duża przestrzeń dla arktycznych zwierząt, które poruszają się w rytm muzyki jak i dla reniferów, które to z ogromną starannością wyśpiewywują świąteczne piosenki. Ok, chyba cały czas tylko jedną piosenkę, ale i tak jeśli jest się tam pierwszy raz powoduje to wiele radości nie tylko na twarzach dzieciaków. 



Oprócz świątecznych dekoracji, mieści się też oddzielna sala z kwiatami doniczkowymi, kwiaciarnia ale i tak większość przestrzeni przeznczona jest na Świąteczne Miasteczko. Chyba można zaopatrzyć się tam we wszystko czego poszukujemy na przystrojenie domu tak w środku jak i na zewnątrz. Może ceny nie są dla każdego, bo różnią się trochę od typowych, które znajdziemy w sieciowych dyskontach, jednak w tym miejscu to nie ceny grają główną rolę. To miejsce gdzie można po prostu być i zatopić się w magię tamtego miejsca. 




 Sklep ma swój parking (darmowy), jednak trzeba się liczyć, że przy większej ilości osób, może być problem aby zaparkować na terenie. My byliśmy końcówką listopada w samo południe, na tygodniu, to był bodajże wtorek i choć znaleźliśmy wolne miejsce, to wolnych miejsc było jak na lekarstwo. Obok sklepu jest stacja Warszawa Anin, gdzie spokojnie można też dojechać SKM lub KM. 



OGRÓD ŚWIATEŁ - PIOTRUŚ PAN



Iluminację Piotruś Pan, można podziwiać w warszawskim Powsinie w Ogrodzie Botanicznym. Gdzie ten Powsin, zapytacie? W Warszawie, choć tak naprawdę to  już na jej południowych  obrzeżach, na granicy z Konstancinem Jeziorną (jeśli błędnie odmieniłam - poprawcie, zawsze mam z tym problem ). 

Motyw przewodni to oczywiście Piotruś Pan, historia znana w mniejszych bądź większym stopniu przez większość z nas. Cała opowieść jest tak poprowadzona aby uczestniczyć w przygodach całej gromady bohaterów od początku do końca - o ile nie zaczniecie zwiedzania od ostatniej pozycji na mapie, tak jak zrobiliśmy to my :)

Mapa. No właśnie. Przy wejściu dostajecie a na pewno dostają ją dzieci w wersji miniaturowej z dołączoną kartą zdrapką. Jeśli nie jesteście dziećmi i jesteście bez dzieci, nic straconego, zgubić się nie da a każdy może zwiedzać tak jak chce, my byliśmy tego przykładem. W Parku jest 10 głównych punktów, przy których umieszczone są tablice z pytaniami, takimi samymi jakie są na karcie a także z trzema odpowiedziami, które na karcie są w postaci trzech zdrapek. Odpowiedź może zgadnąć tylko będąc przy danej tablicy a na karcie można ją tylko zdrapać ukrytą pod odpowiednią literą. Niby zwykła dziecięca zabawa ale wciąga na tyle, że  dwie odpowiedzi podsłuchaliśmy u innych zwiedzających :) 







Co oprócz statycznych scenek? Tunel a nawet kilka tuneli w tym jeden, który faktycznie urzeka, bo to nie tylko światła ale ta zieleń, reszty zdradzać nie będziemy. Jest kilka miejsc tzw. photo-point, gdzie można sobie zrobić pamiątkowe zdjęcie, jest labirynt w którym nawet można spróbować się zgubić a przynajmniej wejść w strefę bez wyjścia za to na dziwne bajkowe postaci. Sobota i niedziela to też dodatkowa atrakcja w postaci pokazów laserowych, czy są warte swojej ceny? Tu pozostawiam odpowiedź Wam. 

I niech Was nie zmylą zdjęcia z przestrzenią tylko dla nas. Byliśmy w momencie otwarcia kwadrans przed 16.00  a już wtedy parking zapełniał się w oka mgnieniu, gdy wychodziliśmy 1,5 godziny później samochody były wszędzie, w tym wzdłuż ulicy również. A parking podobno jest na 700 miejsc, nie wiem, tego nie sprawdzałam. 

Ludzi było naprawdę dużo. Stąd też zaczęliśmy zwiedzanie od końca, bo większość zwiedzających poszła tak jak Bóg przykazał i mapa wskazała od punktu nr 1 przez główną bajkową bramę. Dzięki temu zyskaliśmy jakieś 30 minut w miarę fajnego spaceru bez tłumów, potem już tak kolorowo nie było. To mnie tylko utwierdziło, że moje miejsce jest poza tłumami ludzi, był nawet taki moment, że poczułam się przygnieciona taką ilością osób i jedyne czego pragnęłam to jak najszybciej wyjść. Ale o takich chwilach zapomina się potem szybko i pamiętamy tylko to co było miłe i sam fakt, że mogliśmy tam być.

Czy pojechałabym tam drugi raz? Raczej nie. Czy żałuję wydanych pieniędzy. Oczywiście, że nie. Sama radość dziecka, jego entuzjazm, uśmiech, zadziwienie - są warte każdej ceny. Lubię bywać nawet jeśli coś nie przypadnie mi do gustu po wszystkim. Tak bywa. Jedno miejsce nas oczarowuje, inne mniej lub w ogóle. To mogłabym umieścić na końcówce, tego co było fajne i co miło się wspominam. Do pierwszych miejsc, jednak mu trochę zabrakło, ale z kolei niech moje odczucie nie wpłynie na Wasze decyzje. 

Parking na terenie Ogrodu płatny jest 10 zł w kasie obok. Przy wjeździe dostajemy bilet wjazdu z którym trzeba udać się do kasy, gdzie po uiszczeniu opłaty dostajemy drugi bilet wyjazdu, które trzeba okazać osobom przy bramie wyjazdowej. Główny parking znajduje się od ulicy Prawdziwka. 

To tak na dobry początek świątecznej aury. Do zobaczenia na świątecznych spacerach albo tutaj ze wspomnieniami :)


Komentarze

  1. Uwielbiam klimat świąt: wszystkie świąteczne komedie, swetry z reniferami, ozdoby i światełka. Naprawa mnie to prawdziwą, dziecięcą wręcz radością. Byłam w Wilanowie kilka lat temu i podobało mi się, ale tłum był straszny. Dlatego w tym roku wystarczy spacer Traktem Królewskim i grzane wino na jarmarku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam szczęście do Wilanowa, bo ilość osób była znośna, nie odczułam jej aż tak bardzo, jak to było teraz w Powsinie. No ale cóż, takie miejsca są dla wszystkich szczególnie, że otwarte kilka godzin w popołudniowych porach. Urok za tłum, tak jak w życiu, coś za coś. A grzane wino, faktycznie smakuje tak jakoś inaczej na grudniowych jarmarkach :)

      Usuń
  2. Kocham ten świąteczny czas. I choć, tak jak piszesz, co roku wygląda to tak samo, dreszcz emocji jest niezmienny. Dekoracje zawieszone w pobliskim miasteczku, oglądam zawsze z tym samym zainteresowaniem, co więcej, czekam na nie z niecierpliwością :) Ten klimat ma w sobie magię dziecięcych chwil.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Magia tego czasu ma w sobie coś, co daje się odczuć i poczuć, jakby coś budziło nasze wewnętrzne dziecięce ja i pozwalało mu się bezkarnie cieszyć i radować. I niech tak będzie, bo radości i uśmiechu jakby z każdym rokiem ubywało. Choć mam nadzieję, że się mylę. Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Powiem tak, jak ktoś chce świętować już od września, w sumie, dlaczego nie? Marzy mi się spacer w takim właśnie ogrodzie świateł. Jak się w końcu odchorujemy, to zapewne podjedziemy do wesołego miasteczka - w Legendii też przygotowali coś magicznego:)
    Pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe jak to wygląda u Was? :) I tak, w tym roku początkiem września w którymś sklepie szukając jesiennej kamizelki dla syna, natknęłam się na alejkę z dekoracjami świątecznymi, trochę dziwne uczucie, nawet jak dla mnie :)

      Usuń
  4. Bardzo lubie swiateczny klimat,jednak uwazam,ze niestety zaczynamy z tym coraz szybciej. Ozdoby w miastach,galeriach , sklepach...A pozniej przychodza swieta i nie ma to juz takiej magii... Ale to byc moze tylko moje zdanie :) Bardzo ladne zdjecia, sama planuje sie wybrac na takie ogrody swiatla,ale na Dolnym Slasku w moich okolicach :)

    Pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy byłam dzieckiem zawsze tak mówiono, że jak się za wcześnie ubierze choinkę to cała magia świąt zniknie.. Magia jest w sercu i w głowie, tak ja uważam a dekoracje to tylko dodatek ;) A na Dolnym Śląsku macie Aladyna w Ogrodach Świateł, prawda? Pozdrawiam.

      Usuń
  5. Zgadzam się z Tobą w zupełności że ten świąteczny czas przesuwa się z roku na rok coraz bliżej jesieni... Nie wiem kto tym zawiaduje ale to już przesada jest... W Norwegii do tej pory było dosłownie kilka tylko miejsc z bożonarodzeniowymi zdobieniami, jakimiś tam świątecznymi wisoakmoba w tym roku chyba cała Norwegia świeci się, a prąd najdroższym od dwudziestu lat (jak tu mieszkamy) ja wiem ze ludzie są stęsknieni tymi rzeczami ale tego już jest za dużo...
    Pięknie pokazałaś to miejsce i pewnie że warto było być tam i zobaczyć, bo magia świat jest jedyną w swoim rodzaju :)

    ( a tak na marginesie Filipini już w listopadzie mają choinki ubrane )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisałaś o czymś o czym ja nie napisałam ale o czym cały czas myślę, czyli o zużywanej energii na świąteczne świecące dekoracje. Uwielbiam je ale jednocześnie, naprawdę, za każdym razem myślę: Ile musi być zużytego do tego prądu? Ale to tak jest, że widzimy bardzo często tylko to co zewnętrzne. Pamiętaj jak pracowałam w restauracjach jako kelnerka i pamiętam ogromne ilości jedzenia, które się marnowały i które trzeba było wyrzucać. W tym najwięcej wyrzucało się z imprez masowych: firmowych wigilii, wesel, urodzin, sylwestra.. Dobrego jedzenia, którym wyżywiłoby się masę innych ludzi. Ale tego nie widać... Wiele jest do zmian w naszym podejściu do konsumpcji od żywności po świąteczne świetlne dekoracje...

      Usuń
  6. Jestem rośliniarą i należę do kilku roślinnych grup na FB i tam warszawiacy czasem wspominają o Flora Point. Natomiast jeśli chodzi o święta to jestem zdecydowaną przeciwniczką bożonarodzeniowych dekoracji i czekoladek dostępnych w sklepach już w październiku. Uwielbiam Święta ale wolę się nimi cieszyć krócej ale intensywniej :).
    Ogród Świateł fajny ale moim zdaniem zabrakło jednego ważnego elementu - śniegu! Byłam w podobnym ogrodzie dwa lata temu na Litwie i też tęskniłam za białym puchem. Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Flora Point to podobno bardzo znany sklep warszawiakom - mnie jakoś ta informacja ominęła :) Tak to jest z tymi świętami, że każdy patrzy na nie przez inny pryzmat. Dla jednych święta to wyłącznie Wigilia, obrzędy w kościele i rodzinna atmosfera a całej reszty może nie być; a dla innych dla których rodzinna atmosfera a raczej jej brak jest koszmarem albo koszmarnym wspomnieniem grzeją się w atmosferze dekoracji bożonarodzeniowych.. Najważniejsze aby każdy znalazł jakąś przestrzeń dla siebie, która da mu to, co czas świąt ze sobą dobrego przynosi.

      Usuń
  7. Super miejsca! Nie trzeba być na jarmarku albo wyjechać gdzieś dalej, by poczuć atmosferę bożonarodzeniową. Chociaż do Królewskiego Ogrodu Światła w Wilanowie chętnie bym jeszcze raz zajrzała! Tam jest po prostu... królewsko!!!
    Pozdrawiam:)))

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja należę do tych, którzy odsuwają termin rozpoczęcia tego przedświątecznego czasu jak najdalej w grudzień. Do Mikołajek, a już przynajmniej do 1 grudnia, unikam jak ognia przedświątecznej gorączki. Ale potem zatracam się w tych wszystkich światełkach, grudniowych zapachach itd. Choć w tym roku jakoś słabo czuję ten klimat. A przecież niczego nie brakuje. Nawet jest śnieg.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy rok jest inny, więc może ten ma coś co jeszcze nie pozwala Ci poczuć tego klimatu? Na szczęście każdy dzień przynosi z sobą nową perspektywę więc życzę Ci aby (a może już) czas przedświąteczny jak i świąteczny przyniósł Ci to, czego oczekujesz i na co czekasz :)

      Usuń
  9. No cóż, kiedyś lubiłem czas przedświątecznych przygotowań, a teraz zupełnie nie lubię. Czasami i takie zmiany w życiu człowieka zachodzą. Ale nigdy nie przepadałem za ich wczesnym rozpoczynaniem. Teraz jest trochę inaczej - nacieszmy się, zanim nas zamkną, tak myślą moi znajomi i idą na wszystko, co się da pójść. Tak samo jest w sklepach - moja znajoma podała mi jak się zmieniły dzienne utargi grudniowe w stosunku do tych przedpandemicznych -50-80%.
    Zainteresował mnie ten ogród świateł w Powsinie. W samym ogrodzie botanicznym byłem kiedyś wiosną, więc dokładnie wiem, gdzie jest :-) Widzę, że ta moda na światła w ogrodach ogarnęła kraj, jak jakaś zaraza. W Łodzi też taki jest. Nie zamierzałem tam się wybierać, ale chyba pójdę w celach poznawczych. Trochę szkoda mi pieniędzy, bo jest bardzo drogo.
    Sądzę, że współczesne instalacje ledowe raczej nie ciągną dużo prądu, więc tym może nie trzeba się przejmować, kontrowersje są gdzie indziej - ile takie instalacje kosztują miasto (w Łodzi podobno 25 mln), które lekką ręką za nie płaci, jednocześnie podnosząc opłaty za wszystko inne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Główna nasza myśl która nas napędza w wiele miejsc to właśnie aby doświadczyć i zobaczyć co to jest a nie bo bardzo pragniemy tam być. Tak było właśnie z Piotrusiem Panem. Ja też później nie żałuję żadnego wyjazdu czy wydanych pieniędzy na bilety, które nie oszukujmy się tanie nie są, szczególnie jeśli trzeba je pomnożyć przez rodzinę, choćby nawet tylko x2. Może też u nas jest inaczej, bo jest dziecko a jego radość i zachwyt wynagradza wszelkie niedociągnięcia czy niesmak z dorosłej perspektywy. Ale tak właśnie jak napisałeś, uważam, że warto iść w celach poznawczych. Ogród Botaniczny w Powsinie urzekł nas do głębi ale taki normalny we wrześniowej odsłonie. Było fenomenalnie i każdemu polecamy.
      Inna strona każdego wydarzenia to pieniądze, tak jak piszesz. Ale czy mamy tu aż taką decyzyjność? Nie wiem.. Zawsze wszystko i tak zbiega się w punkcie pieniędzy, choćby w naszej dyskusji o biletach :) :)
      Daj znać po odwiedzinach Ogrodu Światła w Łodzi. :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Dzięki za Twoją obecność w blogowej przestrzeni...