Jestem tutaj

Warszawa Dawidy PKP - Powsin (Cieszyca ) - szlak zielony pieszy 9 km.

Kiedy w lipcu 2021 planowaliśmy przejście Lasu Kabackiego braliśmy pod uwagę dwa szlaki: czerwony i zielony. Oba ruszają z tego samego miejsca a dokładnie ich punkt początkowy (lub końcowy zależy w którą idziemy stronę) jest na słupie zaraz przy szlabanach stacji Warszawa Dawidy PKP w stronę Góry Kalwarii (Radomia).  Wtedy zdecydowaliśmy się na szlak czerwony (można przeczytać tutaj.)  Najbardziej z tamtego przejścia pamiętamy komary, które atakowały nas z każdej strony, pomijając jednak ten fakt, szlak był i dobrze oznakowany i szło się nim przyjemnie. Po 500 metrach od punktu początkowego, wspólny szlak rozdziela się w dwie strony: czerwony w lewo, zielony w prawo. Obiecaliśmy sobie, że wrócimy na zielony. Obietnica doczekała się spełnienia w minioną niedzielę (16 stycznia 2022). 




A Na szlaku (do Powsina):

  • Jezioro Zgorzała;
  • Rezerwat "Las Kabacki";
  • Miejsce katastrofy samolotu Tadeusz Kościuszko z 1987 r.;
  • Polana widokowa w Lesie Kabackim;
  • Park Kultury w Powsinie;


Od dawna chciałam poczuć jak to jest pójść na szlak zimą, choć zimna nie lubię. Ale lubię przekraczać swoje granice i doświadczać rzeczy, których wcześniej nie doświadczyłam. Początkiem '21 przeszliśmy co prawda w padającym śniegu kilka kilometrów przez warszawską Pragę kończąc Camino Bitwy Warszawskiej ale to jak wędrówka do sklepu tylko trochę dłużej; przystanek obok przystanka, sklep na sklepie w każdej chwili można  było zawrócić, wejść, ogrzać się, schować.. To nie to, czego pragnęłam doświadczyć. 

To czego doświadczyliśmy teraz też jeszcze nie było zimowym przejściem pieszego szlaku ale było namiastką, czymś co na jakiś czas wystarczy. 

Zaczęliśmy dość późno jak na tę porę roku, jak na szarą pozbawioną słońca niedzielę. Komunikacją kursowała rzadziej a tym samym czekanie na pociąg, który miał dowieść nas do punktu startowego zabrało nam cenne pół godziny marszu za widna.  Co chwile nachodziły myśli aby zrezygnować, odpuścić, wrócić albo wybrać jakiś - byle jaki - spacer po Nowym Świecie czy naokoło Parku Moczydło. Ale oboje w tym samym czasie tak samo chcieliśmy zrezygnować jak i wyruszyć na ten szlak. Nadjechał pociąg, wsiedliśmy a o 13.26 byliśmy w punkcie startowym - Warszawa Dawidy PKP. Pociąg odjechał, szlabany zostały otwarte - mogliśmy zacząć iść.  Warszawa PKP Dawidy to kolejna stacja po Warszawa Okęcie w stronę Radomia a to już rzut beretem do granicy Warszawy i Piaseczna. Powiedzieć, że to "na końcu świata" nie będzie aż takim nadużyciem, szczególnie jak zacznie się iść i skręcać tak jak ktoś wytyczył znaki. Od pierwszych chwil nad naszymi głowami zniżały się do lądowania samoloty, niekiedy jeden po drugim od LOTu po SWISS. Ciężko pilnować oznaczeń gdy ma się większość czasu głowę w górze, bo jak nie mieć gdy huk i widok zapiera niekiedy dech w piersiach. 







Ul. Baletową szlak skręca w Kórnicką i po chwili odbija w lewo na tereny przy Jeziorze Zgorzała. Wytyczone pomosty wzdłuż jeziora, bez barierek - fajne przy deszczowej pogodzie - jednak zastanawia fakt, jak sprawdzają się przy spacerach z dziećmi. Prawie kilometrowy spacer pomostami i drewnianą alejką kończy się i znaki kierują w lichą błotnistą drogę wzdłuż ogrodzenia jakiego domu, po czym jej odbicie w lewo staje się  prawie niewidoczna, stąd idziemy za daleko wchodząc prawie na czyjeś podwórko. Połacie ni to pola ni to łąki, coś porośnięte wysokimi uschniętymi trawami to też część szlaku. Idąc jeden za drugim trudno się zmieścić na tej ścieżynce. Po jakimś czasie wychodzimy na ulicę cali i szczęśliwy aby zauważyć, że szlak ciągnie się dalej tym razem wzdłuż kolejnych płotów z jednej a rzeczki z drugiej strony. Ponownie jedna osoba za drugą - inaczej się nie da. Czy w takich momentach jest strach i pytanie: "Po co to robię?" Pewnie, że tak. Za każdym razem, bo za każdym razem jest opcja jakiejś części, która odbiega od normy, od przyjętego bezpiecznego podążania asfaltową drogą, jeszcze najlepiej z chodnikiem albo leśną szeroką aleją wśród tłumów ludzi aby było bezpieczniej. Na takich odludnych odcinkach zazwyczaj idziemy sami. I albo skupimy się wtedy mocno na szlaku, na znakach, na celu albo zgubimy się rozmyślając o ewentualnych niebezpieczeństwach, niewygodzie.. 











Po licznych skrętach, przeciskaniu się wśród zaschniętych gałęzi wychodzimy na  cywilizowaną ul. Puławską i tam podejmujemy decyzję, że odważamy się iść dalej przez Las Kabacki. Jest 14.35 kiedy wchodzimy do lasu. 1,5 godziny nim zapadnie zmrok a za nim szybka ciemność w lecie.  5 kilometrów - tyle jest do przejścia Lasem Kabackim. Większość trasy - prosto przed siebie, bez żadnych odbić, skrętów. Ludzi sporo, choć do tłumów daleko. Nie brakuje spacerowiczów, biegaczy, rowerzystów a na końcu też chętnych do pieczenia nad ogniskiem kiełbasek na Polanie przy Parku w Powsinie. 






Drzewa zimową porą, zwłaszcza te obsypane szarością, czernią są równie piękne jak te oblane letnią zielenią. Wystarczy tylko czasami podnieść głowę w górę i nauczyć się dostrzegać piękno wokół. W połowie szlaku, dokładnie kilka kroków od szlaku znajduje się pomnik katastrofy samolotu Tadeusz Kościuszko. Upamiętniający głaz, krzyż. 

Z mrokiem docieramy do Parku w Powsinie, gdzie kończymy.  Początkowo plany były aby zakończyć przy Ogrodzie Botanicznym w Powsinie, to jedynie 1,5 kilometra dalej, ale te ostatnie kilometry też wiodą przez las a mrok robił się coraz większy z każdą minutą - nie warto ryzykować. To tylko 1,5 kilometra - zrobimy je następnym razem a nawet jeśli nie - życie będzie i tak toczyć się dalej.

Zmęczeni ale naprawdę szczęśliwi - nie tyle z samego pokonania tych prawie 9 kilometrów przy zaledwie +1 stopniu ciepła ale z aktu odwagi, pomimo lęku przed nieznanym, niewydeptanym. 

Komentarze

  1. Piękne są takie spacery...szczególnie jeśli chodzi się na nie w towarzystwie mądrego i kochanego własnego dziecka.
    Wszystkiego dobrego :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ależ mieliście cudowny spacer!
    My lubimy włóczyć się po rozległych polach właśnie zimą, gdy jest mroźnie. Jedziemy samochodem na jakąś stację PKP, pociągiem podjeżdżamy na kolejną, a polami wracamy do samochodu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak czasami robimy z tym pociągiem :) Mamy nawet już wydeptane niektóre ścieżki od jednej stacji do drugiej :)

      Usuń
    2. Świetna sprawa, prawda? :)

      Usuń
    3. Bardzo fajny pomysł, spróbuję kiedyś wykorzystać :D

      Usuń
  3. Dzielnego masz tego niedużego towarzysza podróży. Gratulacje dla niego, no i dla Ciebie za odkrywanie przyrody i jednanie się z nią, bo że jest piękna o każdej porze roku nie trzeba chyba nikogo przekonywać.
    Dalszych spacerowych przyjemności Wam życzę:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, mam wrażenie, że jednak trzeba przekonywać. My tak bardzo uwielbiamy narzekać i skupiać się na negatywach: "że drzewa szare i bez liści" "że zimno i bez sensu wychodzić na zewnątrz... " :) Zresztą wiele osób odnoszę wrażenie, nawet nie chce podnieść głowy do góry i spojrzeć na wschód czy zachód słońca: "No wschód jak wschód " - wielu mówi. Dla mnie to smutne ale każdy ma prawo postrzegać świat tak jak chce.. Dlatego tak często wspominam o zwyczajnym pięknie ;)

      Usuń
  4. Też jestem z Was dumna, bo pomimo rozterek czy zrezygnować z wędrówki czy jednak zrealizować plan przeszliście te 9 kilometrów w styczniowym chłodzie. Szybko zapadająca ciemność to jak dla mnie największe zło jesieni i zimy, i jeszcze ciemne poranki. To zdecydowanie ogranicza możliwości spacerowe bo jak wracam do domu to mam wrażenie, że zaraz będzie noc. A wiosną i latem zawsze można pożytecznie wykorzystać wolny czas po pracy bo jest i jaśniej, i weselej. Życzę Wam wielu takich wędrówek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację z tą ciemnością, jednak wszystko ma swoje plusy i minusy i jak dla mnie minusem lata i wiosny są komary, których nie cierpię choć one mnie uwielbiają :) Warto doceniać to co jest i jakoś starać się tym cieszyć, choć fakt, zimowa szarość wiele utrudnia . Dzięki za dumę z nas :) :)

      Usuń
  5. Piękne zdjęcia! To musiał być bardzo udany spacer :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Był udany, początkowo trochę w stresie ale potem wszystko odpuściła i pozostała jedynie czysta radość i wewnętrzny spokój :)
      Pozdrawiamy.

      Usuń
  6. Renato, przeszłam z Wami od początku do dziś wszystkie drogi, szlaki, zwiedziłam miejsca. Zmęczyłam się tak, że tylko znaki bytności zostawiałam w miejsce komentarzy 😀, ale było warto. Jestem zachwycona, zauroczona przede wszystkim Filipem. Jest to niewiarygodne wręcz, że towarzyszy Ci krok w krok, a nawet zaczyna być odwrotnie, Ty, Renatko, jemu 😀 Jesteś mądrą, wspaniałą istotą, wrażliwą i empatyczną i cieszę się, że trafiłam tutaj. Będę zaglądać i życzę WAM wszystkiego co najlepsze 💗

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj. A ja przeczytałam wszystkie komentarze i prawdę mówiąc jestem ciągle zaskoczona ich ilością i jakością. Bardzo Ci dziękuję za każdy poniższy i za ten tutaj. Twoje słowa dają siłę na dalsze wędrówki. Filip przesyła pozdrowienia :)

      Usuń
  7. Dziękuję i wzajemnie, pozdrawiam serdecznie🐼😁🐼

    OdpowiedzUsuń
  8. Ambitny spacer - szczególnie przy taj lodówce na zewnątrz! I chociaż nie ma tam pozornie żadnych rzeczy od obejrzenia, to jednak natchnęłaś mnie chęcią na spacer. Może nawet taki w ciszy... Taka mała lekcja uważności...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że to jezioro to nie taka zła miejscówka. Przed wyruszeniem nawet nie wiedziałam, że Warszawa ma w swoich zasobach Jezioro Zgorzała - choć nazwa sama w sobie z urokliwością pobytu nad jeziorem to już nie tak bardzo fajnie się kojarzy - ale samo miejsce fajne, jak się zazieleni na pewno jeszcze fajniej.

      Usuń
  9. Bardzo przyjemny post, ciekawa relacja :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Podziwiam i zazdroszczę. Nie wiem, czy starczyłoby mi siły i zapału na taką wędrówkę, ale Twoja relacja zachęca, a fotki kuszą. Pozdrawiam Renatko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niech każdy spaceruje na miarę swoich sił i zamiarów. W końcu chodzi w tym chodzeniu o przyjemność a nie o dystanse :)

      Usuń
  11. Brawo :) tyle kilometrów w taką pogode to chyba jeszcze nie zrobilam :) Jesteście niesamowici... Ja podobnie jak Ty nie cierpię zimy brrrrr. Dla mnie to najgorsza pora roku. Siedzieć na kanapie tez nie lubię to biegam na bieżni :) ale powiem Ci że od jakiegoś czasu nosze się z zamiarem wyjścia na szlak właśnie zimą. Marzy mi się takie wyjście w góry nie mocno zasypane i może w końcu się zbiorę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od chcenia do działania- dzieli nas tak niewiele a zarazem tak wiele :) Rozumiem Cię i wierzę, że ta odpowiednia chwila wyjścia zimą w góry, nadejdzie dokładnie w odpowiednim czasie. Nic na siłę, szczególnie nie na siłę zimą w góry. Ale jeśli się to stanie to z przyjemnością przeczytam :)

      Usuń
    2. Dokładnie jest tak jak mówisz :) Tylko takie ładniejsze miejsca są kawał drogi od nas, a wiesz jak to jest z pogoda o tej porze roku. To też jeden z powodów który mnie powstrztmuje... A tu gdzie mieszkamy nie nie nic :(

      Usuń
  12. Cześć Renata, wszystko dobrze u Ciebie, u Was? Ściskam mocno z nadzieją że tak 🙂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie komentarze pokazują, że z pozoru obcość obcością nie jest. Niestety albo stety przechodzimy przez covid, choć mam nadzieję, że teraz już będzie coraz lepiej i pomału siły będą wracać. Stąd takie milczenie w sieci z naszej strony.. Wierzę że wszystko jest po coś, stąd z pokorą przyjmuję wszystko co nas w życiu spotyka.. Dziękuję z całego serca, za pamięć i troskę.. To ogromnie wiele znaczy.. Wzruszyłam się..

      Usuń
    2. Cieszę się, że dałaś znać, jestem spokojniejsza. Życzę Wam szybkiego powrotu do zdrowia i pełni sił, przykro mi, że chorujecie. W związku z tym ściskam jeszcze mocniej niż poprzednim razem 😘

      Usuń

Prześlij komentarz

Dzięki za Twoją obecność w blogowej przestrzeni...