Jestem tutaj

Szlakiem Szopek Bożonarodzeniowych Warszawskiej Starówki 2021

 Wikipedia  mówi, że Szopka Bożonarodzeniowa to makieta przedstawiająca wyobrażenie miejsca narodzin Jezusa; sceny obrazują przybycie pasterzy lub Trzech Mędrców; w każdej szopce znajduje się przedstawiona Święta Rodzina a najczęstszymi elementami szopki są wspomniani pasterze, Trzej Królowie, bydło, Gwiazda Betlejemska, anioły... (www.wikipedia.org)  

No cóż, może tak bywało jeszcze kilka lub kilkanaście lat temu, jednak od kilku lat szopki zaczęły mówić swoim głosem niosąc już nie tyle dobrą nowinę światu o narodzinach Zbawiciela, ale... No właśnie? Co mamy dziś wyczytać/odczytać w przekazie, który kryje się za scenerią szopki, obecnej szopki? 


Pomysł o zwiedzeniu warszawskich szopek a ściślej szopek na Starym Mieście i w jego okolicy, to zwyczaj, który towarzyszy nam od kilku lat, kiedy to kilka lat wstecz wchodząc do kościoła św. Anny na Krakowskim Przedmieściu, naszym oczom ukazała się co prawda szopka ale dalece odbiegająca od mojego obrazu szopki bożonarodzeniowej. Zresztą w tym roku św. Anna nie "zawiodła" pod względem przekazu i oryginału wystroju, ale o tym później. 

Zaczęliśmy nasz spacer od skrzyżowania Świętokrzyskiej z Krakowskim Przedmieściem kierując się w stronę Placu Zamkowego. Pierwszy na naszej drodze była Bazylika św. Krzyża, ta sama z której są transmitowane Msze Święte w radiowej Jedynce. Jednak choć próbowaliśmy dwa razy w prawie godzinnym odstępie czasu za każdym razem trafiliśmy na Mszę z kościołem pełnym ludzi, więc nie taktem byłoby przeciskać się do przodu aby zobaczyć szopkę a tym bardziej robić zdjęcia. Może innym razem. 

1.

Kawałek dalej  po przeciwnej stronie przy Krakowskim Przedmieściu stoi kościół Sióstr Wizytek, z którym to kościołem był mocno związany ks. Jan Twardowski, twórca wspaniałych wierszy ale też  tego wielokrotnie powtarzanego: "Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą." Po pierwszej nieudanej próbie zobaczenia szopki, radość Filipa na jej widok w tym kościele usłyszeli wszyscy tam zebrani, na szczęście była ich tylko garstka:

 - Mamo, jest! Patrz o tam. Jest! Udało się nam!


2.

Dalej Krakowskie Przedmieście stawia przed nami kolejny kościół tuż za Pałacem Prezydenckim, trochę jakby schowany w głąb, niekiedy mocno zastawiony policyjnymi samochodami, które na placu przed znalazły dla siebie odpowiednie miejsce parkingowe. Dziś było jednak pusto. Jedynie żołnierz maszerował według swojego tempa strzegąc Pałacu Prezydenckiego, którego ogrodzenie ściana w ścianę wita się z kościołem. Wnętrze też prawie puste. Krakowskie zresztą jak na dzień świąteczny było można by rzecz też puste. Ludzie byli ale gdy wspominam poprzednie lata w tym czasie, ciężko było postawić nogę a co dopiero coś zobaczyć, gdzieś przystanąć. Dziś nam się poszczęściło. 
Kościół Wniebowzięcia NMP i Świętego Józefa, chyba jako jedyny niczym nas nie zaskoczył. Wystrój szopki okazał się pasować do wspomnianego opisy z Wikipedii. Tradycyjna szopka, długie niebieskie płótno jakie pamiętam z mojego dzieciństwa, na górze gwiazda a na sianie nic ponad to o czym mówi Biblia. No może jedynie te zielone krzewy? Ale w ogólnym zestawieniu 12 jakie dziś zobaczyliśmy ta plasuje się na pierwszym miejscu w swej tradycyjności. 



3.
Bokiem obok warszawskiego Caritasu docieramy do kościoła św. Anny. Miejsce bardzo specyficzne na Starówce, kościół większości znany, choćby z faktu bycia kościołem Akademickim, jak również z osoby ks. Pawlukiewicza. 
I tak jak wspomniałam na początku, to kościół ze szczególną szopką i to nie pierwszy raz, choć tegoroczna nawet mnie zaintrygowała, trochę może nawet zszokowała, bo takiego wystroju kompletnie bym się nie spodziewała. A jednak. Daje do myślenia. Ludzie którzy się gromadzili zastygali na chwilę w zamyśleniu, ale widać było, że nawet jeśli w pierwszej chwili ich dziwiło, to akurat w tym miejscu zdziwieniem nie było. 







5.
Z kościoła św. Anny idziemy Placem Zamkowym i wchodzimy w ul. Świętojańską kierując się do Bazyliki Archikatedralnej św. Jana Chrzciciela. Jej wieża widoczna jest z daleka a czerwone cegły pozwalają ją łatwo odnaleźć w ciasnych uliczka Starego Miasta. Kościół w środku jest duży, nawet bardzo duży a tegoroczna szopka - zobaczcie sami..




 I stoisz tak tam sobie i myślisz i analizujesz. Szukasz sensu w przekazie, który ma przemawiać do przybyłych: samotny mały Jezus, w ciemnej wnęce, bez owiec, Maryi, pasterzy.. Żadnych oznak życia wokół niego.. 
 Odeszliśmy z niesmakiem.. 

5. 

Ściana w ścianę z Bazyliką jest Sanktuarium NMP Łaskawej Patronki Warszawy. Wejście do tego kościoła strzeże betonowy niedźwiedź. Ręka w górę, kto nie ma przy nim zdjęcia? 
Wróćmy jednak do szopki, która dalece odbiega od tej po sąsiedzku. Prosta, tradycyjna, przed głównym ołtarzem, co też nie zdarza się często. 



6.
Po drugiej stronie obu kościołów idąc wnęką, która latem zapełniona życiem w restauracyjnym ogródku wychodzimy na kościół św. Marcina przy ul. Piwnej. I tu szopki znaleźć nam się nie udało. To znaczy samodzielnie nie udało. Wyobraźcie sobie, że wchodzicie do kościoła zaglądacie w każdy kąt, pytacie ludzi, którzy też zaglądają w te same kąty a za nimi i nami w te kąty zagląda siostra zakonna, czy aby nic z tych kątów nie zginęło po naszym zaglądaniu. A szopki jak nie było tak nie ma. Siostra zakonna, która zajmuje miejsce przy drzwiach wejściowych, teraz śledzi każdy nasz krok, kilka kroków za nami. Ale skoro już tam jest to kto jak kto ale ona powinna wiedzieć, gdzie w tym kościele postawiono szopkę. I wiedziała. Okazało się, że staliśmy obok niej. No cóż - i tak bywa. A oto i szopka na bazie obrazu, schowana między filarem a ławkami:



Po tych wyczerpujących poszukiwaniach i niewielkim zawstydzeniu w nagrodę na zewnątrz wyszło słońce, które przebijało się przez kamienice a na wysokości Barbakanu zaświeciło w pełnej okazałości. 



7.
Słońce jednak niech nie zmyli, bo mróz od początku nie odpuszczał a z każdą godziną takiego spaceru robiło się coraz zimnej. Ale szkoda odpuścić gdy jeszcze tylko kilka przed nami. Od św. Marcina poszliśmy do św. Ducha na ul. Długiej, choć wejście jest od Freta.
To była jedna z dwóch, które nam się najbardziej spodobały. Tą plasujemy na miejscu drugim. Zdjęcia nie do końca oddają tego jak wygląda na żywo, jednak zbliżała się godzina 15.00 w kościele panował półmrok, lamp w wielu miejscach używać nie można. Więc jest tak jak jest. Postaci w rzeczywistości są sporo większe niż to wygląda na zdjęciu. Wielbłąd po prawej stronie, tak, tam jest wielbłąd uniósł by niejedno dziecko. Wiele szopek jest też odgrodzona sznurkiem i niekiedy w sporej odległości od oglądających. 



8.
Ósmą szopką była ta w kościele św. Jacka u Dominikanów na ul. Freta. Ta podobnie jak rok temu, ma podobny wystrój, dokładnie w stylu kościoła św. Jacka. 




 9. 
I nasz numer jeden podczas całego spaceru szopkowego. Katedra Wojska Polskiego na ul. Długiej. Katedra jest często nie po drodze gdy spaceruje się Starym Miastem, niby blisko, niekiedy zostawia się nawet tam samochód, ale zawsze coś, że tak jakoś omija się to miejsce. A kościół sam w sobie potrafi zachwycić. Kaplica Katyńska i Kaplica Pamięci na długo pozostają w pamięci. Tak samo jak szopka. Może przez tę zieleń a może przez biedronkę? A może tak po prostu. Ta właśnie skradła nasze serca. 




Po przeciwnej stronie katedry stoi "żywa szopka", tzn. kiedyś naprawdę były tam żywe zwierzęta, ale od kilku lat tylko sztuczne, może dlatego nie ma już takich tłumów, choć niektórzy jeszcze zaglądają z nadzieją "a może jednak, coś żywego się pojawiło w tym roku?" No nie, w tym roku nic żywego w tej szopce nie zagościło.



10.

Z katedry ul Miodową poszliśmy do kościoła Przemienienia Pańskiego. Nie zobaczyliśmy jednak tej słynnej Ruchomej Szopki. Przegapiliśmy. No cóż..


11.
 Zwiedzanie szopek na Starówce (szeroko patrząc) skończyliśmy w kościele Środowisk Twórczych na Placu Teatralnym. Ciekawość tego miejsca była duża. Drzwi a nawet furtka były otwarte, co chyba jeszcze nigdy mi się nie zdarzyło a może nie pamiętam, może bywałam w złych godzinach? Dziś weszliśmy. Byliśmy sami. Kościół mały ale specyficzny. Szopka skromna ale inna niż pozostałe. 




W środku było tak ciepło i przyjemnie. Gdy wyszliśmy słońce już zaszło. Mróz za to wznosił się coraz wyżej na słupkach. Pora była wracać. Po drodze na plac Bankowy weszliśmy jeszcze do jednego kościoła ale tam już pozamykane kraty a widok przez kraty na oddaloną szopkę to już nie to samo. 

12
I jeszcze na sam koniec w ostatniej chwili wysiedliśmy z tramwaju i poszliśmy do Katedry św. Floriana na Pradze przy Dworcu Wileńskim. 



 Prawie 8 kilometrów spaceru, jak znalazł na świąteczne ucztowanie :)

- Super dzień, mamo.
- Pewnie, że super.

PS. Nasz numer jeden znacie a Wam, która najbardziej się spodobała? 



Komentarze

  1. Przeczytałam ...i aż nabrałam ochoty na zobaczenie szopek;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecamy się zatem z kolejnymi postami i dziękujemy za odwiedziny :):)

      Usuń
  2. Bardzo interesujący spacer!!! Szopki niezwykłe, choć ja też jestem zwolenniczką tych tradycyjnych. Ta z Katedry Wojska Polskiego też podoba mi się najbardziej. Tchnie spokojem i jakąś nieopisaną radością! A ta z kościoła św. Anny może rzeczywiście głęboko zastanowić...
    Pozdrawiam na ostatnie, piękne dni starego roku:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ta z Katedry ma jak piszesz radość.. Dziękujemy i dla Ciebie również dobrego czasu :)

      Usuń
  3. Cudowne szopki, nabrałam ochoty na taki spacer :)
    Pozdrawiam!

    https://artidotum.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo lubię oglądać szopki :D Najbardziej spodobała mi się ta pod numerem 9 :D
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. 3. szokująca i trochę na początku byłam zdziwiona, z pewnością jest to coś innego, co przemawia do ludzi, ale faktycznie 9 robi wrażenie i chyba to też jest mój numer 1 :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ależ spacer!!! Pogratulować pomysłu. Ja na dłużej zatrzymałam się wzrokiem na szopce nr 2. I chyba nawet nie potrafię wytłumaczyć dlaczego... Jakoś tak przykuła mój wzrok, zainteresowanie i ciepło mi się koło serca zrobiło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo mimo, że tradycyjna to ma w sobie prawdziwość i to do czego jesteśmy przyzwyczajeni a zarazem ciepło wspomnień: może z dzieciństwa, może z opowiadań?

      Usuń
  7. Zgadzam się z Tobą: szopka z katedry WP wygrywa. Podoba mi się też ta z kościoła środowisk twórczych. Od dawna nie oglądałam szopek. Jakoś zapomniałam o tym zwyczaju. Dzięki za przypomnienie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ta z kościoła Środowisk Twórczych też mi się miło kojarzy, może dlatego, że byliśmy tam sami, było ciepło, przytulnie a może dlatego, że jest skromna ale obejmuje sobą cały świat.. Sama nie wiem :)

      Usuń
  8. Szopka w kościele św. Anny faktycznie szokująca; jeszcze nigdy nie spotkałam się z czymś podobnym. A myślałam, że hiszpańskie szopki są wymyślne :D
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak hiszpańskie szopki mają czym się chwalić, ale jak widać nie trzeba wyjeżdżać aż tak daleko aby widok szopki zrobił wrażenie :)
      Pozdrawiam.

      Usuń

Prześlij komentarz

Dzięki za Twoją obecność w blogowej przestrzeni...